poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Szydłów

No to nadeszła pora na relacje z wakacyjnych podróży. Z różnych powodów nie chciałam w tym roku wyprawiać się za daleko, a ponieważ uwielbiam województwo świętokrzyskie, postanowiłam udać się do mojej stałej bazy – Bodzentyna. W drodze do punktu docelowego zahaczyliśmy o Szydłów. Nigdy tam nie byłam, a wielokrotnie słyszałam, że to polskie Carcassonne. 

W piątkowe popołudnie zajechaliśmy zatem na ryneczek Szydłowa. Mury z zewnątrz rzeczywiście zrobiły na mnie wrażenie, ale miasteczko, to prawdziwa dziura, urokliwa, ale dziura. Miałam wrażenie, że trafiłam do Drohobycza i schulzowski opis świetnie by się tu nadawał, choć dotyczył innego zapyziałego miasteczka: rynek wyglądał jak wymieciona z kurzu gorącymi wiatrami (...) biblijna pustynia". Wyrżnięty z drzew, wybetonowany, pozbawiony życia, nie licząc jednego śpiącego pod murem psa, choć pewności nie mam, czy żył, bo nie dawał żadnych oznak życia. O co chodziło radzie miejskiej? Żeby dobić to miasteczko? Miejsce z ogromnym potencjałem, ale bez pomysłu, jak sprzedać jego atrakcje. Jeżdżę po świętokrzyskim od lat, zwiedzam miasteczka i delektuję się pięknymi widokami, bo to województwo o wyjątkowej urodzie. Niestety, Szydłów to kolejny przykład na ignorancję, dyletanctwo, manię wielkości (a nawet megalomanię), lekceważenie potrzeb ludzi, brak jakiejkolwiek wiedzy na temat urbanistyki... Długo by wyliczać. Małe pożydowskie miasteczka zamiast stawiać na tradycję, ciekawą zabudowę i urok przedwojennych sztetli, które przecież przyciągają turystów, rżną stuletnie drzewa na rynkach, betonują, montują kiczowane do bólu fontanny (to akurat nie dotyczy Szydłowa), przy których i tak nikt nie siedzi, bo latem w słońcu panuje tu temperatura prawie 40 stopni! Złości mnie to i mam nadzieję, że ktoś z rady miasta Szydłowa przeczyta moje słowa. Jestem turystką zakochaną w świętokrzyskim, mam wielu znajomych, którzy także kochają te tereny, ale jak nie przestaniecie rujnować i zalewać swoich cudnych miasteczek kiczem, to nie będziemy tu przyjeżdżać! Ja, miastowa, nie chcę betonu, mam go dość u siebie, przyjeżdżam tu po klimat, chcę cienia drzew, zapachu kwiatów, wyremontowanych kamieniczek na rynku, możliwości wypicia kawy w klimatycznej kafejce z widokiem na zamek, a tego w Szydłowie nie ma. Jest za to nuda, pani w bramie sprzedająca śliwki (akurat to plus, bo śliwki były bardzo smaczne) i śpiący pod murem pies, który spokojnie mógłby spać na środku ulicy, bo samochód rzadko tu przejeżdża. W ogóle miałam wrażenie, że poza panią od śliwek, panią z kasy na zamku, panią z kasy w synagodze i małżeństwem z dwójką dzieci, którzy też zwiedzali miasteczko, byliśmy jedynymi żywymi osobami w mieście. 

Taki obrazek wita turystów zbliżających się do miasta. Jak można nie zarabiać na takim widoku?!


Brama Krakowska z XIV wieku

Zamek królewski z XIV wieku wzniesiony  przez Kazimierza Wielkiego

 Uliczki prowadzące do lub wokół rynku




Kościół św. Władysława z XIV wieku



Widok na kościół z drugiej strony 

Mury obronne z blankami zachowały się na długości ok. 700 metrów

Ruiny kościoła i szpitala Świętego Ducha z początku XVI wieku na dawnym Przedmieściu Opatowskim




Wybetonowany rynek z jakąś bidną rośliną w tle, która ma imitować drzewo

Druga część rynku. Tu się jeszcze zachowało kilka drzew

piątek, 16 czerwca 2017

Śląski Ogród Botaniczny w Mikołowie

Powiem krótko: po wizycie w takim ogrodzie botanicznym, jak w Krakowie czy w Arboretum w Bolestraszycach (koło Przemyśla) niewiele jest w stanie mnie zachwycić, ale myślałam, że przynajmniej słowo "ogród" do czegoś zobowiązuje. Niestety, trudno o Ogrodzie Botaczninym w Mikołowie powiedzieć, że to ogród. Kwiatów jak na lekarstwo – kilka różaneczników i 2–3 miejsca z dzikimi kwiatami łąkowymi. Miejsce urokliwie i z dużym potencjałem, sporo alejek i dużo pięknych drzew. Na pewno sympatyczne miejsce do spacerowania, szczególnie gdy jest ładna pogoda (a taka była, gdy odwiedziliśmy je tydzień temu). Chwali się też podejście dydaktyczne (praktycznie pod każdym drzewem i krzewem umieszczono tabliczkę z nazwą rośliny). Niemniej pozostał duży niedosyt. Tak mi się wydaje, że wystarczyło wysiać w klombach zwykłych kwiatów (wiosną takie saszetki z nasionkami w Biedronce są po kilka złotych). 



















piątek, 19 maja 2017

Ogród Botaniczny w Krakowie

Wrzucam jeszcze urokliwe zdjęcia z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, który odwiedziłam w zeszła niedzielę. Niech zdjęcia będą mówiły same za siebie. Ja dodam tylko tyle, że opóźniona wiosna wreszcie wybuchła kolorami, aczkolwiek owo opóźnienie spowodowało, że wszystko kwitnie równocześnie: i wczesnowiosenne gatunki i późnowiosenne.:-) Chyba nie przypominam sobie takiej sytuacji, że kwitły równocześnie magnolie i bzy czy tulipany, irysy, niezapominajki, konwalie i sasanki. No, ale tak na dobrą sprawę jeszcze dwa tygodnie temu padał śnieg. Mam nadzieję, że tej wiosny już więcej śniegu nie będzie. 







To już ostatnie tulipany tej wiosny 


Zdecydowanie to środek sezonu na irysy. W krakowskim Ogrodzie Botanicznym jest ich mnóstwo i wiele gatunków.
















No i rozpoczął się sezon na bzy 



 
A w drzewach grzmi nieprzerwany świergot ptaków.