poniedziałek, 19 maja 2008

Marrakech (cz. 1)

Albo Marrakesz (po naszemu). Dziś swoją opowieść (głównie fotograficzną) ograniczę do jednego miejsca w Marrakeszu - do głównego, słynnego, znajdującego się na niemal wszystkich pocztówkach placu Dżemaa el-Fna (fr. Jemaa El Fna). Plac od 2001 roku wpisany jest, wraz całym zabytkowym centrum Marrakeszu, na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I nie chodzi tu bynajmniej o jakieś szczególne zabytki znajdujące się wokół lub na placu. Z tego, co mówiła nam przewodniczka, chodzi o samo wydarzenie, jakim jest wielkie targowisko, będące samo w sobie zabytkiem. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem o co chodzi. Dla mnie to gigantyczna, hałaśliwa Cepelia. Po wejściu na plac (faktycznie wielki) pomyślałam sobie o Rynku krakowskim, który jest o niebo piękniejszy, choć z pewnością równie tłoczny. Nazwa oznacza "plac bez meczetu" lub "zgromadzenie umarłych", co może nawiązywać do targów niewolników i egzekucji, jakie odbywały się tutaj aż do XIX wieku. Na placu co wieczór odbywa się wielki targ ze straganami restauracyjnymi. Wokół nich gromadzą się kuglarze, berberyjscy opowiadacze baśni, bębniarze, "muzycy" grający na piszczałkach, zaklinacze węży, samozwańczy uzdrawiacze i dentyści, "akrobaci", Berberyjki malujące kobietom dłonie henną, sprzedawcy soku pomarańczowego, kolorowi roznosiciele wody itp. itd. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciach.

W ciągu dnia nie ma jeszcze tylu straganów i jest nieco spokojniej na placu Dżemaa el-Fna


Stoją jednak liczne czterokołowe stragany z pomarańczami, gdzie na miejscu wyciska się sok (jednak nie do jednorazowych kubeczków, dlatego nie skorzystałyśmy)

To pora sjesty. Leniwie przejeżdżają bryczki z turystami.

W bocznych uliczkach odchodzących od placu można kupić wszystko. Oczy wyłażą, bo wszystko jest ładne i kolorowe, i można wytargować fajną cenę.

W bocznych uliczkach jest nieco spokojniej, chociaż i w najciaśniejszy zakamarek potrafi zmieścić się fura z osiołkiem i kilka motorków. Czasami trzeba dosłownie wciągnąć brzuch.

Boczne uliczki mediny

Suk w medinie

Karolina w marrakeszańskiej restauracji

Jednak gdy tylko słońce chyli się ku zachodowi, życie na placu Dżemaa el-Fna ożywa
W niesamowitym tempie plac wypełnia się restauracjami na kółkach i różnego rodzaju zabawiaczami turystów (nic za darmo)

Wkrótce cały plac spowija gęsty, gryzący dym z czterokołowych restauracji

Tu berberyjskie kobiety czekają na klientki, aby zrobić im na rękach tatuaż henną

Zaklinacze wężów (na zdjęciu najprawdziwsza kobra) dmuchają w swoje fleciki, włączając się tym samym w nieopisany harmider

A oto łowcy turystów - nosiciele wody. Faktycznie na południu widzieliśmy oryginalnych (podobnie ubranych), jednak ci to przebierańcy, nie roznoszą wody, tylko łapią turystów do zdjęcia. Trzeba bardzo uważać, aby wpierw się umówić do ceny, a dopiero potem robić zdjęcie - nie odwrotnie, bo można zabulić.

Okoliczne stragany oferują wszystko. Tu kupiłam (targując się okrutnie) koszulkę Kubie z napisem "Maroko" (po francusku i arabsku)

Od placu odchodzi uliczka prowadząca do największego i najważniejszego meczetu Marrakeszu - Kutubijja z XII wieku

Dżemaa el-Fna nocą. Oto prawdziwe oblicze tego miejsca.
W tle meczet Kutubijja

O tej porze kobiety nie spacerują po placu. Wedle zasad arabskich kobiety nie wychodzą z domu po zachodzie słońca, chyba że są prostytutkami. Nawet turystki powinny się liczyć, że mogą być zaczepiane. Niestety, mieliśmy uroczystą kolację w pałacu położonym niedaleko placu i chcąc, nie chcąc, kierując się do busa musiałyśmy z Karoliną przejść nocą (ok. godz. 23) przez plac i na własnej skórze odczułyśmy, co to znaczy nieprzestrzeganie zasad panujących w kraju arabskim.

Nawet późną nocą na placu można kupić świeże owoce. Ponoć trag zwija się w okolicach godz. 3 nad ranem.

2 komentarze:

alexandra pisze...

¡Saludos desde Buenos Aires, Argentina!
Best regards from Buenos Aires, Argentina

alexandra pisze...

Hola "Recoleta", gracias por tu comentario en perfecto español.Tus fotos de Marruecos son hermosas, estuve allí en 1987 y me trajeron muchos recuerdos.
Espero que sigamos en contacto.
Un abrazo.
Alex