niedziela, 15 sierpnia 2010

Opatów cz. 2: kolegiata / Pueblo Opatów, parte 2

Kolegiata św. Marcina w Opatowie została zbudowana w pierwszej połowie XII wieku. To monumentalna romańska budowla. Była wielokrotnie przebudowywana, obecnie wnętrza nie noszą już śladów romańskiej przeszłości. Wszystko przykryła barokowa szata. Pierwsza wzmianka o kanonikach opatowskich pochodzi z roku 1206. Nie wiadomo, kto był fundatorem tej świątyni. Jest nawet dość tajemnicza, o zabarwieniu sensacyjnym, legenda, choć pisał o niej, jak o prawdziwym wydarzeniu, kronikarz Jan Długosz. Twierdził, że syn Bolesława Krzywoustego książę Henryk Sandomierski (jedyny, udokumentowany polski władca, który wraz z pocztem rycerstwa Ziemi Sandomierskiej udał się na krucjatę w 1154 roku) wybudował tu klasztor dla sprowadzonych z Jerozolimy Templariuszy. Pierwszym komandorem został pierwszy znany z imienia polski Templariusz - Wojsław (Velislaus Jerosolymitanus) Trojanowic herbu Powała, zwany jerozolimskim. Komandoria miała przetrwać do 1237 roku. 


Iglesia Colegiata de San Martín en Opatów, que se fundó en primera mitad del siglo XII. Este es monumental edificio románico. La leyenda habla que los templarios construyeron la iglesia. Los Templarios trajo acá el príncipe Enrique de Sandomierz, que se fue a la cruzada en 1154 año.

Wejście od strony zachodniego portalu


Kamienny nagrobek w dawnym kapitularzu, który ufundował w 1530 roku starosta solecki Baltazar Sobek z Sulejowa swojej ukochanej żonie Marynie. Na nagrobku znajduje się herb Leliwa, którym pieczętował się ojciec Maryny Abraham Ezofowicz.

W przybudówce (dawnym kapitularzu) znajdują się cenne polichromie - zacheuszki, czyli  polichromowane znaki konsekracyjne, oznaczające miejsca namaszczenia świętymi olejami;  pędzla Macieja z Kocka.

Gotycka polichromia przedstawia wielofigurową scenę ukrzyżowania Chrystusa, namalowaną w latach siedemdziesiątych XV wieku.

 Kropielnica z XVII wieku w dawnym kapitularzu

Nawa główna

Schodki na chór i fragmenty romańskiego muru.

Drewniany, późnobarokowy (ok. roku 1730) chór muzyczny. Organy wykonane zostały w 1746 roku przez organmistrza Wenzel Kiehla z Opawy.

Intrygujący detal umieszczony nad organami. Niestety, nie udało mi się do końca rozszyfrować tej symboliki. Kojarzy się z wszechwiedzącym okiem (symbolem różokrzyżowców) . Być może to symbol Boga-Słuchacza, który wszystko słyszy, więc można do niego mówić w każdym miejscu i o każdej chwili. Taka analogia.

Kaplica grobowa Szydłowieckich. Pochodzący z 1525 roku nagrobek, wykuty został w czerwonym węgierskim marmurze.  Najniżej znajduje się słynna płaskorzeźba Lament Opatowski, którą  ufundował ok. 1536 roku hetman wielki koronny Jan Tarnowski, mąż Zofii, najstarszej córki Szydłowieckiego. Przedstawia 41 osób, rozpaczających na wiadomość o śmierci kanclerza, wśród nich król Zygmunt Stary, hetman Jan Tarnowski i biskup Piotr Tomicki. Ludziom wtórują charty i sokoły. Za monumentalnym nagrobkiem widać fragment jednej z wielu batalistycznych scen, które zdobią ściany kolegiaty. Tu odsiecz wiedeńska.
 
 I element z mojej dziedziny - danse macabre.

W 1683 roku Jan III Sobieski dziękował tu za zwycięstwo pod Wiedniem. Kolegiata opatowska pełniła w Królestwie Polskim bardzo ważną funkcję polityczną, odbywały się tu sejmiki Ziemi Sandomierskiej, stąd tematyka polityczna malowideł.

Ołtarz w północnej apsydzie

  Barokowe wnętrza ociekają złotem.

Chrzcielnica, w której była chrzczona mama i pewnie mnóstwo innych ludzi.


 A to coś bardzo ciekawego. Andrzej opowiedział nam, że te znaki na kamieniach, to pozostałości po częstym ostrzeniu szabel i grotów przez posłów, którzy zbierali się tu na sejmiki szlacheckie między XV a XVIII w. Znalazłam jednak informację, że raczej mają związek z pogańskimi wierzeniami. Otóż, Żmij, od którego wywodzi się nazwa Żmigród (czyli osada, która dała początek Opatowowi), jest istotą z mitologii słowiańskiej, gromowładnym bóstwem, łączącym cechy węża, byka i ptaka, a żmigrody były miejscami jego kultu. Z kultem tym wiązał się obrzęd rytualnego niecenia świętego ognia przy pomocy świdrów i pił ogniowych. Wywodzący się z czasów pogańskich obyczaj, w okolicach Sandomierza przetrwał aż do XIX wieku. W czasach chrześcijańskich święte kamienie ze żmigrodów zastąpiły mury kościołów i kapliczek. Ogień niecony o nie w Wielką Sobotę przed Zmartwychwstaniem Pańskim nabierał sakralnego charakteru.
   
***
 
Wiele cennych informacji zaczerpnęłam ze strony kolegiaty opatowskiej.

1 komentarz:

Jerry pisze...

Szkoda, ze ja nigdy nie bylem w tych okolicach. Chetnie bym je zwiedzil.