poniedziałek, 3 września 2007

EWOLUCJA IDIOTÓW...

...czyli...
Teoria ewolucji (w skrócie) według Scotta Adamsa (sTwórcy Dilberta):


Uczeni są przekonani, że człowiek to wspaniały owoc przebiegającej od miliardów lat ewolucji. Nie mogę tu wyjaśnić całej teorii ewolucji, ale przedstawię zwięzłe streszczenie.

Najpierw było trochę ameb. Ameby zboczone lepiej dostosowały się do środowiska, stając się w rezultacie małpami. Potem pojawiło się Kompleksowe Zarządzanie Jakością (TQM). Trochę szczegółów pomijam, ale i sama teoria ma parę luk, które najlepiej zostawić w spokoju. W każdym razie wspięcie się na tak wysoki szczebel ewolucji zabrało nam sporo lat. Nieśpieszne tempo zmian jest w porządku, bo właściwie co można było zrobić - tylko siąść i krzepić się nadzieją, że dziki nas nie pozjadają. Potem ktoś obalił się na ostry kij i został dzięki temu nieszczęściu wynalazcą włóczni. Wtedy właśnie zaczęły się kłopoty.

Nie było mnie przy tym, ale założę się, że niektórzy ludzie upierali się, iż włócznia nigdy nie zastąpi paznokcia jako oręża. Stare zrzędy wyzywały pewnie pierwszych włóczników od "kołków" i "pałkarzy". (Marynarka handlowa ani szewstwo jeszcze nie istniały, więc nasi ojcowie nie umieli nikogo skląć jak należy). Oryginalność nie była wówczas w cenie i spodziewałbym się, że stronnictwo "Precz z Włócznią" zgarnie w końcu punkty. Rozumiecie, co mam na myśli?

Wielkim walorem włóczni jest to, że prawie każdy może zrozumieć zasady jej działania. Ma ona właściwie tylko jeden istotny element – ostry koniec. Nasze mózgi były już wtedy w pełni wyekwipowane do sprostania temu poziomowi złożoności. I to nie tylko mózgi inteligencji – prosty człowiek również był w stanie ogarnąć włócznię umysłem. Wiodło się ludziom dobrze, jeśli
pominąć pojawiającą się co jakiś czas zarazę, fakt, że średnia długość życia wynosiła siedem lat i to, że po skończeniu lat czterech już modlono się o śmierć. Ale prawie nikt nie skarżył się, by włócznie były sprzętem skomplikowanym.

Nagle (raptownie – przymierzając do tempa ewolucji) pewien dewiant zbudował prasę drukarską. Potem wszystko poszło jak lawina po stromiźnie. Dwa następne mgnienia i wymieniamy baterie w laptopie, sunąc po niebiosach w lśniącym metalowym obiekcie. Podawane są napoje orzeźwiające i orzeszki ziemne.

Seks i papier uważam za winnych większości naszych bieżących problemów. Oto moje argumenty: Tylko jedna osoba na milion jest wystarczająco bystra, by wynaleźć prasę drukarską. Gdy więc społeczeństwo, żyjące w jaskiniach składało się zaledwie z kilkaset małpopodobnych osobników, prawdopodobieństwo, że jeden z nich okaże się geniuszem, było niezwykle małe. Ale ludzie wciąż uprawiali seks i z każdym kretynem dodawanym do populacji ewentualność przesmyknięcia się przez sieć genetyczną odmieńca bystrzaka nabierała realnego waloru. Kiedy już kilka milionów ludzi jest uprawianiem seksu „chcąc nie chcąc”, można się spodziewać, że wreszcie któraś małpomama przycupnie w krzakach i powije dewianta konstruktora drukarni.

Z chwilą wynalezienia druku byliśmy już ugotowani. Gdy tylko pojawiał się odmieniec bystrzak z nowym pomysłem, to co mu się uroiło w głowie, było zaraz powielane. Do tego następny łebski dewiant dokładał kolejny pomysł. Cywilizacja eksplodowała. Narodziła się technologia. Złożoność życia narastała w postępie geometrycznym. Wszystko stawało się większe i lepsze. Z wyjątkiem naszych mózgów.

Cała otaczająca nas technologia, modele ekonomiczne, prognozujące i kształtujące nasze postępowanie, nauka, która pozwala nam dożyć osiemdziesiątki – to wszystko zostało przez małą grupkę bardzo bystrych odmieńców. Reszta z nas jedynie z tego korzysta. Świat jest dla nas zbyt skomplikowany. Ewolucja gdzieś utknęła. Wynalazek druku umożliwił łebskim dewiantom
rozpowszechnianie genialnych pomysłów, ale walory intelektualne nie były przekazywane genetycznie. Ewolucja nie nadąża. Wiedzę i technologię dostajemy wcześniej niż inteligencję.
Jesteśmy planetą, na której prawie sześć miliardów głupców żyje w cywilizacji wymyślonej przez parę tysięcy zdumiewająco bystrych odmieńców.

[A teraz mały komentarz ode mnie: jest to fragment dość intrygującej książki Scotta Adamsa, guru pracowników administracji i wszelakich biur. Nie wiem dlaczego, ale jego wywody o biurokracji amerykańskiej są łudząco podobne do klimatu polskich biur i urzędów. Świadczy to o tym, że biurokracja na całym świecie rządzi się takimi samymi prawami. A więc temat jest ponadczasowy i ponadprzestrzenny. Polecam do lektury.]

5 komentarzy:

Jerry pisze...

A ja zycze powodzenia na nowym blogu. Pozdrawiam. Jurek

recoleta pisze...

Na tamtym blogu po prostu nic nie działa, ciągle mam jakieś problemy techniczne, a poza tym jest masa wszelakich ograniczeń, np. w ilości zdjęć itp. Dlatego większość zdjęć zrzucałam na mój własny serwer i do blogu dodawałam tylko linka. Często nie działały wszystkie funkcji i np. nie dało się w danym dniu wrzucić zdjęcia na blog.

Wojtek pisze...

A coś na temat. Czytaliście "chroń swoje nerwy. Rzecz o tym jak współpracować z palantami" Kena Lloyda?

recoleta pisze...

Nie czytałam tej książki, ale tytuł brzmi zachęcająco. Ja po ostatnich zmianach w mojej pracy zaczynam poważnie myśleć o napisaniu książki, której tytuł byłby bardzo podobny. Oczywiście byłaby to forma odreagowania po kolejnej bezsensownej "operatywce".

mesothelioma com pisze...

Hi