środa, 27 maja 2009

Wodospady Iguazú - raz jeszcze / Las Cataratas del Iguazú

Jak w tytule postu zapowiedziałam "Iguazú raz jeszcze" oznacza, że już kilka razy pisałam o tym niezwykłym miejscu. Do powrócenia do tego tematu skłoniła mnie wiadomość, która dotarła do mnie z Argentyny, że panuje tam długotrwała susza, która doprowadziła do znacznego - a nawet dramatycznego - obniżenia się poziomu wód w rzekach regionu, w tym w rzece Iguazú, na której znajdują się wodospady. Obecnie wodospady przedstawiają się dość mało okazale, a nawet mizernie - zamiast huku spadającej wody, z czerwonych skał sączą się smużki brunatnej wody. Zniknęły też tysiące tęcz, które są tu widoczne w każdy słoneczny dzień. Powstają one dzięki kropelkom wody zawartej w wielkich "oparach" wody wiszących nad każdym z wodospadów. Naprawdę piękny widok. Na początku przedstawiam moje zdjęcia z okresu, kiedy wodospady obfitowały w duże ilości wody, a na końcu zdjęcie ze stanu obecnego. Chciałam jeszcze dodać, że zdarzają się także lata, gdy ulewy są tak znaczne, że dochodzi do powodzi, a nawet zrywania pomostów zbudowanych dla turystów. Wody są tak wzburzone, że nie da się przepłynąć łódką na wyspę położoną u stóp jednego z wodospadów (Isla de San Martín). Obecnie też się nie da, ale dlatego, że można przejść suchą nogą na drugą stronę.


Słynne wodospady Iguazú położone są na granicy argentyńsko-brazylijskiej, a także blisko granicy paragwajskiej. "Iguazú" w języku Indian Guaraní (licznie dawno temu zamieszkujących te tereny) oznacza "wielką wodę" i rzeczywiście słusznie.

Wodospady zostały odkryte w 1541 roku przez hiszpańskiego podróżnika Álvar'a Núñez'a Cabeza de Vaca. Nakręcono w tej zachwycające scenerii nagrodzony wieloma Oskarami (w tym za zdjęcia) film Rolanda Joffe'a "Misja" z Robertem de Niro w roli głównej.

Rwące wody rzeki (mającej swe źródła w górach Serra do Mar) spadają z wysokości nawet 70-ciu metrów, tworząc 275 wodospadów (cataratas) na długości ok. 2,7 km. Z lotu ptaka całość wygląda jak ogromna podkowa. Granica Argentyny z Brazylią biegnie przez największy z nich - Garganta del Diablo (Diabelską Gardziel).

Turystom, a właściwie coraz większym hordom turystów, trzeba pamiętać, że jednak jest to dżungla (selva), zamieszkała przez wiele dzikich gatunków zwierząt. Mimo to niemalże co roku zdarzają się wypadki, np. zaatakowania przez jaguara.

Jak wspominałam na wstępie, co jakiś czas zdarzają się okresy obfitych opadów, które nie tylko znacznie podnoszą poziom wód w rzekach, ale również rwące wody zrywają pomosty, rozciągające się wokół wodospadów. Gdy byłam nad wodospadami w 1997 roku do miejsca, w którym zrobione jest to zdjęcie, dopływałam łodzią, gdyż powódź właśnie zerwała dość spory odcinek; w 2005 roku był już gotowy nowy pomost wiodący wzdłuż zerwanego.

To jest właśnie nowy pomost wiodący do największego wodospadu - Garganta del Diablo - "od góry".

To ja z rozwianym włosem, wskazuję na Garganta del Diablo

Po drugiej stronie jest już Brazylia

Z powstaniem wodospadów wiąże się indiańska legenda - oczywiście o nieszczęśliwej miłości. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale generalnie dwójka młodych ludzi nie mogła być razem i uciekała rzeką przed rozgniewanym bogiem-wężem, który swym cielskiem wyżłobił kanion, tworząc wielki wodospad, w który runęli zakochani. Dziewczyna została zamieniona w jedną ze skał, a chłopak w palmę rosnącą nad wodospadem.

Wyspa San Martína / Isla de San Martín

Po lewej stronie Brazylia, po prawej Argentyna, a środkiem płynie łódka z desperatami, którym odbiło, żeby zobaczyć wodospad "od dołu". Tu muszę dodać, że wśród tych desperatów byłam i ja.

Nawiązując do tego, co napisałam wyżej... płynąc pod wodospady, zmokłam tak, jakbym wskoczyła w ubraniu do wody. W związku z tym na zdjęciu wyglądam jak uchodźca wojenny, bez ubrania dosłownie, bo straciłam nawet spodnie. Mam na sobie jedynie prochowiec kolegi (do dziś tylko nie pojmuję, skąd on miał prochowiec w dżungli?!). Na zdjęciu zabawiam koati (ostronosa).

Dookoła biegają setki sympatycznych koati (ostronosów rudych). Są milutkie, ale to złodziejaszki, kradnące wszystko, co pachnie jedzeniem. Szczególnie uwielbiają bandą wpaść na stoliki kawiarniane i kraść saszetki z cukrem. Czasami także, fukając wyrywały sobie nawzajem zgubioną frytkę. Nie można się z nimi szarpać, bo ugryzą.


Nie wiem co to za gatunek iguany, ale takie coś z urżniętym ogonem wylegiwało się na kamieniach przy wodzie.

Kormoran na tle rzeki, w jej naturalnym kolorze. Rzeka ma taki kolor, gdyż płynąc przez płaskowyż wymywa jakieś muły i niesie je ze sobą przez spory kawał Ameryki Południowej.

A to właśnie zdjęcia obrazujące różne stany wody. To samo miejsce w różnych latach.

To zdjęcie zostało zaczerpnięte ze strony: www.taringa.net. Można sobie tam zobaczyć więcej zdjęć z okresu suszy.

Zapraszam też do obejrzenia krótkiego filmu z Iguazú



5 komentarzy:

Nomad pisze...

Imponujący widok, a film Misja, to jeden z moich ulubionych.

recoleta pisze...

Gdy oglądałam ten film dawno, dawno temu podczas tzw. konfrontacji, byłam wstrząśnięta pięknem tego krajobrazu i przejmującą muzyką Ennio Morricone. To były szaro-bure czasy głębokiego PRL-u, a ja siedząc w kinie myślałam, że życie jest do d***, bo ja nigdy nie tam nie pojadę, nigdy tego nie zobaczę. Jakże życie potrafi nas zaskakiwać! Minęło trochę lat, a ja byłam tam aż 2 razy. Za pierwszym razem było to naprawdę wielkie przeżycie duchowe.

marko pisze...

Porównywalny co do wielkości z Niagarą, chociaż zapewne bardziej dziewiczy, szczególnie ciekawie wyglądają zdjęcia na tle tęczy

recoleta pisze...

Chyba odwrotnie. Wodospad Niagara jest mniejszy od Iguazu, ale z pewnością słynniejszy. Niagara w najwyższym miejscu ma ok. 60 metrów (Iguazu 70-80), zaś o szerokości w ogóle nie można mówić. Niagara podzielona na 2 części ma: 300 m. plus 900 m. W sumie 1200 m długości, do tego można dodać jeszcze długość wyspy 100 m, ale to i tak nic w porównaniu z 2700 m. wodospadów Iguazu.

Anonimowy pisze...

dobry poczatek