poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Wieści z Chorwacji

W sobotę Krzysiek wyjechał na kurs skippera do Chorwacji. Komórką wysłał zdjęcie, które zamieszczam poniżej.

niedziela, 27 kwietnia 2008

Kocie popołudnie

Skoro ostatnio na blogach rodzinnych pojawił się motyw zwierzęcy, więc ja oddaję swój głos w imieniu rodu kotów (których zresztą ci u nas dostatek). Tak oto wygląda typowe, niedzielne popołudnie naszych kocic. Baaardzo leniwe popołudnie.





sobota, 26 kwietnia 2008

Murga

O murdze wspominałam juz przy opowieściach o karnawale argentyńskim. Dziś, tak jak zapowiedziałam, chciałam rozwinąć wątek murgii. Jest to coś całkowicie nieznanego w Polsce, ciekawego, egzotycznego i ja jestem nią zafascynowana. A zatem od początku... Murga to gatunek muzyki, typowy dla różnych form aktywności podczas różnego rodzaju świąt, np. karnawału, świąt, wydarzeń sportowych. Słowo "murga" ma swoje korzenie w Hiszpanii, gdzie oznaczało "wyjść na ulicę, śpiewać, by zarobić pieniądze" . W Ameryce Południowej pojawiła się ok. 1906 roku, gdy do Urugwaju przybyła grupa zarzuela (rodzaj operetki), dlatego mówi się, że murga pochodzi z Urugwaju (ale spotykana jest w wielu krajach tego kontynentu). Od samego początku była związana z ulicą, gdyż towarzyszyła demonstracjom politycznym (od tego się zaczęło). A w związku z tym jej instrumentami muzycznymi często było to, co można było znaleźć w przeciętnym domu: gwizdki, bębny, nawet garnki i patelnie. Dziś czasami w telewizji mówią, że w ramach demonstracji politycznej w Buenos Aires jakaś grupa wyszła z garnkami patelniami. Nas to może dziwi, tam to nic dziwnego, gdyż to po prostu forma murgii. Murga to jednostajne rytmy, bardzo prymitywne, ale w sensie nawiązania do korzeni (nie to że głupie), którym towarzyszą proste kroki taneczne, podskoki, wymachiwanie rękami. Wszystko nie bez powodu przypomina rytmy afrykańskie (związane jest z czasami niewolnictwa). Generalnie nic skomplikowanego. Bardzo widowiskową częścią murgii są stroje. Obecnie, różne szkoły murgii charakteryzują inne kolory i elementy dekoracyjne. Jednak cechą charakterystyczną wszystkich szkół jest kolorowy, błyszczący frak i cylinder na głowie (również odpowiednio ozdobiony). Również ów strój to pozostałość czasów kolonialnych (XIX wiek), gdy panowie nosili się właśnie we frakach i w cylindrach, zaś niewolnicy dostawali zużyte, niepasujące do siebie fragmenty ich odzieży. Można powiedzieć, że jest to forma teatru ulicznego, w którym widać również wpływy Karnawału Weneckiego i comedii del arte, z których pożyczono takie postaci jak: Momo, Pierrot i Colombina.
Szczególnym rodzajem murgii jest ta z Buenos Aires, nazywana "murga porteńa" (murga portowa). Mogę potwierdzić, że mieszkańcy stolicy Argentyny bardzo lubią wyrażać swoje emocje za pomocą murgii. Poszczególne dzielnice reprezentowane są przez różne grupy murgueros (tancerzy murgii). Ulubionym okresem "uprawiania" murgii na ulicach Buenos Aires jest oczywiście czas karnawału (a szczególnie wszystkie weekendy lutego). Charakterystycznym instrumentem jest "bombo con platillo" (duży bęben z talerzykiem), bez którego po prostu nie ma murgii.






Ja bardzo lubię murgę. Jak pisałam kiedyś, miałam okazję wziąć udział w warsztatach murgii w małej miejscowości położonej pomiędzy Rosario i Buenos Aires (na pampie). Jest w niej tyle radości, a z drugiej strony nie ma możliwości, żeby się coś nie udało. Nawet stonoga potrafi sobie dać radę z takim tańcem.:-)

niedziela, 20 kwietnia 2008

Wspomnienie gorących wakacji

Ponieważ od kilku tygodni wciąż panuje ta sama pogoda, tydzień upływa za tygodniem, a za oknem niezmiennie ten sam obrazek, czyli zimno i szaro buro, zatem postanowiłam podnieść temperaturę wirtualnie. Zamieszczam dziś 3 filmiki z wakacji w Grecji w 2006 roku.

video

Kuba na naszym basenie w Gialovie delektuje się mokrością wody.;-)

video

Okolice Pylos, widok na pełne morze (Śródziemne, rzecz jasna)

video

Okolice naszej wsi Gialova; widok na najbliższe atrakcje turystyczne: plaże, wyspy, półwyspy, lagunę itd.

piątek, 18 kwietnia 2008

Heinrich Dietel i jego aula

Dziś robiłam zdjęcia w zabytkowej, bo ponad stuletniej, auli Wydziału Informatyki i Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu. Jak widać na zdjęciach aula jest mocno nadgryziona zębem czasu, ale jest niewątpliwie piękna. Jednak zawsze gdy tam jestem zastanawiam się, czy ogromnych rozmiarów żyrandol nie zwali mi się na głowę. Szkoda, że uczelnia nie ma pieniędzy na odrestaurowanie tej auli, a zdobienia ścienne poprzyklejane są taśmą klejącą. Założyciel, w 1894 roku Sosnowieckiej Szkoły Realnej (później mieściło się tu Liceum im. St. Staszica), która tu kiedyś była - Heinrich Dietel - pewnie przewraca się w grobie. Gdy ponad sto lat temu zapisał w testamencie, że budynek ten może być przeznaczony wyłącznie na cele edukacyjne, nie przypuszczał, że kiedyś w Polsce nastaną takie czasy, że na takie cele pieniądze będą szły w ostatniej kolejności.





wtorek, 15 kwietnia 2008

Trochę egzotyki na wiosnę

Już dosyć długo siedziałam na tyłku i postanowiłam ruszyć się na jakąś wyprawę. W maju wyjeżdżam do miejsca, które już od kilku lat planowałam odwiedzić. Na razie nie zdradzę tajemnicy co to za kraj (a pozgadujcie se). Dla ułatwienia zamieszczam kilka zdjątek wyciągniętych z internetu. Powiem tylko tyle, że jest tam ciepło, są góry i dużo piasku.:-) Chyba się już wygadałam.;-)



niedziela, 13 kwietnia 2008

Wspomnienie zimowego morza

Chwilowo brak nowych tematów, więc zamieszczam kilka zdjęć z zimowego pobytu nad morzem. Oczywiście trochę nad nimi popracowałam.





niedziela, 6 kwietnia 2008

Niedziela w Wadowicach

Niedzielę wraz z naszym gościem z Niemiec spędziliśmy w Wadowicach. Na szczęście nie padało. Ponieważ Sebastian również uczęszcza do katolickiej szkoły, więc był wszystkim bardzo zainteresowany i czytał napisy pod eksponatami w domu Papieża (były po niemiecku). Szczególnie zainteresowały go świadectwa szkolne i zdjęcia z różnych etapów życia Jana Pawła II. Poniżej zdjęciowa relacja z pobytu w papieskim mieście.

Sebastian i Kuba na tle wadowickiej bazyliki

I przy pomniku Jana Pawła II. Tu zawsze płoną znicze i leżą świeże kwiaty.

Przy domu Papieża







Obowiązkowa degustacja papieskich kremówek


A obiad w Karczmie "Rzym" w Suchej Beskidzkiej. Niestety, nie udało nam się wytłumaczyć Sebastianowi, dlaczego karczma nazywa się Rzym, szczególnie że nie serwowano tam dań kuchni włoskiej, lecz typowo polskie


wtorek, 1 kwietnia 2008

3. rocznica śmierci Jana Pawła II

Jutro mija trzeci rok od tej smutnej daty. Pogrzebałam trochę w moim archiwum i znalazłam trochę zdjęć, które wówczas wykonałam w różnych miejscach Polski, z którymi związany był Papież Jan Paweł II (i nie tylko). Zamieszczam w celu przypomnienia atmosfery z tamtych dni. Każdy, kto był w tym czasie w Polsce pamięta, jak na kilkanaście dni staliśmy się lepsi, zamilkły reklamy w radiu i telewizji, pozamykano supermarkety, politycy przestali się kłócić, a my w ciszy i skupieniu przeżywaliśmy ten traumatyczny moment odejścia naszego Papieża.

Wadowice, dzień po śmierci Jana Pawła II

Kir na budynku domu rodzinnego Karola Wojtyły



Morze zniczy pod rodzinnym domem Jana Pawła II

Kalwaria Zebrzydowska, dzień po śmierci Jana Pawła II

Sosnowiec, budynek Wydziału Nauk o Ziemi UŚ. Światła zapalone w kształcie krzyża. Niestety, dysponowałam wówczas kiepskim aparatem i dlatego zdjęcie nie jest najlepsze.

Katowice, schody Katedry Chrystusa Króla

Katowice, Msza Żałobna za Ojca Świętego Jana Pawła II i czuwanie studentów uczelni śląskich

Księga kondolencyjna wystawiona na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Kraków, ul. Kanonicza 25

Kraków, ul. Kanonicza, tu w latach 1952-67 mieszkał ks. Karol Wojtyła

Kraków, słynne okno na ul. Franciszkańskiej 3

Kraków, ul. Franciszkańska, przed Kurią

Kraków, Kuria

Kraków, Kuria i powiązane na zgodę szaliki zwaśnionych klubów piłkarskich

Kraków, Kuria




Kraków, Rynek

Krakowskie Błonia