piątek, 28 stycznia 2011

Jorcajt cadyka z Lelowa

Co roku, na przełomie stycznia i lutego do Lelowa – małej mieściny położonej niedaleko Częstochowy – zjeżdżają się chasydzi z całego świata, by uczestniczyć w jorcajcie (jidysz: rocznica, tu w znaczeniu rocznica śmierci) Dawida Biedermana Lelowera – założyciela jednaj z największych dynastii chasydzkich na świecie. Cadyk (hebr. cadik – sprawiedliwy) z Lelowa żył w latach 1746-1814 (zmarł 28 stycznia), był mędrcem i lekarzem, uczniem „Widzącego z Lublina” Jakuba Icchaka Horowica i nauczycielem Icchaka Kalisza z Warki oraz Simchy Bunema z Przysuchy – protoplastów wszystkich niemal dworów chasydzkich w Królestwie Polskim. Chasydzi wierzą, że miał dar uzdrawiania i prorokowania. Według podań był chromy, ale podczas tańca odzyskiwał pełnię władzy w nodze i mógł uzdrawiać także innych chorych. Ponoć Napoleonowi ciągnącemu na Rosję, gdy cesarz zwrócił się do niego o radę, przepowiedział klęskę. Biederman słynął ze swojej miłości do ludzi, zawsze dostrzegał dobre strony nawet najgorszych ludzkich czynów. Jego myśli cytowane są do dziś przez chasydów na całym świecie. Rodzina pochodzącego z Lelowa Dawida Biedermana, to jeden z najważniejszych na świecie rodów chasydzkich. Jego następcą został syn Mosze Biederman, który przeniósł siedzibę dynastii z Lelowa do Jerozolimy.

 Grób Dawida Biedermana w Lelowie

Chasydyzm (hebr. chassis – pobożny) to ortodoksyjny ruch w obrębie judaizmu. Zrodził się na Podolu pod wpływem nauk mędrca Baal Szem Tow, a następnie rozprzestrzenił w XVIII wieku na ziemiach dawnej Rosji carskiej. Centralną postacią społeczności chasydzkich był (i jest) cadyk, często mający zdolność czynienia cudów. Doktryna chasydyzmu oparta jest na radości, uniesieniu, ekstatycznej łączności z Bogiem.

Chasydzi przyjeżdżają do Lelowa co roku, od lat. Wcześniej, aż po czasy drugiej wojny światowej, pielgrzymowali regularnie. Niemcy jednak zrównali cmentarz żydowski z ziemią, zaś wiele nagrobków posłużyło jako budulec pod lokalne inwestycje. Później, na terenie byłego cmentarza Gminna Spółdzielnia wybudowała pawilon handlowy. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku grób cadyka został wyodrębniony z części magazynu, powstał tu ohel (hebr. namiot, mały budynek wznoszony nad grobami zasłużonych rabinów lub cadyków). W 2008 r. miejsce pochówku cadyka i lelowski cmentarz przestały być własnością GS. Prawa wieczystego użytkowania części działki oraz własności budynków stojących na tym gruncie zostały sprzedane Skarbowi Państwa, a całością ma zarządzać Fundacja Chasydów. Wkrótce stanie tu nowy ohel, skonstruowany tak, aby nie naruszać znajdujących się obok innych grobów. Jest już gotowy projekt, widziałam wizualizację.

Przyjeżdżający do Lelowa chasydzi, w piątek po zachodzie słońca (czyli gdy zaczyna się  szabas) modlą się przed grobem cadyka, proszą o duchową pomoc i czerpią siły z  mistycznego kontaktu z nim. Potem tańczą, śpiewają, piją, czyli dobrze się bawią (według chasydów Boga można czcić nie tylko modlitwą, ale i tańcem). Obchody trwają 3 dni. Przeglądałam zdjęcia z kilku ostatnich lat i zauważyłam, że powtarzają się te same twarze, jak widać wielu chasydów z najodleglejszych zakątków świata, przyjeżdża tu co roku. W tym roku rocznica śmierci cadyka z Lelowa wypadła 12 stycznia wg kalendarza słoneczno-księżycowego, jakim posługują się chasydzi, a jest to kalendarz ruchomy. Szykowałam się na wyjazd do Lelowa, niestety, przegapiłam, nie spodziewałam się, że w tym roku obchody wypadną tak wcześnie.

Polecam krótki film z tegorocznego jorcajtu Dawida Biedermana:

piątek, 21 stycznia 2011

Richter Expedition Aconcagua 2011

17 stycznia do Argentyny, w celu zdobycia najwyższej góry obu Ameryk - Aconcagui (6962 m n.p.m.),  wyruszyła ekipa Richter Expedition - Aconcagua 2011. Co wyróżnia tę wyprawę od innych? Otóż wśród czterech członków wyprawy są dwie osoby niepełnosprawne, chociaż w kontekście ich dotychczasowych wyczynów i tego, co chcą zrobić teraz, użycie słowa "niepełnosprawni" jest wielkim nadużyciem. Łukasz Żelechowski - niewidomy - to zdobywca najwyższego szczytu Afryki - Kilimandżaro. Pierwszy na świecie niewidomy, który zdobył najwyższy szczyt Kaukazu - Elbrus. Piotr Pogon zmagał się z chorobą nowotworową (przeszedł m.in. resekcję płuca. Jest zdobywcą Kilimandżaro, Elbrus, Mt. Kenya., a do tego to zapalony  narciarz, ski-alpinista (były akademicki Mistrz Polski), biegacz maratończyk, uczestnik m.in. NY Marathon, Safaricom Lewa Maraton, a przy tym od ponad 20 lat jest pacjentem Centrum Onkologii. Jest to zatem ich kolejna wspólna wyprawa, poprzednie sukcesy związane były z działaniami Fundacji Anny Dymnej "Mimo Wszystko" oraz Jaśka Meli "Poza Horyzonty". Wśród "sprawnych" uczestników wyprawy, w rozumieniu tradycyjnym, są: Bogdan Bednarz ratownik beskidzkiej grupy GOPR, specjalista technik linowych, opiekun górski osób niepełnosprawnych., zdobywca szczytów na wielu kontynentach oraz mój kolega Arkadiusz Mytko podróżnik ekstremalny, podwójny laureat prestiżowej nagrody "Kolosów 2009", eksplorator Ameryki Południowej, a szczególnie Andów i Patagonii: na rowerze,  nartach, pieszo i kajakiem.
 

 Ekipa w pełnym składzie na lotnisku w Buenos Aires 
(fota zaczerpnięta z blogu Arka Mytko)

niedziela, 9 stycznia 2011

Trójkąt Trzech Cesarzy / El triángulo de los tres emperadores

Ostatnio, z powodu problemów zdrowotnych naszej kocicy, byłam uziemiona w domu - zupełnie jak więzień. Zaczynałam już dostawać fiksacji. Dziś wreszcie udało się wyskoczyć na spacer. Z powodu klapniętej pogody wybraliśmy się niedaleko - do tzw. Trójkąta Trzech Cesarzy, czyli do miejsca gdzie podczas zaborów stykały się granice trzech cesarstw: Rosji, Austrii i Prus. Co widać na starej pocztówce, zaczerpniętej ze strony Żegluga Śródlądowa wczoraj, dziś, jutro... Bardzo polecam tę stronę, jest tam mnóstwo niezwykle ciekawych informacji o tym miejscu.

Triángulo de los tres emperadores es un lugar donde antes de la primera guerra mundial (exactamente entre años: 1846-1915) tocaba la frontera de los tres imperios: Rusia, Austria y Prusia (Alemania). Actualmente, este punto está localizado en ciudad Sosnowiec (exactamente entre Mysłowice y Sosnowiec). Es un lugar del contacto entre dos ríos: Przemsza Blanca y Przemsza Negra, que se unen en río Przemsza.

Polecam też uwadze poniższe zdjęcie z Archiwum Narodowego, przedstawiające ciągnięcie Przemszą holownika Olza:

Na obu zdjęciach widać trzy Przemsze: Białą Przemszę (u góry), Czarną Przemszę (z lewej strony) i Przemszę (powstałą z połączenia Białej i Czarnej). Stąd właśnie wziął się charakterystyczny znak (kopniętej litery "Y") w herbie Sosnowca - chociaż gwoli sprawiedliwości w XIX wieku nie było tu Sosnowca. W każdym razie powstał tu (w Niwce) mały port. Sama zastanawiałam się, jak tam spacerowaliśmy, skąd wzięły się nazwy ulic: Portowa czy Marynarska. Teraz, gdy sobie nieco poczytałam, już wiem - to pozostałość po porcie.  Ów port przetrwał do roku 1840. W nim Anglik nazwiskiem Davny, zbudował statek parowy, którym przez parę lat żeglował po wodach Przemszy. Wody Przemszy wykorzystywano dla żeglugi od połowy XVIII wieku. Do połowy XIX wieku była jedną z ważniejszych na Śląsku szlaków wodnych służących do przewożenia masowych towarów. Spławiano głównie węgiel i wyroby hutnicze, kierując je do Krakowa, Sandomierza i Puław. Wykorzystywano do tego celu duże drewniane czworoboczne i płaskodenne łodzie zwane galarami.  W latach międzywojennych narodził się pomysł, by zbudować tu duży, węglowy port niwecki. Projekt ten chcieli realizować Niemcy po 1939 roku, ale zarzucono pracę nad nimi w 1943 roku, a po wojnie władze polskie już nie podjęły tych inicjatyw.

  
W 1907 r.  na pobliskim wzgórzu wzniesiono 22-metrową wieżę widokową im. Bismarcka. Po I wojnie światowej przemianowano ją na "Wieżę Powstańców", nieco później nadano jej imię Tadeusza Kościuszki, zaś w 1937 r. zburzono ją całkowicie, a kamień z tej wieży wstawiono w schody pobliskiego kościoła oraz posłużył do budowy katedry w Katowicach. Ponoć w pogodne dni widać było stamtąd Kraków.... Oto ona, na starej pocztówce zaczerpniętej ze strony o Trójkąt Trzech Cesarzy (też bardzo polecam te stronę, szczególnie bogatą kolekcję starych fotografii i pocztówek):

En 1907, en una colina cercana se construyó la Torre del Bismarck. En 1937 la torre fue demolida.

Przez Mysłowice przetaczały się tłumy handlarzy i turystów, wycieczkowicze bardzo chętnie przyjeżdżali w miejsce, gdzie stykały się trzy granice. Obecnie wody Przemszy są zupełnie martwe, a ponadto spływające z nią ścieki o podwyższonej temperaturze, powodują, że rzeka ta nigdy nie zamarza.

No a tak wygląda to obecnie, zdjęcia były robione od strony "rosyjskiej":
Triángulo de los tres emperadores actualmente:

 



A poniżej zdjęcia z wałów wzdłuż Białej Przemszy:

 

 


Ujście Bobrku do Białej Przemszy

czwartek, 6 stycznia 2011

Kocie smutki

Koniec starego roku i początek nowego był dla nas bardzo smutny. Między świętami nasza kocica - prawie czternastoletnia persica miała wylew. W jego wyniku straciła wzrok. Jest nam bardzo smutno i teraz wszyscy próbujemy przystosować się do nowej sytuacji. Kocica dostaje jeszcze antybiotyki i środki przeciwbólowe, ale i tak już wiemy, że nigdy nie odzyska wzroku, siatkówka została zniszczona. Teraz jest tak, jakbyśmy mieli małe dziecko w domu. Na nowo uczymy ją topografii domu, samodzielnego chodzenia do misek z jedzeniem i do kuwety.  Pilnujemy pozostałych kotów, żeby jej nie zaczepiały. Czasami jednak budzi się w nocy i płacze, nie wie gdzie jest. Bardzo potrzebuje ludzkiego głosu, więc ciągle do niej mówimy, bardzo ładnie chodzi za głosem, ale jak się czegoś przestraszy, np. nieznanego odgłosu, to w panice zderza się z szafami. Staramy się ograniczyć do minimum wszelkie nietypowe odgłosy, na szczęście nie boi się dzwoniącego telefonu. Jednak przemieszczanie się po domu w naszym wykonaniu, wygląda jak skradanie się, bo nigdy nie wiadomo, czy kot nie siedzi akurat na drodze. Biedna ma też problem, gdy trafi pod stół, gdzie jest mnóstwo nóg od stołu i krzeseł. Wszystko to mnie bardzo przytłoczyło i jest mi przykro. Bardzo jestem też zła na siebie, że już 3 tygodnie temu coś niedobrego działo się z jej oczami, a ja to trochę zlekceważyłam. Z jednej strony bałam się wyciągania ją na mróz do weterynarza, ale z drugiej miałam ciężki okres w pracy przed świętami, no i same święta... Tego nie da się już cofnąć, staramy się więc, aby teraz była w dobrej kondycji psychicznej, dostaje najlepsze smakołyki i wszyscy ją głaszczą. Poniższe zdjęcia są archiwalne, sprzed 2-3 lat. Ale wygląda tak samo, tyle że się ostatnio strasznie skołtuniła.




niedziela, 2 stycznia 2011

Dakar 2011 Argentina - Chile



Rozpoczął się nowy rok i zgodnie z tradycją wystartował Rajd Dakar 2011, który po raz kolejny będzie przemierzał najdalsze zakątki Argentyny i Chile. Sprawdzałam na mapie, bardzo ciekawą trasę wybrano w tym roku: z Buenos Aires (oczywiście!), przez pampę i region Sierra de Córdoba (od podmokłych traw do suchej wyżyny), potem na północny-zachód przez Tucumán do Salty (fantastycznie krajobrazy, może najpiękniejsze w całej Argentynie!!!), a następnie przejazd na drugą stronę Andów do Chile, koniec tej części pętli w miejscowości Arica pod granicą z Peru. Potem powrót przez chilijski region Norte Chico, wzdłuż oceanu z jednej strony i Kordylierów z drugiej, dziką i suchą pustynię Atacama (najsuchszy region świata), następnie znowu przejazd przez góry do San Juan i La Rioja (przepiękne i dzikie przedgórze Andów), ponownie Córdoba i zakończenie w Buenos Aires.  Piękna trasa! I na pewno trudna. Pierwszy etap 1 stycznia przebiegał spod obelisku Juana Perona - centralnego miejsca Buenos Aires do miejscowości Victoria w prowincji Entre Ríos. W sumie 377 km. Jutro odcinek do Córdoby. Cały rajd potrwa do 16 stycznia. Wśród startujących jest tradycyjnie Krzysztof Hołowczyc w BMW z numerem 307. Zapomniałabym dodać... rajd cieszy się w Argentynie ogromnym zainteresowaniem. Ciekawe... gdy minie zagrożenie na Saharze Zachodniej, jak wydrą Argentyńczykom tę imprezę? Już ponoć na 80% jest zaklepana edycja w 2012 roku w Argentynie i Chile.