czwartek, 31 lipca 2008

Śniardwy i okolice / El Lago Sniardwy - el más grande en Polonia

Niestety, podczas naszej wycieczki nad Śniardwy mieliśmy strasznie szarobury dzień, więc i zdjęcia są lekko szarobure.


Zdjęcie zrobione jest komórka i to przez szybę smaochodu ,więc jest nie najlepsze.
Do Niedźwiedziego Rogu wjechaliśmy od strony Wejsun. Droga od Piszu jest zamknięta. Jadąc, cały czas wspominałam, gdy przed laty (ponad 25 lat temu) przedzieraliśmy się "maluchem" (ciągnącym przyczepkę) przez puszczę piaszczystymi leśnymi drogami. Dziś w głowie mi się nie mieści, jak ten mały samochodzik mógł gdziekolwiek dojechać. Zastanawiam się też, jak to się stało, że w ogóle odkryliśmy to urokliwe i dzikie miejsce nad Śniardwami.

Widok z Niedźwiedziego Rogu na wyspy Pajeczą i Czarci Ostrów

Szarobure Śniardwy


Nasza binduga, obecnie dość mocno zarośnięte w stosunku do tego, co było kiedyś


Jednak na samym polu biwakowym niewiele się zmieniło. Wichury wykosiły parę drzew, ale porosły już nowe. Jest mniej namiotów, a właściwie same przyczepy, kiedyś były same namioty i zaledwie kilka przyczep. I niby nic się nie zmieniło... a jednak czegoś brakuje... zapewne tamtych ludzi. Jest miło, przyjemnie, ale miałam wrażenie, jakby brakowało duszy. Po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie, że to ludzie tworzą miejsca.

Ostatnia z trzech królewskich sosen i to z uwalonym, po uderzeniu pioruna, czubkiem. Mam to szczęście, ze pamiętam jeszcze to miejsce, gdy rosły tu trzy sosny.

W miejscu (po lewej) kiedyś stały dwa namioty pana Janusza Piszczka i jego córki Agaty. Dziś stoi tam jakiś inny namiot. Przed namiotem na składanym krzesełku sziedział jakiś pan, tak jak kiedyś pan Piszczek wysiadywał przed swoim namiotem. Cały czas nie mogłam optrzeć się wrażeniu, że gdy tylko odwrócę głowę to go zobaczę, a zza drzewa wyjdzie ich pies Aktor. W ogóle nie czułam, że to minęło ponad ćwierć wieku (!); miałam wrażenie, jakbym ostatni raz była tu rok temu.


Kaczerajno


Kaczerajno to wciąż jest fajne miejsce do kąpania. Jak widać na zdjęciu nie ma wodorostów ani mułu, tylko piaseczek.


Dojście do Kaczegorajna

Żal było wyjeżdżać...

wtorek, 29 lipca 2008

Jezioro Nidzkie / Lago Nidzkie (La región Masuria)

Ponieważ coraz częściej na mój blog wchodzą moi przyjaciele z Ameryki Południowej, mają problem ze zrozumieniem jego treści. Czasami same zdjęcia nie wystarcza, dlatego od czasu do czasu będę wprowadzać wybiórczo tłumaczenie fragmentów mojego blogu.

Una información corta para mis amigos de la Argentina:
Masuria o Mazuria (en polaco Mazury, en alemán Masuren) - antigua región del sur de la Prusia Oriental, poblada desde el siglo XII principalmente por eslavos mazovios de los cuales recibió el nombre, aunque luego fue incorporada a Alemania, y pasó a formar parte de Polonia tras la Segunda Guerra Mundial. La Masuria se caracteriza por su relieve llano repleto de lagos y canales naturales que intercomunican a los lagos entre zonas boscosas de abedules, hayas y abetos. La Masuria y el distrito de lagos son conocidos como Tierra de los mil lagos. Estos lagos se formaron durante el Pleistoceno época glacial, cuando el hielo cubría gran parte del norte de Europa. Actualmente son un sitio idóneo para navegar, ya que los lagos están todos conectados entre sí mediante canales artificiales. Lago Nidzkie es un de los mas hermosos. La Masuria ha estado el lugar de nuestra residencia durante las vacaciónes (cerca de Lago Nidzkie).


Jezioro Nidzkie, Zatoka Zamordeje Wielkie

Jezioro Nidzkie, Zatoka Zamordeje Wielkie

Jezioro Nidzkie, Zatoka Zamordeje Wielkie

Jezioro Nidzkie, Krzyże

Karolina i Kuba w Krzyżach

Jezioro Nidzkie, Krzyże

Leśniczówka Pranie nad Jeziorem Nidzkim

Jezioro Nidzkie w okolicach lesniczówki Pranie

Jezioro Nidzkie w okolicach lesniczówki Pranie

Jezioro Nidzkie, okolice Rucianego-Nidy, stanica "Pod dębem"

Jezioro Nidzkie, okolice Rucianego-Nidy, stanica "Pod dębem"

Jezioro Nidzkie, okolice Rucianego-Nidy, stanica "Pod dębem"

niedziela, 27 lipca 2008

Po powrocie z Mazur

No i po urlopie. Wróciliśmy do domu. Przypominam, że tegoroczne wakacje spędziliśmy na Mazurach, w Puszczy Piskiej, nad maleńkim jeziorem Kierwik, znajdującym się niedaleko Spychowa. Jezioro Kierwik jest fantastycznie usytuowane, dookoła rozciągają się gęste lasy Puszczy Piskiej i dość spory obszar nieprzecięty przez żadne drogi oddziela Kierwik od Jeziora Nidzkiego. Probowaliśmy się jakoś przedrzeć na przełaj, ale nie dało się. Ponadto, wprowadzone niedawno, dość surowe kary za wjeżdżanie do lasu w miejscach niedozwolonych doprowadziło do zarośnięcia nawet tych nielicznych ścieżek. Pamiętam, jak kiedyś dość swobodnie poruszaliśmy się po drogach leśnych ( i to "maluchem"!), a teraz jest to bardzo trudne.

Ale wracając do naszego domku, chciałam powiedzieć o nim kilka słów. Domek jest obiektem zabytkowym, co widać na jednym ze zdjęć, całkowicie drewniany, usytuowany na granicy lasu sosnowego oraz pięknej łąki schodzącej bezpośrednio do jeziora. Z zewnątrz wygląda dość nie pozornie, ale w środku okazał się być bardzo przestronny. Reszta opisu przy poszczególnych zdjęciach.


Moim ulubionym miejscem w domku, oprócz sypialni, był ganek. Często tam "wysiadywałam", piłam kawę, obserwowałam naszego zaprzyjaźnionego bociana, podziwiałam widoki... Reasumując, ganek to bardzo pożyteczny wynalazek, chyba musimy wprowadzić zmiany w projekcie naszego domku wakacyjnego.


Nasz domek prezentował się bardzo ładnie z każdej perspektywy. Tu widok od strony łąki.


Sypialnia nr 1 (na piętrze), czyli miejsce, w którym przeczytałam 4 książki podczas mojego pobytu na Mazurach :-)

Sypialnia nr 2 (dwuosobowa, na piętrze), tu spały dzieci. Początkowo Karolina spała w sypialni nr 3 (jednoosobowej), ale gdy jednej nocy zobaczyła ducha, przeniosła się do Kuby. Na zdjęciu legowisko Karoliny.

Sypialnia nr 2, legowisko Kuby

Salon z kominkiem, połączony z jadalnią i kuchnią (otwartą) - oczywiście na parterze

Widok na kuchnię

Sypialnia nr 3 (na parterze)

Łazienka (na parterze)

Wnętrza domku wieczorem

Gdy było chłodno (a tak naprawdę były takie tylko dwa dni), rozpalaliśmy kominek

Lecz to, co było najfajniejsze w tym domku, to wspaniałe, przepiękne widoki, które rozciągały się z okien. Jego położenie - na granicy lasu i łąki - powodowało, że co wieczór oglądaliśmy cudowne zachody słońca, a każdy był inny: raz w odcieniach żółci, raz czerwieni, innym razem zachód był różowy. Nic nam nie zasłaniało tych pięknych obrazów. Naprawdę uczta dla oka. Każdego wieczoru delektowałam się tymi widokami i robiłam setki zdjęć.









A to akurat jest wschód słońca. Specjalnie dla takich zdjęć wstałam o 5:30! Jak widać, w zależności od pory dnia nasze jezioro prezentowało się zupełnie inaczej.





Także nasz domek zupełnie inaczej prezentował się w zależności od pory dnia.



To na razie tyle. Zdjęć mam mnóstwo, ale też sporo pozwiedzaliśmy. Tak wiec, na jakiś czas mam sporo materiału do prezentowania na blogu. Nie zapomniałam też o zdjęciach z Maroka, których jeszcze nie zamieściłam. Do tematu Maroka wrócę, jak zamieszczę przynajmniej najważniejsze zdjęcia z Mazur.