niedziela, 12 czerwca 2011

Śmierć gazet i przyszłość informacji

Tego tytułu ja nie wymyśliłam, to tytuł książki Ber­narda Pouleta, dzien­nikarza, nie­gdyś redak­tora kilku kluczowych fran­cuskich gazet, światowej sławy znawcy mediów. Nie chcę tu zamieszczać recenzji książki, można sobie wiele takich znaleźć w internecie, raczej pomyślałam o podzieleniu się kilkoma refleksami, będącymi wynikiem ostatnich moich zmagań z tematem, z uświadamianiem sobie, że „coś” dzieje się w prasie papierowej i „prasie” internetowej, że nadchodzi jakaś zmiana i wymaga ona przekwalifikowania myślenia o sposobie „handlowania” informacją (dzisiaj będzie sporo cudzysłowów).   


Ber­nard Poulet zadaje kluczowe pytanie: czy grozi nam świat bez gazet? I czy świat, cywilizacja, demokracja, zmienią się pod wpływem kryzysu prasy drukowanej?  Autor książki uważa, że kryzys prasy łączy się nie­ro­ze­rwal­nie ze wzrostem nie­uf­no­ści spo­łeczeń­stwa względem tradycyj­nych dzien­nikarzy (czyli profesjonal­nych redak­torów, a nie „amatorów” wypeł­niających inter­netową prze­strzeń) oraz dzien­nikar­stwa śled­czego, które zamieniło się w medialną nagonkę i wrzawę, przy­czyniając się do wzrostu szumu infor­macyj­nego, ba! niejed­nokrot­nie do dez­in­for­macji. Nie zgadzam się z taką opinią. Za przeproszeniem (i naprawdę staram się nie być ksenofobem), ale Francuzi zawsze dorabiają jakąś absurdalną filozofię do spraw, które tej filozofii nie potrzebują, bo opierają się na całkowicie przyziemnych filarach.  Moim zdaniem cały świat kręci się wokół pieniędzy. To one warunkowały powstawanie pewnych wynalazków, a następnie ich udoskonalanie.  Żaden przeciętny czytelnik nie czyta między wersami, mało tego – poziom obecnych czytelników jest tak niewymagający, że łykają wszystko bez zastanowienia. Mają w nosie demokrację, bo nawet nie rozumieją znaczenia tego słowa. My, Polacy, troszeczkę inaczej do tego podchodzimy, bo nasza rewolucja (w przeciwieństwie do francuskiej) wydarzyła się całkiem niedawno i jeszcze wielu ją pamięta.  Ale już niedługo, bo nadchodzą pokolenia bezczelnych, niedouczonych czytaczy tabloidów, którym nie przeszkadza brak tzw. wolności prasy, bo i po co to komu? Ale wracając do meritum sprawy, prasa drukowana to duże pieniądze, a w naszym świecie wymaga się od niej przede wszystkim wyglądu, co dalej generuje dodatkowe niemałe koszty: jakość papieru, kolorowe zdjęcia, dobre zdjęcia, wysokie honoraria dla „gwiazd” występujących na łamach gazet…  A tymczasem, za miedzą, istnieje medium, w którym niemalże wszystko jest za darmochę: teksty, zdjęcia, filmiki i… prawdziwe „eldorado”, czyli kopalnia informacji, a co najważniejsze - najbardziej aktualnej, jak to sobie można tylko wyobrazić. To internet. W konfrontacji z nim, każda gazeta jest nieaktualna. W jaki sposób jakikolwiek miesięcznik, tygodnik, a nawet  dziennik może konkurować z takim medium? Nie może. Hordy tzw. dziennikarzy obywatelskich przesyłają setki zdjęć,  informacji i filmików. To nic, że nie potrafią pisać, w naszym przypadku, po polsku. Grunt, że niewymagający czytelnik pokapuje się, o co chodzi. A jeśli czegoś nie zrozumie, będą jakieś rażące błędy…? Co z tego? Za chwilę ta wiadomość umrze, bo pojawi się nowa, a o poprzedniej nikt nie będzie pamiętał. 

Czy to oznacza, że prasa papierowa jest skazana na nieuniknioną śmierć? Moim zdaniem, jeśli się nie zmieni, tak.  Uważam, że w niedalekiej przyszłości prasa papierowa może stać się – podkreślam MOŻE - ekskluzywnym towarem dla dobrze wykształconych ludzi, wyłącznie takich osób, które lubią czytać i nie przeszkadza im kiepski papier czy brak licznych fotografii. Prasa może być prawdziwym forum do dyskusji, ale w gronie elitarnym. Nie oszukujmy się, poziom wykształcenia - i wcale nie chodzi mi o wyższe, ale znacznie wyższe, czyli osób np. z doktoratami – jest dziś żałośnie marny. Codziennie trafiają do mnie teksty napisane przez profesorów, które są na zatrważająco niskim poziomie, nie mówiąc już o artykułach młodych doktorów, którzy nie są w stanie napisać jednego zdania poprawnie po polsku. Stąd, dopóki jeszcze będą istnieć osoby potrafiące czytać, wymagające wiedzy, ciekawych artykułów, to dla nich jakaś półka zostanie. Ale i ona kiedyś przestanie istnieć.  Pozytywną stroną takiego stanu może być tylko oszczędzenie lasów nad Amazonką.  

Reasumując, prasa drukowana już teraz nie jest w stanie konkurować z internetem. „Newspaper” już teraz stracił człon „paper”, zaś „czytelnik” zamienił się w „odbiorcę”.  A odbiorca nie tylko czyta (coraz rzadziej czyta), ale przede wszystkim ogląda. Dlatego nowoczesne media zmieniają swoje oblicza: strony gazet przeistaczają się w multimedialne portale internetowe. Gazeta papierowa oferuje starą informację i jedno zdjęcie na artykuł - portal najnowsze „niusy” aktualizowane kilka razy na godzinę, setki zdjęć, filmików, do tego gry, prognozę pogody, wyniki meczów, kursy walut, propozycje wakacyjnych wyjazdów, horoskop, konkursy fotograficzne, sondy, konta pocztowej, blogi i aukcje internetowe. Wszystko podane w lekki i łatwostrawny sposób, żeby tylko odbiorca nie zraził się i nie uciekł ze strony. Musi tylko trafić na nią, a oni już tam zrobią wszystko, aby go zatrzymać, uzależnić, aby wpadał codziennie. 

Na zakończenie jeszcze jedna refleksja, zaczerpnięta z miesięcznika „Press”: 250 lat temu koń był powszechnym środkiem lokomocji. Potem wymyślono samochód. Ale jednak konie nie wymarły. Zmieniła się jednak ich rola. Stały się dobrem luksusowym i wiele osób jeździ konno, chociaż nie do pracy. Taką przyszłość wróżę prasie drukowanej: jako dobro luksusowe dla niewielu. W obecnej formie prasa jednak nie przetrwa. Czy to źle? A czy to źle, że wynaleziono samochód?  Pamiętajmy: panta rei – nie zatrzymamy świata.

9 komentarzy:

Wojtek pisze...

Tak chyba będzie. To jak śmierć telegrafu czy aparatów fotograficznych 35mm, by uniknąć modnej nowomowy analogowych.
Tylko czy będzie lepiej? Nie wiem. To jak z fotografią. Zanim poziom nowego medium doszlusuje do starego, wiele wody w Wiśle upłynie. A i podobnie było z płytami LP i CD. Większość ludzi nie widziała różnicy, a wręcz uważała, że CD brzmi lepiej. Zresztą któż miał odpowiedni sprzęt, aby mógł docenić czarną płytę.
Upatruję tu też takie ryzyko, że zawsze można przekręcić kluczyk i go całkowicie nowe medium wyłączyć, co nam Polakom się źle kojarzy. A po drugie, co z tego dziedzictwa zostanie dla potomności.
Jakiś czas temu kupowałem Światowida z lat trzydziestych (na allegro). Jak na taki staroć, jakość dobra. Gdzie będzie można przejrzeć dzisiejsze artykuły za sześćdziesiąt lat?

marko pisze...

Troche to zbierzne z powiedzeniem ze nic nie trwa wiecznie ale tyle na temat powiedzen, postep technologii informacyjnej zmienia niemal wszystko a wszystko zaczelo sie od 0 i 1, prosty sytem zrewolucjonizowal swiat! czy cos w tym zlego sami o to zabiegamy, mikroprocesor wspomaga prace serca, haker lamiacy zabezpieczenia oprogramowan staje sie wyznacznikiem postepu, w grze liczy sie INTELEKT w koncu o to chodzi!

recoleta pisze...

W grze nie liczy się intelekt, tylko korzyści majątkowe. Jak coś się opłaca, to się to produkuje, jak nie wypada z gry, po prostu. A drukowanie gazet coraz mniej się opłaca. Ja lubię zarówno prasę papierową, jak i papierowe książki. Ale książki są drogie, coraz droższe (pamiętajmy o nowym Vacie, do tego wzrasta koszt papieru). Nie jestem pewna, czy jeśli w przyszłości powstanie ekstra czytnik, niemęczący oczy, do zludzenia przypominający papier, na który będzie można władować 10 tys. książek, do tego będzie tani jak barszcz, to czy nie skorzystam z niego...? Nie zaryzykuję i nie powiem, że nie zrobię tego.

Wojtek pisze...

A ja juz byłem bliski tego zakupu, na razie odstraszyła mnie cena i pewna jeszcze walka standardów. Nie wszystkie formaty są do odczytania na każdym z czytników. Ekran ma juz nwaet nazwę coś jak digital ink. Nie jest poidświelany, więc komfort czytania duży. Dla mnie jedna zaleta - po przeczytaniu książki nie muszę się zastanawiać: piwnica, allegro czy śmietnik? Po prostu naciskam del i juz..

marko pisze...

Wiele w tym racji co piszesz, zapewne to koniec pewnej epoki, dojrzewa ekologicznie myśląco pokolenie, wszelaki postęp zawsze był w cenie, jednakże początkiem wszystkiego jest POMYSL
skutkiem którego dalszy już etap przekłada się na przemysł , komputer działa tylko dzieki temu ze ktos wymyślił oprogramowanie bez którego komputer jako maszyna stałaby się bezużytecznym narzędziem!

recoleta pisze...

Ja się tylko boję, że wiedza też staje się po trochu bezużytecznym balastem. Po co się czegokolwiek uczyć, skoro wszystko można znaleźć w internecie? Oczywiście, ja tak nie uważam, ale obecna matura jest tego przykładem. Usłyszałam nawet taki komentarz przedstawicieli ministerstwa: szkoła ma nauczyć, gdzie szukać. Dla mnie absurd. Nie zgadzam się, bo gdy pewnego dnia dojdzie do jakiejś awarii, zniknie internet, to okaże się, że ludzie zginą z głodu, bo nie będą wiedzieli, że można otworzyć lodówkę. Czy zresztą różnić się wtedy będzie homo sapiens sapiens od szympansa? I to wcale nie jest śmieszne. Czy to jest postęp?

marko pisze...

Trudno porownywac czy stawiac zapytania co sluszne jak z demokracja o ktorej mowi sie roznie na tyle ze nic lepszego nikt jeszcze nie wymyslil, podobnie z nauka ktora czasem losem przypadku odkrywa nam nowe mozliwosci, a moze jeszcze taki scenariusz zostal z gory wpisany!!!

Jerry pisze...

Reasumujac te wszystkie wypowiedzi najwazniejsze jest to, aby zawsze istnial jakis plan B w kazdej sytuacji. Na zachodzie tak sie powoli dzieje.
Polska znajduje sie jeszcze w fazie zachwytu dobrami materialnymi tak dla samej zasady oraz zachwytu demokracja.
Jak slysze rozmowy nowoprzyjezdnych Polakow na ulicach w Szwecji to temat jest tylko jeden - pieniadze. Szwedzi bardzo rzadko rozmawiaja o pieniadzach. Duzo uwagi zwraca sie na prace dajaca zadowolenie i spelnienie, rozwijanie pasji i zycie zdrowe zgodne z natura. Stan materialny jest jakby tak oczywisty, ze nie wymaga dywagacji na ten temat. Czytanie ksiazek tez ma sie dobrze w Szwecji jak narazie.
A co do gazet. No coz, te za darmo rozdawane jak np. Metro, napewno beda sie cieszyly jeszcze dlugo popularnoscia. Jak wynaleziono telewizje to radio jednak nie zniknelo. Mysle, ze tak za 30 lat bedzie podobnie w Polsce,a moze sie myle.

recoleta pisze...

No to celem uzupełnienia, przeczytajcie ten artykuł: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/520928,rynek_ksiazki_stoi_na_skraju_zapasci_slabsze_wydawnictwa_moga_w_tym_roku_zbankrutowac.html