czwartek, 29 października 2009

Wampiry i czarownice w Katowicach / Los vampiros y las brujas en mi ciudad

Jak co roku, w okresie Halloween, Katowice odwiedziły wampiry i czarownice z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Pod postacią kolorowej imprezy zwanej „Wampiriadą” odbyła się 12. akcja honorowego oddawania krwi. Na katowickim Rynku stanęły dwa wampirobusy, w których od dobrowolnych dawców wysysano krew. Akcja jest bardzo fajna, a poza tym w klimacie mojego ulubionego święta, czyli Halloween.:-)

Como en cada año, en tiempo de Halloween (Noche de brujas) a mi ciudad llegarón los vampiros y las brujas del Centro Regional de Donación de Sangre en Katowice. La fiesta se llama "Wampiriada" e ya tiene 12 años. El objetivo de la fiesta es promoción de la donación de sangre.















środa, 28 października 2009

Vicky Cristina Barcelona - wielkie rozczarowanie

Jakoś tak się złożyło, że nie udało mi się w wakacje pójść do kina na ostatni film Woody'ego Allena "Vicky Cristina Barcelona". Tak więc z niecierpliwością oczekiwałam na wydanie DVD. I jak tylko się ukazało, zasiadłam przed telewizorem. Niestety, z każdą upływającą minutą coraz bardziej rosło moje rozczarowanie. Film jest nudny, kompletnie nie wiadomo "co poeta miał na myśli", a przede wszystkim jest sztuczny. Problemy, które pojawiły się w filmie są raczej egzotyczne, mało przekonujące, niewciągające, gra aktorska kiepska, nawet w wykonaniu takiej gwiazdy jak Penelope Cruz. Konia z rzędem temu, kto mi powie, co właściwie Woody Allen chciał osiągnąć. Niby chodzi o pokazanie mitu "macho", zderzającego się z amerykańskim pojęciem "miłości" (cokolwiek to oznacza), ale generalnie ów filmowy macho, który wyrywa laski jak rzodkiewki z grządki, jest podstarzałym pseudoartystą, niereprezentującym żadnego światopoglądu, niemającym żadnych zainteresowań oprócz seksu i który nawet nie jest przystojny. Aktorzy miotają się bez sensu, zaprzeczając sobie na każdym kroku, są niewiarygodni, ale cóż... widać scenariusz też niewiele dał im możliwości do popisu. Drażniące jest to, że nawet plenery pięknej Barcelony zostały pokazane, jak okiem aparatu japońskiego turysty, czyli sztampowo aż do bólu. Dlatego Barcelona jest kiczowata, mało interesująca, nudna i ktoś nieznający tego miasta może się tylko zastanawiać, dlaczego w tle lecą słowa "Barcelona es poderosa" (Barcelona jest wielka). Jedyną mocną stroną filmu jest właśnie muzyka, ale w tym celu wystarczy kupić płytę z muzyką i oszczędzić sobie męki przy oglądaniu wydumanych popisów tlenionej Scarlett Johansson, która na tle pastelowych widoczków wygląda jakby się urwała z niskobudżetowego pornosa. Reasumując, ten film to pomyłka.

niedziela, 18 października 2009

Adiós muchachos

"Adiós muchachos" to moje ulubione tango argentyńskie. Za każdym razem, gdy go słucham, mam wrażenie, że nie ma piękniejszego; szczególnie gdy wykonuje go legendarny "tanguero" Argentyny - Carlos Gardel (o którym kiedyś jeszcze napiszę). Ale ponieważ jest to jedno z najbardziej popularnych tang łapali się za jego wykonanie różni artyści i śpiewali je w wielu językach. "Adiós muchachos" powstało w 1927 roku za sprawą Césara Felipe Veldani'ego (autora słów) i Julia Césara Sandersa (autora muzyki). Wykonane zostało po raz pierwszy przez Agustina Magaldi'ego 10 września 1927 r., następnie przez Ignacio Corsini'ego 7 lutego 1928 r. i wreszcie przez Carlosa Gardela 26 de czerwca 1928 r.

Jak ktoś zna hiszpański, to słowa tego tanga może znaleźć tu: "Adios muchachos". Poniżej przykłady, najpierw w wykonaniu Carlosa Gardela, a potem inni (również różne wersje językowe). Niesamowite jest to, że każdy z nich, zachowując duszę tanga argentyńskiego, potrafił/ła dodać tyle od siebie, nie czyniąc dla tanga szkody, a czasami nadając mu nowy, niezwykły wydźwięk. Bo przecież "Adiós muchachos", które tak kocham w wykonaniu Carlosa Gardela, jak również piękne w wykonaniu Louisa Armstronga czy a'la mambo kubańskie. Sami się przekonajcie.











środa, 14 października 2009

Pierwszy śnieg tej... jesieni / La nieve primera de este... otoño

Ciekawy ten nasz klimat, jeszcze tydzień temu było 25 stopni, a tu jak gruchnęło, to z "grubej rury". Już gdy przed świtem jechałam do pracy było bardzo nieciekawie, ale gdy wracałam, to utknęłam w korku wywołanym przez obfite opady śniegu. Prawdziwa zawierucha. Wszystkie autka grzecznie sunęły w ciapciatym śniegu - każdy pamiętał, że ma letnie opony. Po zajechaniu na osiedle zakopałam się na parkingu pod sklepem i pierwszy raz w tym sezonie jesienno-zimowym miałam problem z wyjechaniem (a do sklepu weszłam naprawdę na ok. 10 minut). Poniżej dość kiepskawej jakości zdjątka (niestety, moja komórka nie jest zbyt dobrym sprzętem fotograficznym).

W drodze do domu. Ciekawe zjawisko, w Katowicach drogi były czarne, a w Sosnowcu kompletnie białe i zawalone tzw. błotem pośniegowym.
En el camino a casa.

Pod domem / El aparcamiento cerca de la casa


Moje biedne kwiatki... W zeszłym roku pięknie kwitły aż do listopada. W tym roku śnieg totalnie zasypał moje bujnie kwitnące pelargonie.
Las flores pobres en el balcón... En el año pasado florecían hasta el noviembre. En este año la nieve total les colmó.

poniedziałek, 12 października 2009

Cyrkowe wspomnienia / Los recuerdos de un circo

Ostatnio Krzysiek postanowił zdigitalizować nasze stare taśmy z cyrku. Ich jakość oczywiście odbiega od dzisiejszych norm, ale generalnie cud, że w ogóle coś widać. Jak sobie przypomnę, jakim to sprzętem było kręcone, ile razy było kopiowane z taśmy na taśmę, z taśmy na cd, z cd do netu... Dwa filmiki pochodzą kolejno z 1988 i 1989 roku. W przypadku pierwszego filmu polecam przewinięcie pierwszych 40 sekund. Moje zdjęcia z tego okresu można zobaczyć w poście "Wspomnień czas".

Les presento a dos películas del circo de loś años 1988 y 1989, donde salía mi marido. En causa de la película primera hay que empezar de la mirada de 40 sec. Mis fotos de este tiempo ya presente en el post "Wspomnień czas".




środa, 7 października 2009

Atahualpa Yupanqui - pierwsza gitara Argentyny

Śmierć Mercedes Sosy wytrąciła mnie nieco z wczesnojesiennej zrutynizowanej codzienności. Znowu powróciłam myślami do mojej ukochanej Argentyny (przy okazji gorąco pozdrawiam Arka, walczącego obecnie z wiatrem, śniegiem i lodem w Patagonii). Zaczęłam się wprowadzać w nastrój i pogrzebałam w moich argentyńskich zasobach muzycznych. I tak natknęłam się na dawno niesłuchaną przeze mnie płytę innego "kultowego" pieśniarza Argentyny - Atahualpy Yupanqui. Być może wielu słyszy to nazwisko po raz pierwszy, ale zapewniam, że wielbiciele muzyki gitarowej znają je bardzo dobrze (nawet jeśli nigdy nie byli w Argentynie). Przekonałam się o tym niedawno, rozmawiając ze znajomym dziennikarzem z zaprzyjaźnionej redakcji (pięknie grającym na gitarze), który znając moje upodobanie do klimatów argentyńskich zapytał, czy w swoich zbiorach nie posiadam muzyki Atahualpy Yupanqui. A jakże, posiadam.:-)


Kilka słów o Atahualpie Yupanqui. Naprawdę nazywał się Héctor Roberto Chavero. Jego imię - Atahualpa Yupanqui - ma ciekawą etymologię (pochodzi z języka quechua). Można je tłumaczyć: Viene de lejanas tierras para contar algo, czyli przychodzi z dalekich ziem, by coś opowiedzieć (Ata: viene (przychodzi); Ku: de lejos (z daleka); Alpa: tierra (ziemia); Yupanqui: narrarás, has de contar (opowieści do opowiedzenia). Często mówiono o nim (i wciąż się go tak nazywa) Don Ata (don oznacza szacunek, zaś skrócenie imienia, to forma zdrobnienia). Urodził się w 1908 w prowincji Buenos Aires, zmarł w 1992. W jego żyłach płynęła krew Indian Quechua. Był poetą, pisarzem, muzykiem. Grał na gitarze akustycznej, recytował i śpiewał poezję swoją i klasyków, jak np. Romaina Rollanda w "Musica Inmortal", a także piosenki ludowe. Przede wszystkim jednak Yupanqui miał duszę rewolucjonisty. Był obok Violetty Parry i Carlosa Puebly jednym z pierwszych bardów Ameryki Łacińskiej, wykonujących pieśni protestu. W swoich pieśniach poruszał tematy wolności, solidarności, walki z juntą itp. Jak się można domyślać nie sprzyjał rządom prawicowym, jego wielkim "idolem" był Ernesto Che Guevara. W efekcie niektóre jego piosenki były zakazane w wielu krajach, np. w frankistowskiej Hiszpanii, zaś sam Atahualpa Yupanqui musiał uciekać do Paryża. Był autorem ponad 320 pieśni, a także kilku książek.

Poniżej jedne z najbardziej znanych jego utworów:







Ta ostatnia pieśń była również wykonywana przez Mercedes Sosę. Można porównać wykonania, bo zmieściłam ją poniżej. Na początku Don Ata troszkę opowiada o tej pieśni. Jak ktoś nie zna hiszpańskiego, to proponuję przewinąć do 2,10 minuty.

poniedziałek, 5 października 2009

Mercedes Sosa - pierwsza dama argentyńskiej muzyki - nie żyje / Mercedes Sosa murió

Z wielkim żalem dowiedziałam się właśnie, że wczoraj (4 października 2009 r.) w wieku 74 lat zmarła Mercedes Sosa - symbol folkloru latynoamerykańskiego. Pisałam o niej 2 lata temu, na swoim starym blogu. Dziś zamieszczam ten materiał (nieco zmodyfikowany).

La cantante Mercedes Sosa, símbolo del folklore latinoamericano y principal voz de la música argentina, murió el domingo a los 74 años de edad.

Mercedes Sosa - przez swoich wielbicieli zwana La Negra (Czarna) - pierwsza dama argentyńskiej muzyki i nie tylko. Była także bardzo popularna w całej Ameryce Południowej. Jak u większości muzyków argentyńskich, jej korzenie tkwią w folklorze Argentyny. I nic dziwnego, urodziła się w prowincji Tucuman, położonej w północno-zachodniej części kraju - w regionie gęsto zamieszkałym do dzisiaj przez Indian (Quechua). Mercedes Sosa była w połowie Quechua, co widać w jej charakterystycznych rysach twarzy. Ale przede wszystkim miała przepiękny, ciepły głos. Śpiewała muzykę głównie nastrojową, przesiąknięta duchem Argentyny, gór i wieloma innymi etnicznymi dźwiękami.Mercedes Sosa urodziła się w 1935 roku. W latach 70-tych sprzyjała Peronowi i miała ogromne problemy podczas rządów junty wojskowej w Argentynie. W końcu, w 1978 roku musiała wyjechać z kraju (wpierw do Francji, potem do Hiszpanii). Jej muzyka została zakazana w Argentynie, a jej drugi mąż został zamordowany. Do Argentyny wróciła w 1982 roku. Od tego czasu za każdym razem była gorąco przyjmowana na koncertach. Przez lata współpracowała z wieloma muzykami argentyńskiego, w tym m.in.: León Gieco, Víctor Heredia, Charly García, Antonio TarragóRos, Rodolfo Mederos, Coqui Sosa i Fito Páez. Poza tym pracowała z wieloma artystami latynoamerykańskimi, w tym: Milton Nascimento czy Silvio Rodríguez. W 2001 roku brała udział w wielkim wydarzeniu - produkcji "Mszy Kreolskiej" (Misa Criolla) z Arielem Ramirezem. Zawsze zabierała głos w sprawie swojego kraju, nie bała się wypowiedzi politycznych. Była w opozycji do rządu byłego prezydenta Argentyny - Carlosa Menema (1989-1999), natomiast sprzyjała prezydentowi Néstorowi Kirchnerowi (2003 -2007). Mercedes Sosa była także ambasadorem dobrej woli UNESCO dla Ameryki Łacińskiej i Karaibów.