piątek, 28 grudnia 2007

Mój najnowszy sprzęt fotograficzny

Czyli prezenty od św. Mikołaja.


Canon obiektyw Canon EF 17-40 f/4 L USM - bardzo nowoczesny obiektyw przeznaczony do aparatów cyfrowych i analogowych. Zaawansowana konstrukcja optyczna zawiera trzy soczewki asferyczne, które minimalizują aberrację sferyczną i dystorsję, oraz szkła niskodyspersyjne Super UD - gwarantujące doskonałą jakość odwzorowania i wysoką rozdzielczość. Powłoki przeciwodblaskowe na soczewkach eliminują wewnętrzne odbicia i są zoptymalizowane pod kątem wykorzystania w fotografii cyfrowej. Cichy napęd Ultrasonic oraz system FT-M, umożliwiający ręczne przeostrzenie. wewnętrzne ogniskowanie i zoomowanie ułatwia pracę z filtrami (szczególnie połówkowymi). Odporny na warunki zewnętrzne. Dane techniczne:
  • Konstrukcja optyczna: 12 elementów w 9 grupach
  • Przysłona: f/4 - 22
  • Kąt widzenia: 74 - 29°.
  • Minimalna odległość ostrzenia: 0.28m


  • Obiektyw Sigma APO 70-200/2.8 EX DG Macro to nowa wersja popularnego i cenionego obiektywu 70-200mm f/2.8 EX APO. Niewielkie zmiany zaowocowały zmniejszeniem minimalnej odległości ogniskowania do 100cm w całym zakresie pracy (powiększenie maksymalne 1:3.5) oraz szybszym systemem autofokusa. W konstrukcji obiektywu wykorzystano dwie soczewki ELD (Extraordinary Low Dispersion) oraz dwie soczewki SLD (Special Low Dispersion), gwarantujące pełną korekcję aberracji chromatycznej. Wielowarstwowe powłoki antyodblaskowe redukują refleksy i "duszki", będące najczęstszym problemem użytkowników aparatów cyfrowych.

    W konstrukcji uwzględniono system wewnętrznego ogniskowania i wewnętrzny mechanizm zmiany ogniskowej. Dzięki temu długość obiektywu nie zmienia się, co zapewnia wysoki komfort pracy i ułatwia stosowanie filtrów polaryzacyjnych. Jako standardowe wyposażenie do obiektywu dołączony jest zdejmowany statyw z gwintem (TS-41).

    Po zastosowaniu wraz z opcjonalnymi tele-konwerterami 1.4x EX DG APO lub 2x EX DG APO, obiektyw ten zmieni się w teleobiektyw zoom o parametrach (odpowiednio) 98-280 F4 AF oraz 140-400 F5.6 AF.

    Wersje z mocowaniami Canon, Nikon i Sigma wyposażone są w ultradźwiękowy silnik HSM (Hyper Sonic Motor), który nie tylko zapewnia szybką i cichą pracę systemu AF, ale też tzw. "full time manual", czyli możliwość błyskawicznego przejścia z trybu AF do MF, bez konieczności zmiany ustawień na body czy obiektywie.

    czwartek, 27 grudnia 2007

    Boże Narodzenie 2007

    Małe fotograficzne podsumowanie tegorocznych Świąt.

    niedziela, 23 grudnia 2007

    Kolędy w wersji chilijskiej

    W wykonaniu Cecilii Echenique. Przy zalewie anglojęzycznych piosenek na Boże Narodzenie, szczególnie którejś tam wersji "jingle bells", która może doprowadzić do mdłości, gdy się ją słucha głównie w supermarketach (bo kto przy zdrowych zmysłach ma jeszcze ochotę słuchać tego dobrowolnie w zaciszu domowym?) ja proponuje trochę kolęd chilijskich, a właściwie w chilijskim wykonaniu. Niech letnie stroje nikogo nie zmylą, tam w grudniu jest lato i to bardzo gorące lato.







    piątek, 21 grudnia 2007

    Ariel Ramirez na Boże Narodzenie

    Ariel Ramirez to jeden z najsłynniejszych argentyńskich kompozytorów, pianistów i generalnie muzyków. Do jego najsłynniejszych dzieł należy "La Misa Criolla" (Msza Kreolska), która bazuje na oryginalnych rytmach argentyńskich, peruwiańskich i boliwijskich. Ariel Ramirez w wielu wykonaniach współpracował ze znanymi muzykami, do najciekawszych wykonań Mszy Kreolskiej należą te z Mercedes Sosa i Jose Carrerasem. Do innych znanych i wspaniałych dzieł tego kompozytora należą: Navidad Nuestra, Alfonsina y el mar, Cantata Sudamericana, Paris la Liberdad. Mi bardzo podoba się Navidad Nuestra. Ostatnio miałam okazję być na pewnym spotkaniu wigilijnym, podczas którego występowała znakomita wenezuelska śpiewaczka Beatriz Blanco, która wspaniale zaprezentowała pieśni na Boże Narodzenie Ariela Ramireza i to natchnęło mnie pomysłem wspomnienia o nim na łamach mojego blogu tym bardziej, że czas ku temu. Zachęcam do zapoznania się z dwoma kawałkami, które dadzą jako taki ogląd na tę muzykę (jeśli ktoś nie zna Ariela Ramireza).



    piątek, 14 grudnia 2007

    100 tysięcy złotych...

    ... w moich rękach. Na poniższych zdjęciach można zobaczyć, jak wygląda 100 tysięcy złotych. Mogę dodać, że nadspodziewanie również trochę waży. Ech... szkoda, że jakiś wandal dokonał aktu destrukcji i tak bezlitośnie zmielił tyle kasiory.:-(

    wtorek, 11 grudnia 2007

    Długie grudniowe noce

    Grudzień wkroczył w ten etap, kiedy noce są najdłuższe, a dni najkrótsze. Co to oznacza? Ano to, że gdy rano jadę do pracy jest ciemno i gdy wracam jest ciemno. Koszmar! Ale za co w pracy obserwuję wschód słońca, co niniejszym zamieszczam na fotce.

    środa, 5 grudnia 2007

    Mazury raz jeszcze

    Ostatnio stałam się monotematyczna i tematem dominującym moich postów stały się Mazury. Jednak do tematu powracam, bo Kuba wreszcie wyszarpał od koleżanki z rejsu trochę zdjęć i kilka z nich zamieszczam. Dokładnie nie wiem, jakie jeziora są na konkretnych zdjęciach, więc nie podpisuję, ale ogólnie był to rejs przez całe Mazury, przez wszystkie najfajniejsze, najpiękniejsze i najsłynniejsze jeziora mazurskie od Piszu, przez Giżycko po Węgorzewo. Autorką zdjęć jest koleżanka Kuby, niestety nie znam ani imienia, ani nazwiska.

    poniedziałek, 3 grudnia 2007

    Wietrzna Bretania

    Dziś powracam do tegorocznych wakacji w Bretanii. Poniżej zamieszczam dwa filmiki ukazujące bretońskie wybrzeże departamentu Finistre (niedaleko naszego domu) oraz "narodowe" hobby Bretończyków, co akurat jest zrozumiałe z powodu nieustannie wiejącego tam wiatru.

    video

    video

    sobota, 24 listopada 2007

    Wspomnienie Mazur z lat 80-tych

    W momencie, gdy zapadła decyzja, że wakacje 2008 spędzimy na Mazurach odżyły we mnie wspomnienia dość odległych - w czasie - wakacji lat osiemdziesiątych, gdy po harcersku rozbijaliśmy się na polach biwakowych (nie kempingowych) nad mazurskimi jeziorami. Zawsze jednak etapem kończącym była binduga nad Śniardwami. Gdy dziś wspominam tamte wyjazdy, to zastanawiam się, dlaczego tak mocno wryły mi się w pamięć. Bo przecież nie chodzi tylko o dzikie Mazury, piękną Puszczę Piską, czy fakt bycia dzieckiem, kiedy wszystko jest łatwe, lekkie i przyjemne. Chodzi też chyba o ludzi, których spotykaliśmy na naszej drodze i którzy uczynili nasze wyjazdy pod wieloma względami niezwykłymi. Pamiętam, że nasza "komuna" (nie chodzi tu tym razem o fakt, że było to w czasach komuny, ale o styl życia owej grupy wakacyjnej) to byli przedziwni ludzie, którzy raz do roku zjeżdżali się w to samo miejsce z różnych części kraju i nie tylko. Był wśród nich przede wszystkim "wodzirej" - pan Romuald Weraksa, który skupiał wokół siebie całe towarzystwo (w tym swoich uczniów), był pan Piszczek z Gdańska z córką Agatą, pan Czajkowski z Australii czy fotografik pan Andrzej Strumiłło z modrzewiowego domu w Niedźwiedzim Rogu. Był też "pan ubek", który został wyznaczony do niechlubnej roli tajnego agenta, a o którym i tak wszyscy wiedzieli, kim jest (z wyjątkiem chyba mnie, dlatego nazwałam go kiedyś "panem ubekiem", bo myślałam, że to jego nazwisko). Mimo bytności pana ubeka po polanie pod trzema sosnami (z których tylko jedna została i o ile mi dobrze wiadomo z uwalonym czubkiem) oficjalnie krążyła "bibuła", a ludzie chodzili w koszulkach z napisem NSZZ Solidarność. Wieczorami ta przedziwna zbieranina ludzi różnych profesji, w różnym wieku (od dzieci po starców), a nawet psów zbierała się przed naszym namiotem, gdzie odbywało się niemalże rytualne ognisko. Pan Weraksa grał na gitarze i opowiadał o Jadźwingach (za potomka których się uważał), pan Piszczek, jako że był marynarzem, opowiadał o dalekich rejsach, rozmawiano też o Wielkim Wybuchu, kometach, polityce i dosłownie wszystkim. Nad głowami latały "spadające gwiazdy", a stare sosny trzeszczały, kołysząc się na wietrze. A rano wszyscy spotykali się w kolejce przy pompie. Panowie z lornetkami wypatrywali gdzie "biją mewy", co oznaczało, że w danym miejscu buszowały duże okonie. Siadali wówczas do swoich motorówek i pruli w to miejsce. Potem cała polana miała na kolację okonie, które były tak wielkie, jak karpie. Nigdy potem nie widziałam tak wielkich okoni.
    W tamtych czasach zaczytywałam się w "panu Samochodziku" i kryminałach (tak przy okazji, do dziś niewiele sie zmieniło). Wiele z przygód pana Samochodzika miało miejsce na Mazurach, więc sama marzyłam, że kiedyś też napiszę kryminał i w ogóle będę pisarką. Często więc siadałam na ściętych pniach sosen i robiłam notatki, które miały mi się w przyszłości przydać. Nie wiem, gdzie one dziś są, ale tamte Mazury i tak mam przed oczami i dobrze pamiętam. Mile wspominam też Kaczerajno, małe jeziorko oddalone o ok. 1,5 km od bindugi. Chodziliśmy tam się kąpać, gdy Śniardwy zakwitały i pokrywały się grubą kożuchowatą warstwą niebiesko-zielonej mazi. Tam woda była krystalicznie czysta, a miejsce spokojne (ponoć do dziś tak jest). Zawsze bardzo mi się podobało to jezioro i uważałam je za jedno najpiękniejszych jezior mazurskich. Jednak za numer jeden uważałam i wciąż uważam (mając na uwadze dość stare moje wspomnienia) jezioro Jegocin. Zabrali mnie tam kiedyś pan Piszczek z córką. Całe jezioro wraz z przylegającymi lasami było terenem zamkniętym, należącym do ośrodka wojskowego. My jednak dotarliśmy tam jakoś, a ponieważ jezioro położone było w dole, a wokół zalesione wzgórza, więc mieliśmy fantastyczny widok. Kompletna dzicz. Podobno, jezioro jest już otwarte, ale nie ma wokół niego żadnych domków letniskowych, ani pól biwakowych. Sama szukałam, ale nie znalazłam.
    Mówiąc o panu Weraksie nie sposób nie wspomnieć o jego jednej z wielu pasji - konstruowaniu łodzi. A w kontekście przywołanego pana Samochodzika to brzmi bardzo na miejscu, gdyż jego łodzie, były dziwne i mówiąc szczerze brzydkie, jak wehikuł pana Samochodzika, ale pływały i to nieźle, a to chyba najważniejsze. Mało tego, te konstrukcje wodne były powielane w wielu egzemplarzach. Do tego motywu i historii związanych z panem Weraksą jeszcze kiedyś powrócę bo pan Weraksa konstruował wiele różnych rzeczy, to był prawdziwy Leonardo da Vinci ze wsi Kociołek Szlachecki. Zresztą wygląd też miał niezwykły i jeździł na motorze, który wydawał dość głośne dźwięki (rycząco-strzelające), zatem gdy pan Weraksa się zbliżał, słychać go było juz daleka.

    Oto taka garść wspomnień, a do tego kilka zdjęć. Zdjęcia zostały "pożyczone" z albumu internetowego, a to link do tego albumu: sakowski46

    ŚNIARDWY

    Widok z bindugi na Czarci Ostrów (za nim Wyspa Pajęcza)

    Jak wyżej

    Kaczerajno

    Kaczerajno o zachodzie

    Kaczerajno o poranku

    piątek, 23 listopada 2007

    Buenos Aries po wyborach

    Dziś kilka zdjęć, ukazujących pozostałości po wyborach prezydenckich w Argentynie.

    środa, 21 listopada 2007

    Kierunek Mazury!

    Po kilkudniowych internetowych poszukiwaniach i przemyśliwaniach doszliśmy do wniosku, że tegoroczne wakacje spędzimy w kraju, na Mazurach. Miałam kilka innych pomysłów, ale Mazury już od dawna za mną chodziły. Mam ochotę powrócić do dawnych czasów, kiedy wakacje nad mazurskimi jeziorami były moimi najlepszymi wakacjami. Parę lat temu byliśmy na Suwalszczyźnie, nad Wigrami. Bardzo mile wspominam tamte wakacje. Udało nam się znaleźć wiele dzikich miejsc. Tym razem uparłam się na Puszczę Piską. Nie było łatwo, bo większość domków stoi w tzw. osadach domków letniskowych, a to wiąże się z wdychaniem oparów grillowych, słuchaniem darcia się obcych dzieci i różnymi innymi konsekwencjami życia w grupie. Niestety, wciąż wiele tzw. domków letniskowych drastycznie odbiega standardem od domów na Zachodzie, nie odbiegając równocześnie ceną. Wygląda tak, jakby sobie ktoś posprzątał mieszkanie, wyrzucając stare wersalki z lat 70. i plastikowe krzesełka. Wszystko to jedna wielka zbieranina gratów. To też mi się bardzo nie podoba. Chciałam coś skromnego i prostego, ale nie wysypisko starych mebli. Ale jak już coś fajnego znalazłam, to okazywało się, że domek leży zbyt daleko jeziora, albo zbyt daleko lasu, albo zbyt blisko jakiegoś ośrodka. Ponieważ nie można mieć w życiu wszystkiego mój wybór zawęziłam do 3 domów i ostatecznie wybrałam jeden z nich. Jest położony na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego, nad małym jeziorem Kierwik, w okolicach Spychowa. Jezioro leży w strefie ciszy i wprawdzie po jednej stronie ma kilka osad domków letniskowych, ale ze zdjęć wynika, że nasz domek jest raczej w spokojnej okolicy. Jest ładny, duży (102 m kw.), z kominkiem, nad górce z pięknym widokiem na jezioro (100 m). Wokół lasy Puszczy Piskiej. Blisko do innych jezior mazurskich znanych mi z dzieciństwa, które zamierzam odwiedzić.