sobota, 16 lipca 2011

Pustkowo

Dziś chciałam pokazać, jak, mniej więcej, wygląda miasteczko, w którym rezydowałyśmy. Użycie słowa "miasteczko", to trochę za wiele, w rzeczywistości to wioska, w której jest jeden duży ośrodek, trochę domków dla turystów i pole biwakowe. Czego nie ma? Nie ma: ośrodka zdrowia, ani nawet lekarza (co akurat przetestowałyśmy na własnej skórze), apteki czy punktu aptecznego (to też nas dotknęło), bankomatu, a w większości sklepów (o zgrozo!) nie można było płacić kartą, zaś mój zasięg komórkowy pozostawiał wiele do życzenia. Nie ma nawet... kościoła! Dzięki temu mogłyśmy poczuć (w moim przypadku - przypomnieć sobie), jak to się żyło 20 lat temu. Nie narzekam, bo lubię nomen omen pustkowia, ale fakt faktem, że owe niedogodności dotknęły mnie osobiście i to w sposób hurtowy, bo wszystkiego potrzebowałam (no może poza kościołem).

Na terenie naszego ośrodka znajdowały się dwa baseny: jeden dla dorosłych (na zdj.) i drugi dla dzieci (z prawej strony) 

Ten mały punkcik w środku, to Karolina usiłująca się zamoczyć

Cóż można robić na basenie? Opalać się, albo...

...kąpać

  A to już widok z naszego pokoju. Pustkowo położone jest wśród pięknych lasów, naprawdę jest tu dużo zieleni. To co widać, to uliczka prowadząca na plażę (jakieś 100 m na lewo)

Nieco na prawo od poprzedniego widoku - główne (nie jestem pewna, czy nie jedyne) skrzyżowanie Pustkowa. Tu znajdują się sklepiki i bary, ale w liczbie policzalnej na palcach obu rąk, więc kameralnie

Zbliżenie na "centrum" Pustkowa

Przy drugim zejściu na plażę znajduje się replika krzyża stojącego na Giewoncie



Mały skwerek

Spacer uliczkami Pustkowa

Karolina wybiera pocztówki do koleżanek

Tak się złożyło, że nie mam na zdjęciu zejścia na plażę od strony naszego ośrodka, gdzie zawsze schodziłyśmy. Tam schodzi się po schodach, bo Pustkowo znajduje się na małym klifie (podobnie jak Trzęsacz, oddalony o ok. 2 km). Na tym zdjęciu jest drugie zejście, koło repliki krzyża z Giewontu. Jak widać, plaża oznaczona jest błękitną flagą, co znaczy, że jest jedną z 13 najczystszych plaż bałtyckich Polski 

Trudno powiedzieć, co Karolina chciała wyrazić tą miną;-)



Pustkowska plaża. Widok z naszego grajdołka

A to teren naszego grajdołka. Na wyposażeniu pokoju miałyśmy leżaki, koce i parawan

Na pustkowskiej plaży odwiedził nas Kuba z jagodziankami, który przez wakacje pracuje w Dziwnowie

 Powrót z Pobierowa oddalonego o 2 km

Pustkowska plaża o zachodzie słońca

10 komentarzy:

Nomad pisze...

Z tym krzyżem, to mnie kiedyś nad morzem dla żartu ktoś zapytał - którędy na giewont. Ale basen nad morzem, a po co?

Jerry pisze...

Ten basen to rzeczywiscie super. Ja lubie plywac, a w morzu jak to w morzu. Moze rekin zjesc.
Brak kosciola rekompensowaly pewnie te krzyze.

recoleta pisze...

Jak to po co basen? Woda w morzu jest słona, a w przypadku Bałtyku jeszcze zimna. Co to za przyjemność kąpać się w Bałtyku? A w basenie to co innego, tym bardziej że to był basen wyłącznie do dyspozycji gości ośrodka i nikt z zewnątrz nie mógł z niego korzystać. Dlatego miałyśmy luzy w wodzie i nikt nikomu na głowę nie skakał.

recoleta pisze...

Co do krzyży... na co dzień mieszkam przy kościele, w którym funkcjonuje tradycja odgrywania długich melodii na dzwonach w ramach każdej godziny. Ja się już przyzwyczaiłam, chociaż zamontowaliśmy okna dźwiękoszczelne i w zimie prawie nie słychać tych melodii, ale jak przyjdzie lato i okna są pootwierane, to przez miesiąc muszę się na nowo przyzwyczajać. Znajomi jak do nas przyjdą otwierają oczy ze zdziwienia, jak słyszą te koncerty. Dlatego z ulgą przyjęłam fakt braku dzwonnicy w najbliższej okolicy.

Jerry pisze...

My w Nicei mielismy w bezposrednim sasiedztwie kosciol, ktory dwa razy na godzine dawal glos. W nocy mozna bylo liczyc, ktora jest godzina, aczkolwiek dzwiek dzwona gubil sie wsrod innych odglosow z ulicy. W kosciele tym byl olbrzymi portret papieza JP II z napisem po polsku. Francuzi oddzielaja jednak zycie codzienne od religi.

marko pisze...

moze troche nie na temat ale zdaje się ze Francuzi znacznie wczesniej dostrzegli potrzebę rozłączenia państwa od kościoła

marko pisze...

Pustkowie troche nazwa zbiezna do opisanej sytuacji chociaz takich miejsc niewiele to caly urok w takiej odmianie!

recoleta pisze...

Bez przesady, osoby religijne nie oddzielają życia codziennego od religii. To nie kwestia narodowości, tylko religijności. Znam religijnych Francuzów i niereligijnych Polaków. Nie operujmy stereotypami. Poza tym we Francji coraz więcej jest muzułmanów - religijnych muzułmanów i fakt odejścia wielu od Kościoła katolickiego nie zmienia faktu, że pewien stopień nasycenia religijnego wciąż istnieje. Nie chodzą wprawdzie do kościoła, ale do meczetu.

marko pisze...

Nie tak dawno czytalem jak moralisci bija na alarm w obawie utracenia tozsamosci narodowej, faktycznie muzulmanow tych niekoniecznie z poza Francji jest coraz wiecej i stale przybywa!

Anonimowy pisze...

moze nie ma kościoła ale jest kapliczka i normalnie są msze