niedziela, 24 października 2010

Wizyta w Warszawie / Visita en Varsovia

Piątek i sobotę spędziłam w Warszawie, a właściwie pod Warszawą, nad Zalewem Zegrzyńskim. Ale myliby się ten, kto pomyślałby, że przywiozę worek zdjęć. Nic z tego. Szkolenie (oczywiście dla dziennikarzy) wyssało ze mnie wszystkie soki życiowe. W bardzo krótkim czasie usiłowano nam wlać w głowy dość sporo różnorodnej wiedzy, czasu wolnego nie przewidziano i w zasadzie nawet nie widziałam jeziora, mimo iż mieszkaliśmy w ośrodku nad jeziorem, a do tego pogoda była piękna i aż prosiło się, żeby sobie pobiegać w cudnym, żółto-pomarańczowym lesie z aparatem. Jedyne co można było zrobić, to w biegu miedzy poszczególnymi panelami zdjęcie komórką. Szkolenie, połączone z warsztatami z czołowymi dziennikarzami "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej", TVP, Polskiego Radia, portalu gazeta.pl i agencji informacyjnych, uważam za bardzo udane. Trochę się nowych rzeczy nauczyłam, ale to co spędza mi zawsze sen z oczu, to prawo prasowe (a dokładnie prawa autorskie i prawo do wizerunku), które generalnie jest nieudane, mocno kontrowersyjne, mocno niekonsekwentne i jak podsumował jeden z prowadzących szkolenie, w zasadzie wszystko zależy od naszego prawnika. Jak jest dobry - wybroni nas przed każdym sądem. Nie jest to myśl bardzo optymistyczna. 

Niestety, powrót z Warszawy nie był już taki udany - w połowie drogi zepsuła się lokomotywa, staliśmy 1,5 godz. w polu, a potem zabrał nas inny pociąg, musieliśmy wyskakiwać z walizkami na tory i  przeskakiwać po torach najszybszej trasy kolejowej w Polsce, a potem wdrapywać się do drugiego pociągu. W drugim na "dzień w dobry" gościu w przewiązce pomiędzy wagonami zahaczył walizką o jakiś wtyk i wypiął taki gruby kabel elektryczny (?) łączący dwa wagony, efektem czego drzwi nie chciały się otworzyć. Nie mogłyśmy zatem wejść do wagonu. Na szczęście dało się je otworzyć z drugiej strony, a to było tak: facet z drugiej strony poszedł do WC, a my czekałyśmy aż wyjdzie, jak otworzyły się drzwi od WC zaczęłyśmy walić w szybę, facet nas zobaczył i otworzył drzwi. Moja koleżanka Iza, z którą byłam na szkoleniu na koniec stwierdziła, że wiedziała, że jak pojedzie ze mną, to nie będzie się jej nudziło.;-) Jak widać przyciągam dziwne wydarzenia... chyba kiedyś napiszę książkę o nich wszystkich, bo jest ich już strasznie dużo.:-)))

Zdjęcie strzelone komórką przez moją koleżankę tuż przed "wywiezieniem" nad Zalew Zegrzyński


1 komentarz:

Paula pisze...

mnóstwo tu u Ciebie inspiracji!

pozdrawiam,
Paula