czwartek, 10 stycznia 2008

Recoleta

Wracam do moich opowieści argentyńskich. Czasami ludzie mnie pytają, co oznacza login mojego maila "recoleta". Ano "recoleta" to nazwa jednej z największych nekropolii świata, a zarazem nazwa dzielnicy Buenos Aires, w którym owa nekropolia się znajduje. Poprawna nazwa brzmi Cementerio de la Recoleta , co oznacza "cmentarz w Recoleta", czyli w dzielnicy Recoleta. Zanim przejdę do opowieści o samym cmentarzu, kilka słów o dzielnicy. Recoleta to jedna z najbogatszych i najbardziej ekskluzywnych dzielnic stolicy Argentyny. Powstała pod koniec XIX wieku, gdy ludność zamieszkująca najstarsza dzielnicę - San Telmo - dusiła się nie tylko w ciasnocie, ale i doświadczała konsekwencji tej ciasnoty, czyli m. in. epidemii żółtej febry. W ten sposób najbogatsi mieszkańcy San Telmo wynieśli się na nowe terytorium. W dzielnicy tej mieszkali i mieszkają znani i sławni. Do jej najsławniejszych mieszkańców należą niewątpliwie: Jorge Luis Borges, Jose Ortega y Gasset czy Juan Domingo Perón. W zasadzie strefa ta nie posiada aż tak wielu atrakcji turystycznych. To po prostu kamienice i luksusowe apartamentowce. Do najważniejszych punktów Recolety należą: sławny cmentarz wraz z bazyliką (Basilica Nuestra Seńora del Pilar), Plaza Francia (miejsce spotkań młodzieży), centrum kulturalne Buenos Aires z Muzeum Sztuk Pięknych, Biblioteka Narodowa i intrygujący monument Floralis Genérica wnoszący się na Plaza de las Naciones Unidad, będący ciekawostką futurystyczno-mechaniczną.

Floralis Genérica to mechaniczny pomnik skonstruowany przez argentyńskiego architekta Eduardo Catalano. Wyjątkowość tego monumentu polega na tym, że metalowe płatki tego mechanicznego kwiatu otwierają się na dzień, a zamykają na noc. Ponadto zachowuje się jak słonecznik, obracając się za słońcem.


Plaza Francia to rozległy, zielony teren, porośnięty palmami i kolorowymi krzewami (co pewnie dość dobrze uwidoczniłam na zdjęciach), rozciągający się u stóp centrum kulturalnego (ten różowy budynek) i przy Cementerio de la Recoleta. W letnie sobotnie popołudnia i wieczory odbywają się tu fiesty, rozstawiane są stragany z wszelkim dobrem, od wyrobów rzemiosła, przez skóry, meble, po kiczowate pamiątki. Całość urozmaicana jest występami lokalnych zespołów muzycznych czy pokazami tanga. Zresztą każdy dziwak znajdzie tu miejsce dla siebie. Początkowo wszystko było rzucone na "żywioł". Obecnie miasto uporządkowało teren, powstało mnóstwo restauracji, kawiarenek, ekskluzywnych butików z luksusowymi wyrobami.

A u stóp murów centrum kulturalnego wylegują się hordy kotów. Wyobraźcie sobie zapach, jaki temu miejscu towarzyszy.;-)

No i atrakcja numer 1 - Cementerio de la Recoleta! Plan cmetarza zaprojektowany został przez francuskiego inżyniera Próspero Catelina, a następnie zmodyfikowany przez włoskiego architekta Juana Antonio Buschiazzo w roku 1881. To spory kawał terenu, oddzielony od pozostałej części dzielnicy wysokim murem. Nie przypomina naszych, polskich nekropolii, nie ma tu miejsca na typowe groby. Generalnie można powiedzieć, że tworzy miasto w mieście, gdzie domy zastąpione zostały mauzoleami, pomiędzy którymi biegną ulice. Poszczególne części cmentarza, jak dzielnice oddzielone są alejami. Co można jeszcze dodać? Jest po prostu ogromny!

Cementerio de la Recoleta z lotu ptaka

Wejście na cmentarz prowadzi przez neoklasycystyczną bramę z wysokimi greckimi kolumnami.

Cementerio de la Recoleta, podobnie jak Buenos Aires, to miejsce kontrastów. A tu niezwykle bogate (nie tylko jeśli chodzi o koszt, ale i o wygląd) mauzolea najbogatszych mieszkańców Buenos Aires, ale i stare, zapomniane i rozpadające się budowle, z których wyłaniają się rozwalone trumny. Czasami widok jest wręcz makabryczny. Pochowani są tu: kilku prezydentów Argentyny, naukowcy, bohaterowie wojenni, prominentni politycy; można spotkać również sporo polskich nazwisk. Mówi się, że to najdroższy kawałek ziemi w Buenos Aires. Kiedyś metr kwadratowy kosztował 1 mln dolarów! Obecnie ok. 300 tys. dolarów. A zatem nie każdego stać na taką rezydencję.

Czasami architektura niektórych mauzoleów nie tylko zdumiewa, ale po prostu zwala z nóg! Raz rzymskie kolumny przy wejściu do piramidy...

... a innym razem krajobraz niczym z greckiej wyspy Santorini.;-)

Wiele tych budowli stoi otworem, z powybijanymi szybami, z wyważonymi drzwiami. Można wejść i "poszperać".;-) Jak ktoś oczywiście gustuje w takim "szperaniu". Ale czasami wystarczy wetknąć lufę obiektywu w wybite okienko. Widok jaki na nas czeka może niektórych przerazić. Dziwne, ale mieszkańców Buenos Aires to wcale nie razi.


Słynną mieszkanką tego necropolis była (bo ponoć już jej tam nie ma) Evita Peron. Do grobowca rodziny Duarte codziennie ciągną hordy turystów.

Ja przy grobowcu rodziny Duarte i miejscu pochówku Evity Perón.

Typowym widokiem na cmentarzu są stada kotów. Łażą sobie gdzie chcą, mieszkają w starych grobowcach (w nowych zresztą też, bo przecież koty chadzają swoimi drogami), śpią na płytach nagrobnych, leniwie przeciągając się w słońcu i przeciągle ziewając na widok spacerujących turystów.

3 komentarze:

Jerry pisze...

Agnieszka, poniewaz rozgladam sie tutaj za jakims dobrym obiektywem (szerokokatnym) interesuje mnie ile kosztuja takie w Polsce? Ten co Ty kupilas jest rowniez w kregu moich zainteresowan a moze nawet ten od 16mm do 35mm. Sprawdzam wlasnie ceny na www.pricerunner.se
Ciao.

Wojtek pisze...

Ten szeroki Canon jest drogi ~2000-2500zl. Ja mam Tokine 19-35 za ~600zl. Jest bardzo dobrym optycznie obiektywem i do tego pelnoklatkowym, zreszta jak i ten Canon, dlatego dosc uniwersalnym. Tutaj masz Tokine ze stalym swiatlem 2,8, ale cena tez ok. 2000zl. http://www.migomex.com.pl/akcesoria_foto/page/product/product/620

Jerry pisze...

U nas ten objektyw Canon EF 17mm-40mm L kosztuje od 8000 sek (tj. okolo 3,6 tys.zl.) Obiektywy z IS (stabilizator obrazu) kosztuja jeszcze wiele razy tyle. Dla porownania moj standartowy objektyw Canon EF-S 18mm-55mm kosztuje zaledwie 995 sek (400 zl). Nic dziwnego, ze nie mozna sie spodziewac nic wielkiego po nim. Na papierze zdjecia jednak wychodza bardzo dobrze.