środa, 6 sierpnia 2008

NIE - dla olimpiady w Pekinie

Ponieważ dużymi krokami zbliża się rozpoczęcie "olimpiady" w Pekinie postanowiłam wrócić do wątku Tybetu. Jako wieloletnia miłośniczka Tybetu (nie jestem miłośniczką, która wyrosła na bazie mody czy popularności ostatnich miesięcy) chciałam wyraźnie powiedzieć:

NIE - DLA PSEUDO OLIMPIADY W PEKINIE!

* Użycie słowa "olimpiada" w tym przypadku jest nadużyciem, farsą i obrazą idei, gdyż jej podstawą jest idea pokoju. Chinom zarzuca się ludobójstwo, zbrodnie przeciw ludzkości, a także stosowanie terroru oraz tortur wobec mieszkańców Tybetu. Ponadto Chińczycy od kilkudziesięciu lat prowadzą politykę wynarodowienia Tybetańczyków, mordując mnichów, likwidując klasztory buddyjskie, niszcząc zabytki dziedzictwa kultury tybetańskiej. Za posiadanie zdjęcia Dalajlamy grozi kara 10 lat więzienia !

* Przyznanie organizacji olimpiady Pekinowi to jedna wielka granda i draństwo! Taką decyzję tłumaczono nadzieją, że poprzez przyznanie organizacji tej imprezy Chiny zmienią swoje nastawienie do Tybetu oraz przestaną łamać prawa człowieka, że wprowadzą istotne zmiany demokratyzujące zasady życia w kraju. Ten kto tak mówi, jest jeszcze gorszy niż ci, którzy podjęli decyzję z premedytacją (gdyż była to decyzja polityczna i głęboko reprezentująca interesy finansowe). Bo jeśli ktoś kiedykolwiek myślał, że przyznanie organizacji olimpiady Pekinowi cokolwiek zmieni w ich polityce, to jest albo głupi, albo naiwny jak dziecko, albo jedno i drugie, a na dodatek nie zna historii Chin. Chiny nigdy nie zmieniały niczego pod wpływem zachodnich nacisków (jeśli w ogóle takie były). Swoją drogę rozwoju wycinały krwią i terrorem. Tak zawsze było i przyznanie olimpiady Chinom było jedynie aktem hańby! Jak zwykle chodziło o interesy, politykę i pieniądze. Poświęcono po raz kolejny życie niewinnych ludzi, napluto im w twarz i powiedziano, że ich los nic nie obchodzi zachodnie mocarstwa. Międzynarodowy komitet olimpijski to banda bezdusznych kunktatorów! Gdzie idea Pierre de Coubertina, który rzekomo tak kochał pokój i ideę czystego sportu, a tak naprawdę był przekupny i chyba sam nie wierzył w swoje idee?! W Karcie Olimpijskiej jest wyraźnie napisane: „Każda forma dyskryminacji w stosunku do kraju lub osoby ze względu na rasę, wyznanie religijne, poglądy polityczne, płeć lub jakiegokolwiek innego względu, jest niemożliwa do pogodzenia z przynależnością do Ruchu Olimpijskiego". Karta nakłada zatem na członków Ruchu obowiązek podjęcia działań zmuszających Chiny do zaprzestania łamania podstawowych praw człowieka w Tybecie. I co z tego?!

* Wielu mówi, że bojkot "olimpiady" w Pekinie nic by nie dał, że problemy polityczne nie powinny być rozwiązywane przez sportowców. Nie zgadzam się z takim twierdzeniem. Nikt nie ma prawda zamykać oczu na ludobójstwo i terror! A uczestnictwo w "olimpiadzie" oblanej krwią jest hańbą i zaprzeczeniem idei pokoju. Na myśl przychodzą mi w tym momencie igrzyska olimpijskie w Berlinie w 1936 roku. Mimo protestów opinii publicznej i środowisk sportowych igrzyska w nazistowskich Niemczech doszły do skutku. Przed ich rozpoczęciem część krajów rozważała możliwość zbojkotowania imprezy i rozegrania konkurencyjnych zawodów. Po zapewnieniach organizatorów berlińskich igrzysk, że zawody zostaną przeprowadzone w myśl zasad olimpijskich oraz przy jednoczesnych gwarancjach złagodzenia polityki rasistowskiej, odbyły się jednak. I rzeczywiście, na olimpiadzie wystąpiło kilka osób pochodzenia żydowskiego. Jednak po wybuchu II wojny światowej Niemcy wielu sportowców wtrącili do obozów koncentracyjnych i pokazali, gdzie tak naprawdę mieli ideę pokoju. Igrzyska z 1936 roku nie były imprezą ku czci sportu, ale nazizmu.

* Mówi się, że pojedynczy człowiek niewiele może, że nie może zmienić świata, którym rządzi pieniądz. A jednak grupa pojedynczych ludzi potrafi dokonać rzeczy wielkich. Trzeba wreszcie powiedzieć "nie" prochińskiej polityce Zachodu i politykom, którzy stwarzają jedynie pozory zaangażowania w sprawy Tybetu! Jak uczy historia, wielkie imperia pojawiają się i znikają. Przeminęły Babilon i Cesarstwo Rzymskie, rozpadła się komunistyczna Rosja (chociaż w dalszym ciągu w nowej formie jest silna i łamie prawa człowieka). Kiedyś wreszcie Chińczycy przebudzą się i powstaną przeciwko garstce drani, którzy bezkarnie rozporządzają życiem i śmiercią miliarda ludzi. Obym dożyła tych czasów.

* A co możemy zrobić teraz?
NIE OGLĄDAJMY OLIMPIADY 2008

Ja nie mam zamiaru oglądać święta pokoju transmitowanego z kraju, gdzie pokojem i wolnością nie mogą cieszyć się ludzie Tybetu i każdy wolno myślący człowiekl lub mieszkaniec terytorium Chin. Mogę zrobić tylko tyle i aż tyle.



4 komentarze:

Wojtek pisze...

Duzo by pisac, ale olimpiada mało kiedy jest wolna od konotacji politycznych, a nigdy od finansowych. Poczawszy od nieslawnej olimpiady berlinskiej pod znakiem swastyki, poprzez kolejne bojkoty olimpiad czy niektorych reprezentacji (np. RPA) należy skonstatować jedno: Olimpiada to potężne wydarzenie biznesowe. Plakietka barona-tworcy, to tylko znak firmowy, jak Coca Cola i tylko tyle. A przysłowiową Cokę pili wszyscy :-(

recoleta pisze...

Niemniej małymi kroczkami można dokonać wielkich czynów. A ja zawsze byłam ideistką i idealistką. Pamiętam, że w podstawówce chciałam walczyć o umierające z głodu dzieci w Etiopii, a potem w liceum z Kotańskim chciałam ratować narkomanów. Staram się żyć zgodnie z Naturą, ekologicznie, zdrowo fizycznie i psychicznie. Zbieram stare baterie, plastikowe butelki i dylam na drugi koniec osiedla, bo u mnie nie postawiono kontenerów do segregacji śmieci. Coca-colę piję bardzo, bardzo rzadko. Głównie ze względu na jej zawartość, niż znak firmowy. Ponadto piszę artykuły zarówno o tematyce "tybetańskiej", jak i ekologicznej. Zawsze warto zrobić mało niż nic.:-)

Nomad pisze...

A ja sobie tak myślę, że przyznanie Chinom organizacji olimpiady miało na celu zwrócenie oczu świata w tę stronę i chyba spełniło tę rolę dobrze. Co to przyniesie: zobaczymy w przyszłości. Miejmy nadzieję, że jak olimpiada się skończy, nie skończy się wraz z nią zainteresowanie i moda na krytykowanie Chin. Olimpiady i tak oglądał nie będę, tak tej, jak i innych. Wolę sport uprawiać, niż oglądać.
Pozdrawiam.
PS. Mam nadzieję, że nie naruszam zbytnio prywatności zerkając od czasu, do czasu na Pani bloga. Piękne zdjęcia i relacje.

recoleta pisze...

Bardzo się cieszę ze wszystkich gości odwiedzających mój blog. Zapraszam do czytania i komentowania. I pozdrawiam!