sobota, 5 marca 2011

Bruksela - Komisja Europejska / Bruselas - La Comisión Europea

Pierwszy dzień mojej wizyty w Brukseli to całodniowe obrady w  centrali Komisji Europejskiej (głównie w budynku Berlaymont). Były to półtoragodzinne sesje z poszczególnymi osobami, pracującymi w KE, zajmującymi się najróżniejszymi sprawami. Wszystko odbywało się pod kątem przygotowania polskich mediów do odpowiedniej współpracy z Brukselą podczas polskiej prezydencji. W dość krótkim czasie usiłowano przede wszystkim zrobić z nas euroentuzjastów. Jak należy przypuszczać, jeśli ktoś przed wyjazdem nie był euroentuzjasta, to i tam - w Brukseli - nim nie został. Oczywiście owo szkolenie, czyli przygotowywanie nas do odpowiedniego pisania o: Unii, Traktacie Lizbońskim, sprawach finansowych, programach unijnych, projektach dla młodzieży, a nawet  możliwościach pracy w KE, odbywało się na zasadzie intensywnego (graniczącego z niehumanitarnością) wtłaczania do głów nieprawdopodobnego ogromu wiadomości. Aby nie "odpłynąć"  polewałam to hektolitrami kawy. Dostałam "hercklekotów" (jak to się u nas na Śląsku mawia) i następnego dnia złagodziłam politykę kawową, co by nie skorzystać z, ponoć atrakcyjnego, pakietu medycznego.  

 Siedzibę Komisji Europejskiej, czyli budynek Berlaymont, widać było z okien mojego pokoju hotelowego, oczywiście nie całą, bo jest to ogromny moloch. Na zdjęciu widać jedynie fragmencik, to ten budynek po prawej.

 Tu już widać nieco więcej. Centrala KE - Berlaymont - to ogromniasty budynek w kształcie kopniętego "iksa"

 
Przed jednym z wejść do budynku KE. Wejść jest kilka z różnych stron.

 Oczywiście pamiątkowe zdjęcie. Jestem na nim nieco niedobudzona, było wcześnie rano. W Brukseli słońce wstanie nieco później niż u nas, więc o godz. 7-mej było jeszcze ciemnawo. Poza tym mimo łagodniejszego klimatu, trochę wiało od morza, co nie sprzyjało rewelacyjnemu samopoczuciu. 

 
Przed rozpoczęciem obrad

Jeden z paneli mieliśmy z komisarzem ds. budżetu Januszem Lewandowskim

Janusz Lewandowski okazał się dowcipasem i grał luzaka, co chyba miało nas do niego pozytywnie nastroić. Może i kilka osób nastroiło... Ja jednak wolałam konkrety, których nie usłyszałam. Na trudniejsze pytania pan komisarz odpowiadał wymijająco lub mówił, że nie może odpowiedzieć.

Tematem dyskusji była oczywiście kwestia budżetu i spraw Polski w tym kontekście. Niewiele się jednak dowiedzieliśmy, poza tym, że "będzie lepiej".

 Tak jak wspomniałam, centrala KE (budynek Berlaymont) to wielki moloch, jak się wyraził komisarz Lewandowski, najbrzydszy budynek w Brukseli. Może w tym jest jakieś ziarno prawdy. Odniosłam jednak wrażenie, że jest tu sporo tzw. wolnej przestrzeni, chyba jej celem jest rozbicie monotonności szeregu sal i gabinetów.

 W korytarza jest wiele obiektów artystycznych, wystaw: obrazów, fotografii, rzeźb (widziałam np. wystawę polskich plakatów) lub po prostu ozdobników. Chyba po to, aby ludzie mogli się po nich orientować gdzie są, na którym piętrze, w której części budynku. Po kilku godzinach obrad, wychodząc z sal pewnie mają taki zamęt w głowach, że nie pamiętają gdzie się znajdują.;-)


 To przy wejściu z innej strony, niż na wcześniejszym zdjęciu. Ciągle biegaliśmy pomiędzy budynkami, wejściami, piętrami, windami, salami... dlatego nawet nie zapinałam kurtki. Większość zdjęć "zewnętrznych" jest zrobiona w biegu. KE to nie tylko ten jeden budynek Berlaymont (czyli ten w kształcie X), ale kilka innych w pobliżu.

Budynek Berlaymont z innej strony



Ze wszystkich stron otaczały nas symbole UE

 A to właśnie inny budynek, nie Berlaymont


Spotkanie z Cezarym Lewanowiczem, rzecznikiem prasowym w Komisji Europejskiej. Tematem tego panelu była strategia Europa 2020 oraz rola i funkcjonowanie serwisu prasowego w KE. To było bardzo ciekawe.

Koniec dnia, przed wyjściem

3 komentarze:

Nomad pisze...

Nie lubię polityki. Jak patrzę czasami na "naszych" polityków, to widzę tylko i wyłącznie warczące na siebie, obrażające się wzajemnie i docinające sobie głowy. A jak widzę tych "naszych" polityków tam, w UE to jednak odnoszę wrażenie, że pracują. Zastanawia mnie w którą stronę przeważy nasza prezydencja.

recoleta pisze...

Wszędzie tak jest. Polityka rządzi się swoimi prawami, a politycy warczą na siebie bez względu na narodowość, jaką reprezentują. A po polskiej prezydencji nie spodziewałabym się żadnych rewelacji. Już teraz komisarz Lewandowski zapowiedział, że Polska nie będzie "grała pod siebie".

marko pisze...

Nie przepadam za polityka chociaz jej ton niestety przeklada sie czesto na zycie, zblizajacy sie czas polskiej prezydencji w UE bedzie mial zaledwie charakter czysto symboliczny zapewne bez wiekszych rewelacji!!!