czwartek, 23 czerwca 2011

Stary – znaczy niepotrzebny

Dawno temu, w minionych epokach naszej cywilizacji, człowiek stary otoczony był szacunkiem, bo starość oznaczała: mądrość, doświadczenie, wiedzę życiową, autorytet itp. Już w zamierzchłych czasach, w grupach plemiennych osoby starsze były traktowane na innych – lepszych – warunkach, a wszelkie decyzje podejmowały rady starszych. Mamy na to wiele dowodów pisanych i niepisanych. W Biblii został opisany Kohelet - mędrzec, człowiek doświadczony, który z perspektywy czasu ocenia to, co dostępne dla człowieka w życiu doczesnym, jako marność nad marnościami. Moim „ulubionym” starcem ze starożytności jest, opisany przez Homera w „Iliadzie”, Nestor, najstarszy z wodzów greckich, obdarzany epitetami: szanowny starzec, mądry, poważny, zacny. Nestor zawsze bierze udział w radach, cieszy się szacunkiem i poważaniem, jak przystało na mądrego starca. To od jego imienia pojawiło się określenie, że ktoś jest „nestorem” w danej dziedzinie. W całej literaturze światowej można znaleźć wiele przykładów starców, jako osób o wielkiej mądrości, honorze, doświadczeniu, otoczonych szacunkiem i bynajmniej nie jako osoby słabe, a raczej jako symbole bezpieczeństwa i opoka. Przytoczę tu tylko kilka przykładów: niezłomny, heroicznie walczący Santiago z noweli Ernesta Hemingwaya „Stary człowiek i morze”, mądry i wszystkowiedzący Gandalf z „Władcy Pierścieni” Tolkiena, czy nawet cieszący się wielkim autorytetem dyrektor Hogwartu Albus Dumbledore w „Harrym Potterze”. 


I nagle przyszedł wiek XXI. Słowo starość zaczęło brzmieć wybitnie pejoratywnie. To nie wszystko, granica starości dramatycznie poszła w dół. Za osobę starszą zaczęto postrzegać już człowieka w okolicach 40 lat, a nawet niżej! Kult młodości wyrugował kult wiedzy i doświadczenia. Młodzi rozpanoszyli się na stanowiskach kierowniczych, a nie mając wspomnianej wiedzy i doświadczenia muszą mieć kogoś od czarnej roboty. Kto to jest? No właśnie osoby starsze, które, bojąc się utraty pracy, za najmniejsze pieniądze robią najtrudniejszą pracę. Obserwuję to codziennie. I jestem przerażona. Po kilkudziesięciu latach pracy takie osoby traktowane są jako ludzie drugiej kategorii. Młodzi kierownicy, durni jak snopki siana, pomiatają nimi i nawet nie czują potrzeby czerpania z ich wiedzy, uczenia się od nich. Dziś nikt nie potrzebuje wiedzy, osoby z doświadczeniem. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia o pracę, a przeglądam je regularnie. Na przykład jeśli chodzi o moją działkę – dziennikarstwo – poszukiwani są studenci na staże lub praktyki studenckie, bez doświadczenia, nawet tylko po liceum. Najbardziej prestiżowe media w Polsce zamieszczają tego typu ogłoszenia. Jaki poziom ma mieć więc polska prasa?! Co się im oferuję? Pracę w młodych dynamicznym zespole. Ta formułka pojawia się w 99 proc. ogłoszeń. No dobrze, wychowaliśmy sobie takie pokolenie, które nie czyta, nie umie czytać, nie umie pisać po polsku (zresztą po co skoro, wszyscy na świecie używają angielskiego). Nie chcę wracać do wątku, który już omawiałam, pisząc o upadku prasy, chcę wskazać problem zupełnie inny. Bez doświadczenia i wiedzy, zaś jedynie po studiach typu zarządzanie i marketing, nasz kraj nigdzie nie zajdzie. Już teraz mamy tego przykłady: źle zaprojektowane stadiony i drogi, a będzie coraz gorzej. Za kilka lat pojawi się pokolenie emerytów, których emerytury będą oscylowały w okolicach 360 zł. Czy będą mogli za to przeżyć?  Oczywiście, że nie. Co zatem się z nimi stanie, jeśli rodzina nie będzie mogła się nimi zająć (a nie będzie mogła, bo nowe pokolenie jest skrajnie egoistyczne i uważa, że nie ma moralnego obowiązku zajęcia się starszymi rodzicami czy dziadkami)? Czy na ulice trafią hordy bezdomnych emerytów, których nie stać ani na leczenie, ani podstawowe produkty? Boję się, że tak. Oczywiście, przy takim sposobie myślenia, dyskusje o eutanazji nabierają zupełnie innego znaczenia. Oglądałam kiedyś stary film „Ucieczka Logana” z  Michealem Yorkiem w roli głównej. Tam był taki motyw, że osoby kończące, bodajże, 30 rok życia były „wysyłane” w inną rzeczywistość, a mówiąc wprost, były usuwane ze społeczeństwa, czyli po prostu mordowane. Boję się, że legalizacja eutanazji, jeszcze za mojego życia, będzie sposobem na rozwiązanie wielu kwestii, związanych z osobami starszymi i chorymi. 


I myśląc o tym wszystkim, porównując „barbarzyńskie” czasy starożytności czy średniowiecza z „nowoczesnością” naszych czasów, ciśnie mi się na usta takie pytanie, co byłoby gdyby Albert Einstein żył dziś – w XXI wieku? Co by było gdyby po ulicach chodził Sokrates? Czy ktokolwiek by z nimi rozmawiał, radził się, czerpał z ich wiedzy? Na pewno nie byliby obiektem zainteresowania na naszych uniwersytetach. Tak jak obecnie, bez jakichkolwiek skrupułów wywala się wybitnych naukowców, bo… skończyli 70 rok życia, a na ich miejsce wkłada się doktorantów/doktorów, którzy nie są w stanie osiągnąć wiele, jeśli odcina się ich od Mistrza. Może tego wielu nie widzi, ale ja widzę, że nasza cywilizacja zmierza ku upadkowi, bo to co ją zbudowało, to wiedza, ludzki umysł, ale też głęboka myśl humanistyczna. Bez tego daleko nie zajdziemy. 

8 komentarzy:

Wojtek pisze...

No i co tu komentować po takim dictum?! Święta racja. Amen.

Ale może jeszcze zanim amen. Nie byłbym sobą, gdybym ze wszystkim nie polemizował. Spróbuje i teraz znaleźć choć ziarnko sensu w tym bezsensie.
Może dlatego redakcje gazet potrzebują młodych i niedoświadczonych, bo ich robota to nie odkrywanie koła, a ciężka praca, której zasiedzieli na na etatach, chronieni przez debili ze związków, pięćdziesięciolatkowie nigdy by nie wykonywali. "Przecież nigdy tak się nie robiło" to stwierdzenie często się słyszy z ust starych pracowników. Ja mógłbym wiele o tym powiedzieć, gdy ciągle obserwują głęboką komunę wśród zasiedziałych pracowników niejednej przychodni.
Zważywszy na to - świat chyba musi mieć dwa bieguny. Ten stary, ale też i ten młody. I niech się ścierają. Jeśli za kilka lat emeryci opanują naszą planetę, przecież będą większością. A w kupie siła, kupy nikt nie ruszy. Zatem Partia Emerytów i Rencistów w demokracji może mieć realną władzę.
I tym optymistycznym akcentem....;-)

Nomad pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nomad pisze...

Pamiętajmy jednak, że to właśnie w tych starych cywilizacjach greckich czy rzymskich starcom podawano cykutę czy wręcz grzebano ich żywcem, a niemowlęta zrzucano ze skał uważając, że tylko silne jednostki mogące same utrzymać się przy życiu są przydatne dla społeczeństwa. Z jednej strony mamy pogląd wręcz faszystowski, gdzie uważa się, że utrzymując ludzi niepełnosprawnych i nieuleczalnie chorych przy życiu i dając im szansę rozrodu zaśmiecamy nasz własny genom, a tym samym pogrążamy własną cywilizację. Tak postępując nie mielibyśmy choćby Stephena Hawkinga. A z drugiej strony, skoro mamy tak prężną cywilizację i moralnie tak poprawną, że jesteśmy w staniu udźwignąć taki "ciężar" i każdemu dać szansę. O dziwo właśnie w bardziej rozwiniętych społeczeństwach poprawnym politycznie jest mówienie o wysoko rozwiniętej moralności, szacunku dla starszych. A wewnętrznie, jednostkowo tego poszanowania brak i moralność jest na najniższym możliwym poziomie. Z czego to wynika? Z czego wynika brak szacunku dla starszych i próba odsunięcia ich od pracy jako niepotrzebnych i nieudolnych. Ta granica wieku coraz bardziej się obniża. Wpływ na to ma ogromny postęp i szybkość zachodzących zmian. Ludzie starsi nie nadążają. Wielu moich znajomych w moim wieku nie ma żadnego doświadczenia w nowych realiach życia. To czego nauczyli się dwadzieścia lat temu nie ma najmniejszej wartości dziś. Na rynku pracy jest ogromna konkurencja. Doświadczenie przestaje się liczyć, bo nie stawiamy na jakość, a na szybkość i nowość. Za postęp płacimy bylejakością. Wszystko produkuje się na chwilę. Zanim zirytuje nas, że coś jest źle wykonane czy błędnie działa. Pojawia się nowy model. Jesteśmy ogarnięci szaleństwem nowości. Do czego to prowadzi? Kiedy świat się nasyci? Z doświadczenia starszych dziś trudno nawet korzystać w kwestiach życiowych, moralności. Ta niby jest jedna, ale sztucznie ulega zmianom w imię postępu. Presja otoczenia wymusza inne zachowania. Wielu starszych ludzi poniekąd samych jest sobie winnych właśnie licząc i wymagając szacunku od młodszych, a nie mając nic im do zaoferowania. A kto wychował tych młodych? Sami zapatrzeni w ogłupiającą telewizję i napuchnięci własnym ego tylko z powodu ilości przeżytych lat. Jako cywilizacja chyba powoli zaczynamy zjadać własny ogon. Powoli na naszych oczach dokonuje się cicha rewolucja, która przewraca cały świat do góry nogami. Kto śpi, ten traci. W nadchodzących latach, społeczeństwa wysoko rozwinięte będą musiały się zmierzyć z problemem armii wymagających, nieprzystosowanych starców. Boję się, że nie wyjdą z tego obronną ręką. Sam powoli wchodząc w szeregi tej armii zaczynam się zbroić.

recoleta pisze...

Każdy ocenia poprzez własne doświadczenia. Jest to naturalne. Ale mimo to nie zgodzę, się że młodsze pokolenie jest szybsze, a przez to lepsze, według mnie to idzie kosztem jakości. Znowu z mojej działki, wiadomość szybko podana, ale byle jak, z błędami, nie tylko językowymi, ale coraz częściej merytorycznymi. Dzisiaj właśnie pisałam maila krytykującego dziennikarkę "Dziennika Zachodniego", która w krótkim newsie popełniła tyle błędów językowo-merytorycznych, że włos zjeżył mi się na głowie. I co z tego, że wystarczyło 3 sek. i 2 kliknięcia i internet dałby odpowiedź, skoro nie chciało jej się tego sprawdzić... a może co gorsza, była przekonana, że wie, jak ma być. Na pewno zgadzam się ze stwierdzeniem, że sami wychowaliśmy takie pokolenie. Coś dzieje się niedobrego, trudno prorokować, jak to się skończy, jak będzie wyglądał świat za kilkanaście/kilkadziesiąt lat, ale nie podobają mi się te zmiany.

Nomad pisze...

Dokładnie masz rację z jakością. Ale niestety większość tego oczekuje. Obecnie chłam najlepiej się sprzedaje i najmniej kosztuje jego produkcja. Patrz wszelkie "pajacowe" programy na TVN. Wielu pisarzy SF wieszczyło taką przyszłość. Pospólstwo zadowalające się byle czym, którym można sterować za pomocą TV i hamburgerów. Ludzie starsi stoją na straconej pozycji, bo z wiekiem coraz trudniej jest się przestawić, nadążyć i powoli przestaje się chcieć. Kiedyś w TV czy gazetach mówiono i pisano niemalże literackim językiem. Można było się wzorować. Teraz jest, to jeden wielki bełkot. A słowa, kiedyś niedopuszczalne w TV "dupa" czy "zajebiście" są używane nawet w wiadomościach. Wszystko równamy w dół. Tak jest taniej i łatwiej. Trudno oczekiwać szacunku od tych którzy powoli przestają rozumieć takie słowa. Zaniżanie poziomu wynika głównie z chęci dotarcia do coraz większej ilości konsumentów. To zamknięte koło.

marko pisze...

Mysle ze odowiedz Wojtka w temacie jest trafna, wystarczy spojrzec na ogloszenia witryn internetowych dotyczacych rynku zatrudnienia, praca w urzedach panstwowych, czy skarbowych wszedzie z mocy ustawy obowiazkowe konkursy, testy, rozmowy kwalifikacyjne, staranie dobrana selekcja, liczy sie wiedza bo najlepsi wygrywaja, doswiadczenie tez w cenie ale czy to jedyny wyznacznik wartosci ktore dzisiaj w cenie? zdaje sie ze po drodze nadrabiamy spore zaleglosci pokomunistycznej epoki!!!

Behemon pisze...

To prawda co piszesz i podpisuję się dwoma rękami. Istnieją jednak także sfrustrowani starcy, którzy potrafią być bardziej wkurzający niż młodzi idioci.

recoleta pisze...

Chciałam zwrócić uwagę, że nie pisałam o stuletnich starcach (no może nie tylko), ale osobach np. po czterdziestce. Jestem bardzo zła, jak małolaty wypowiadają się, że osoba w tym wieku to bezzębna babcia lub dziadek, ze sklerozą i i generalnie z demencją, totalnie niepełnosprawna i ogólnie niepotrzebnie zużywająca tlen. Nie pociesza mnie też to, że kiedyś te małolaty również będą w tym wieku.