sobota, 17 maja 2008

Pierwsza relacja z Maroka

O Maroku można mówić i mówić. Postanowiłam to mówienie podzielić tematycznie. Dziś będzie ogólnie i zdjęcia też ogólne. Ponieważ obie z Karoliną byłyśmy pierwszy raz w życiu w arabskim kraju, więc ciekawiło nas wszystko. Tym bardziej że Maroko okazało się krajem tak różnym od naszych wyobrażeń i tego świata jaki znamy, że na każdym kroku coś nas zaskakiwało. Wszystko było inne, nieznane, czułyśmy się jakbyśmy oglądały film. Lecz na początku szczególnie bawiły nas napisy i nazwy arabskie. Potem przyzwyczaiłyśmy się do nich.

Mentosy

Coca-cola

Jakaś linia autobusowa (na szczęście również po francusku)

Znak "stopu"

Na drogowskazach na szczęście opisy w dwóch językach

Uwagę zwracała wszechobecna flaga marokańska oraz...

... również wszechobecny wizerunek króla Maroka Mohammeda VI

Na pewno do najbardziej zapamiętanych przeze mnie cech Maroka należą: zapachy i kolory. Kolory są ostre, bijące w oczy i żaden nie pojawia się przypadkowo: czarny symbolizuje Berberów, błękitny Tuaregów, żółty pustynię... Całe Maroko mieni się kolorami: od straganów, i kopców ziół czy przypraw, po wzorzyste dywany, kobiece chusty i kolory samej natury. Góry często bywają czerwone, podobnie jak piaski Sahary, w dolinach rzek kwitnie bujna roślinność, stąd wyglądają one jak zielone wstęgi rozłożone na żółtym dywanie, różowawe domy wybudowane z charakterystycznej glinki. Także zapachy biją ostro w nos. I chodzi mi tu nie tylko o te przyjemne: zapachy ziół i przypraw na straganach, szafranu czy mięty, zapachu ziemi po deszczu, tysięcy kwiatów kwitnących w ogrodach tak lubianych przez Marokańczyków, ale również zapachy długo wiszącego w upale mięsa na haku, czy stosu ryb, również zbyt długo leżących w słońcu.

Kolorowe Maroko







Następna relacja - bardziej szczegółowa - wkrótce.

Brak komentarzy: