niedziela, 21 lutego 2010

Polski Indiana Jones

Rozpoczynam nowy cykl. Zamierzam przybliżyć nieco sylwetki kiedyś słynnych, ale często dziś zapomnianych, podróżników-reporterów, ludzi niezwykłych, prawdziwych globtroterów, takich, jakich dziś już nie ma.  Są dla mnie niedoścignionymi wzorami. Dziś część pierwsza. 

To prawdziwy chichot historii, że taki człowiek, jakim był Antoni Ferdynand Ossendowski został zapomniany i praktycznie wymazany z kart historii. Bo któż dzisiaj wie, kim był? A był wielkim człowiekiem, Polakiem, podróżnikiem, dziennikarzem-reporterem, pisarzem, szpiegiem (?) i... antykomunistą. Dlaczego wymieniam to ostatnie określenie? O tym później.


Pokrótce o Ossendowskim. Urodził się 27 maja 1876 w Lucynie w guberni witebskiej w Rosji. Studiował na kierunku matematyczno-przyrodniczym w Petersburgu, nie pozostał jednak na uczelni, by poświęcić się karierze naukowej - jego pasją były podróże. W 1905 roku przeniósł się do Mandżurii, gdzie prowadził badania geologiczne. Za organizowanie protestów przeciw represjom w Królestwie Kongresowym skazany został przez rosyjski sąd na śmierć (wyrok złagodzono na półtora roku twierdzy, karę skrócono). Odzyskał wolność w 1908 roku. Był w Kraju Ałtajskim na Syberii, pływał na statkach handlowych do Indii, Japonii i na Sumatrę. Relacje ze swoich podróży publikował.  
 
W czasie wojny domowej w Rosji czynnie współpracował z dowództwem Białych. Ze względu na jego działalność i antykomunistyczną postawę był poszukiwany przez bolszewickie CzeKa. Pomimo tego, dzięki niezwykłym zdolnościom przystosowawczym (znał biegle 7 języków obcych, w tym chiński i mongolski), udało mu się przedostać do Mongolii. W stolicy - Urdze (dzisiaj Ułan Bator) - został doradcą  słynnego mongolskiego przywódcy i bohatera narodowego "krwawego barona" Romana von Ungern-Sternberga. Szczegółowe dane na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, są okryte tajemnicą. Przedzierając się przez tajgę, góry i pustynie dotarł w miejsca, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka. Doświadczał życia ludzi od stuleci bytujących w pełnej symbiozie z naturą, z dala od wszelkiej cywilizacji. Dzięki tym doświadczeniom i na bazie wspomnień z tego okresu powstała książka Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów. Książka zdobyła niewiarygodną popularność, osiągnęła rekordową - jak na polską literaturę lat międzywojennych - liczbę dziewiętnastu tłumaczeń na inne języki.  
 
Do Polski powrócił w 1922 roku. W okresie międzywojennym zajmował się działalnością literacką, publikując wiele powieści podróżniczych. W sumie ukazało się 77 książek pisarza, 150 przekładów na 20 języków; ktoś obliczył, że tworzył średnio dwie książki rocznie! Wielką sławę, jednak z konsekwencjami, przyniosła mu książka Lenin - fabularyzowana biografia przywódcy rewolucji październikowej. Dzieło to było niezwykle ostrą krytyką rewolucji i komunizmu. zdzierało maskę rewolucji październikowej i odsłaniało prawdziwe oblicza jej przywódców oraz mechanizmy ich postępowania, a jednocześnie dogłębną analizą i surową oceną systemu komunistycznego. Trzeba pamiętać, że została opublikowana w 1930 roku. Uznano ją za antyradziecki paszkwil, a władze sowieckie obrały Ossendowskiego za wroga nr 1. Aby pokazać jak demaskatorski charakter miała ta książka zamieszczam krótki fragment:

Lenin pozostawił po sobie chaos, zburzone tamy i rozpętane zwierzę ludzkie – wstrętnego bękarta pierwotniaka i ssącego potwora o olbrzymim brzuchu i drobnej główce bez śladów mózga... Sam zaś, jako „nowy prorok” pozostał w szklanym grobowcu w mauzoleum, wzniesionem na placu, gdzie car Groźny ucinał łby wiernopoddanym, Piotr wieszał buntowników, a dyktator proletarjatu walił z kulomiotów do wszystkich, którzy z tych lub innych powodów na klaśnięcie jego bicza odpowiadali okrzykiem: „nie!”, aż nie zapanowała cisza cmentarna, wśród której legł on, syn radcy stanu, półmongoł, fałszerz pieniędzy i idej, największy drapieżca, bezczelny demagog–dyktator, duchowy wnuk Groźnego, syn Piotra Wielkiego i brat Pugaczewa, oswobodziciel i ciemiężca, Awwakum fanatyzmu, Rasputin krwawych orgij, burzyciel rodziny i społeczeństwa, pół–car, pół–bóg, a w istocie swojej – towarzysz najnędzniejszych, najmroczniejszych, najbardziej zbrodniczych; zuchwały gracz, straszliwy eksperymentator, teoretyk i nieuk w dziejach rozwoju ludzkości, marzyciel o duszy, jak mgławica nad bagniskiem...

Antoni Ferdynand Ossendowski zmarł 3 stycznia 1945 w Żółwinie koło Milanówka. Po zajęciu Polski przez Rosjan grób Ossendowskiego był pilnie poszukiwany. Po jego znalezieniu ekshumowano zwłoki  i zbezczeszczono, gdyż NKWD chciało się upewnić, czy osobisty wróg Lenina na pewno nie żyje. Po wojnie został skazany na zapomnienie, umieszczony na "nowym indeksie ksiąg zakazanych" - władze PRL zakazały publikowania prac Ossendowskiego. Jego nazwisko nie mogło się pojawić w żadnej oficjalnej encyklopedii, a wszystkie jego książki, znajdujące się w bibliotekach, były konfiskowane. Dopiero od 1989 roku jego dzieła mogą być w Polsce oficjalnie wydawane. W 2006 roku wmurowano pamiątkową tablicę na domu przy ulicy Grójeckiej 27 na warszawskiej Ochocie, gdzie pisarz mieszkał w czasie wojny; w skutek protestów wspólnoty mieszkańców usunięto z tablicy napis antykomunista. Bardzo gorąco zachęcam do obejrzenia filmu o Antonim Ferdynandzie Ossendowskim - linki poniżej. Film podzielony jest na trzy części, w sumie trzeba poświęcić na jego obejrzenie ok. 25 minut. Jednak warto!!!







środa, 17 lutego 2010

Misiones - jezuickie państwo w sercu dżungli / Provincia de Misiones en el corazón de la selva

Swego czasu pisałam o wodospadach Iguazú (to zapis argentyński, w wersji brazylijskiej pisze się: Iguaçu). Wspomniałam, że leżą one, ze strony argentyńskiej, na terenie prowincji Misiones. Ma ona jednak znacznie więcej atrakcji. To najmłodsza i najbardziej pionierska prowincja kraju. Tworzy klin wcinający się pomiędzy Paragwaj i Brazylię. To także najbardziej tropikalne i porośnięte dżunglą ziemie Argentyny. Z tego też powodu tereny te długo były nieznane i niewykorzystane. Pod koniec XVI i na początku XVII wieku przybyli tu jezuici. Państwo jezuickie powstało pierwotnie w dolinie brazylijskiego stanu San Paulo. jednakże szybko jezuici zostali wyparci z Brazylii przez osadników portugalskich zwanych "bandeirantes" i przenieśli się w rejon Parany. W okresie od 1609 do 1631 roku, pod zwierzchnictwem Hiszpanii, "oswoili" i zorganizowali tysiące Indian Guaraní. To przedziwne państwo funkcjonowało bardzo dobrze, na rzec można, demokratycznych prawach. Indianie i zakonnicy wspólnie uprawiali kukurydzę i maniok. Zajmowali się wytopem żelaza i wydobyciem kamieni szlachetnych. Zakładali wsie i miasta. Jezuici w ten sposób przemienili tę dziką ludność, przemierzającą wiecznie zieloną dżunglę w poszukiwaniu pożywienia, w kolonie robotnicze, czy nawet przemysłowe. Oczywiście celem takiej kolonizacji były korzyści materialne, jakie przypadały w udziale zakonowi. Zakon wzbogacał się w imię podboju dzikich, ale dzięki nowym ziemiom, wkraczających w krąg władzy Hiszpanii, do czego otrzymali pełne pełnomocnictwa samego króla. Wielebni nauczali języka hiszpańskiego, lecz w miarę rozrostu państwa misyjnego, rodziła się coraz silniejsza więź z własnym językiem, kulturą i tradycją. Zrywając jednak z kulturą europejską, Indianie zerwali z nauką i doświadczeniem swych nauczycieli. Gdy Carlos III nakazał wydalić jezuitów z Ameryki, państwo to stanęło w obliczu zagrożenia ze strony portugalskich mameluków, czyli paulistów. Skutkiem zniesienia zakonu przez Stolicę Apostolską, Guarani nie mieli szans na obronę swych domostw. Nie wyuczyli się od Europejczyków sztuki wojskowej, sztuki rządzenia i dostali się do niewoli lub rozbiegli po okolicznej dżungli, powracając tym samym do swych pierwotnych zajęć. Misje zostały zajęte przez inne zakony, administrację hiszpańską, splądrowane lub zniszczone. Najlepiej zachowane ruiny jezuickich misji, robiące największe wrażenie, znajdują się w San Ignacio Miní. Są także w Loreto, Santa Ana i Mártires, interesujące, ale bardzo zniszczone i porośnięte dżunglą. Do ostatecznej ruiny San Igancio Miní przyczyniły się także wojska portugalskie, które w 1817 roku zniszczyły budynki misyjne. To właśnie o historii tych misji opowiadał film Rolanda Joffe "Misja", gdzie główne role grali Robert de Niro i Jeremy Irons. Doskonały film z doskonałymi zdjęciami (na tle wodospadów Iguazú) i doskonałą muzyką Ennio Morricone. Poniżej kilka zdjęć z mojej wizyty w ruinach misji jezuickich.


 

 
 W muzeum misji jezuickich w San Ignacio Miní
El museo de la misión jesuítica de San Ignacio Miní

 

 

 
Makieta misji jezuickich w San Ignacio Miní 
Maqueta de la misión jesuítica de San Ignacio Miní

 
 Tablica z zaznaczeniem rozmieszczenia misji jezuickich na terenie prowincji Misiones
El directorio con indicación de la ubicación de la misiones jesuíticas de la provincia de Misiones

 
 Główny plac (można porównać z makietą)
Plaza de Armas

  
 Wejście do głównego budynku
La entrada al edificio principal

 

  
W ruinach rosną gigantyczne kaktusy
En las ruinas crecen los cactos gigantes

  

 
 

poniedziałek, 15 lutego 2010

To tylko tango / El tango en mi objetivo

Moja teoria jest taka, że tango można nie tylko tańczyć czy słuchać, ale także oglądać. A ja faktycznie naoglądałam się go sporo. Ponieważ z tańcem mi raczej nie wychodzi, ograniczam się do słuchania i oglądania z opcją fotografowania. Dziś wrzucam kilka zdjęć. Niech to będzie taki taneczny akcent na zakończenie karnawału.

El tango en mi objetivo:













piątek, 12 lutego 2010

Wysyp nagród / Un premio nuevo

Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Wczoraj znowu zostałam wyróżniona (a nawet nagrodzona) - tym razem za twórczość literacką. Co prawda nie załapałam się na główną nagrodę (wyjazd do Włoch), ale moja relacja podróżnicza o wyprawie na Aconcaguę (tekst plus zdjęcia) została wyróżniona w konkursie portalu tubylismy.pl oraz biura turystyki aktywnej funclub. A nagrodą jest odtwarzacz mp3. To się nazywa przekuć porażkę w sukces, bo przecież tekst jest o nieudanym wejściu na najwyższy szczyt obu Ameryk.:-) 

Me concedió de nuevo. Esta vez para la creatividad literaria. Un portal de viajes y agencia de viajes me honró de una relación con una expedición al pico más alto de América del Sur - Aconcagua.


czwartek, 11 lutego 2010

VIII Festiwal Slajdów Podróżniczych / VIII Festival de las Diapositivas de Viajes

Śląskie Stowarzyszenie Podróżnicze „GARUDA" oraz Studenckie Koło Podróżnicze „Denali" zapraszają na VIII Festiwal Slajdów Podróżniczych w Katowicach, który będzie odbywał się od  18 do 21 marca 2010 roku w auli Instytutu Fizyki Uniwersytetu Śląskiego (ul. Uniwersytecka 4). Tegoroczna edycja będzie poświęcona pamięci Kingi Choszcz (1973-2006) - podróżniczki, która w 2004 roku była gościem II Festiwalu Slajdów Podróżniczych, podczas którego opowiadała oo swojej podróży dookoła świata. Kinga Choszcz jest współautorką książki podróżniczej Prowadził nas los oraz autorką książki Moja Afryka. W 2006 r. zmarła w Akrze (Ghana) na malarię mózgową. 

Podróżnicy, którzy mogą pochwalić się jakimś dorobkiem fotograficznym mogą wziąć udział w trzech konkursach towarzyszących Festiwalowi:

Konkurs pokazów otwartych
21 marca 2010 r. (niedziela). Organizatorzy zapraszają do zaprezentowania 15-minutowych pokazów slajdów z swoich podróży. Szczegółowe informacje oraz regulamin konkursu dostępne są na stronie www.festiwal.morawiec.travel.pl w zakładce konkursy. O możliwości wzięcia udziału w pokazach decyduje kolejność zgłoszeń.

Konkurs plakatowy
Jak co roku osoby, które pragną zaprezentować swoje zdjęcia mogą zgłosić się do udziału w konkursie plakatowym. Szczegółowe informacje, regulamin konkursu oraz adresy e-mail, na które można przesyłać zgłoszenia dostępne są na stronie www.festiwal.morawiec.travel.pl w zakładce konkursy.

Konkurs „Moja podróż 2009"
Organizatorzy zapraszają do udziału w II. Konkursie Fotograficznym „Moja podróż 2009" organizowanym przez Szkołę Fotografowania dla Podróżników. Nagroda główna: 1000 PLN, najlepsze zdjęcia opublikowane będą w magazynie podróżników „Globtroter". Ogłoszenie wyników oraz rozdanie nagród odbędzie się w czasie naszego marcowego Festiwalu Slajdów Podróżniczych w Katowicach. Zdjęcia nadsyłać można mailem do 22 lutego 2010 r. Galeria zdjęć konkursowych z 2008 roku jest na stronie www.litynski.com (zakładka „galerie-podróże"), a szczegółowy regulamin obecnego konkursu znajduje się na stronie www.szkola-fotografowania.pl.


Na wszystkie pokazy WSTĘP WOLNY. W imieniu organizatorów serdecznie zapraszam. Ja tam będę.

środa, 10 lutego 2010

Wyróżnienie miesięcznika "National Geographic. Polska" / Premio para mi fotografía de "National Geographic"

Chciałam się pochwalić, że moje zdjęcie pt. "Tajemnice Sahary", wykonane w 2008 roku w Maroku (na pustyni) zostało wyróżnione przez miesięcznik "National Geographic. Polska" jako "Zdjęcie tygodnia redakcji". Jako dowód zamieszczam zrzut z ekranu ze strony internetowej "National Geographic. Polska" oraz oryginał (oczywiście w wersji pomniejszonej i nieco pozbawionej  jakości). 

Mi fotografía era considerada "la mejor foto de la semana" en la revista "National Geographic" (en versión polaca).


Zdjęcie można też (i inne) zobaczyć na moim profilu