poniedziałek, 9 maja 2011

14. Festiwal Filmów Kultowych rozpoczęty!

Kino to sztuka ruchomych obrazów, jednak nie sposób wyobrazić sobie filmu bez muzyki. Przez lata muzyka była tylko tłem i dodatkiem dla dzieł reżysera. Zdarza się jednak, że muzyka – z założenia filmowa – zaczyna żyć własnym życiem, doskonale broniąc się jako samoistne dzieło - tak na swojej stronie napisali organizatorzy Festiwalu Filmów Kultowych w Katowicach. Wczoraj oficjalnie ruszyła, w Centrum Kultury Katowic im. Krystyny Bochenek, (dawniej pałac grudniowy lub GCK)  14. edycja tej też już kultowej imprezy, w otwarciu której wzięłam udział. W sumie to był mały maraton muzyczno-filmowy pod nazwą "Wielkie Dźwięki, Wielkie Obrazy". Wpierw dwugodzinny koncert muzyki Wojciecha Kilara do filmu "Dracula" w reż. Francisa Forda Coppoli oraz Abla Korzeniowskiego do filmu "Metropolis" w reż. Fritza Langa. Całość w wykonaniu Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy Aukso pod dyrekcją Marka Mosia i z towarzyszeniem Chóru Akademii Muzycznej w Katowicach im. Karola Szymanowskiego pod dyrekcją Aleksandry Trefon. 
 

Drugą częścią wieczoru stanowił z kolei solowy koncert Leszka Możdżera, który zagrał kompozycję do wyświetlanego filmu „Nosferatu – symfonia grozy”, reż. Friedrich Wilhelm Murnau, 1922 r. Można było poczuć się jak w niemym kinie lat 20. ubiegłego wieku. Fantastyczna muzyka Leszka Możdżera, grana na żywo, późna pora i ogólne zmęczenie, nadawały klimatu. 
 
 Fot. Dawid Chalimoniuk 

Fot. Dawid Chalimoniuk 

Chciałam jeszcze coś powiedzieć o filmie, gdyż młodsza widownia (mimo później pory prawie wszystkie miejsca były zajęte)  czasami podśmiewała się z niektórych scen. Ja jednak jestem zachwycona filmem i jego, nieco trącącej myszką, stylistyką. Film jest genialny! Trzeba pamiętać, że na nim wyrosło całe współczesne kino grozy, że reżyser przecierał nieprzedeptane jeszcze ścieżki pomysłów, używając do tego świetnie dobranych symboli i sugestywnych obrazów. Uważam, że postać Nosferatu jest absolutnie przerażająca, nawet na dzisiejsze czasy, i po prostu piękna w swej wymowie (jeśli można to tak określić).  Zresztą nurt tzw. ekspresjonizmu niemieckiego zawsze mnie fascynował, było/jest w nim coś poruszającego, niesamowitego i czasami niepokojącego. Dlatego jestem w stanie sobie wyobrazić panie w powłóczystych czasach, wracające nocą po projekcji do domu, umierające ze strachu, gdy widziały jakiś cień na ulicy. Rolę tytułowego Nosferatu odtwarzał genialny Max Schreck. Zagrał tak dobrze, że w Niemczech jego nazwisko stało się synonimem zła, a niektórzy wierzyli, że jest prawdziwym wampirem. 
 
Kilka scen z filmu  „Nosferatu – symfonia grozy”, reż. Friedrich Wilhelm Murnau, 1922 r.
 



  

Brak komentarzy: