sobota, 27 sierpnia 2011

Piknik w ukropie na koniec wakacji / Cumpleaños de mi hijo

Dnia urodzin raczej się nie wybiera. No więc musieliśmy się dostosować do panującej aury, a właściwie nie pozwolić jej na zepsucie nam imprezy Kuby z okazji jego 21. urodzin. Pogoda rzeczywiście była nieprawdopodobna, termometr w cieniu wskazywał 42 st.! W ogrodzie panowała prawdziwa sauna, więc mimo planów odpoczywania w hamaku czy na trawce, nie dało się tam zbyt długo wytrzymać. Tradycyjnie więc ograniczyliśmy się do konsumpcji.

Termometr w cieniu wskazywał 42 st.!

Gdy znalazł się w słońcu słupek rtęci powędrował jeszcze wyżej






 Mimo upału, w ogrodzie widać już pierwsze oznaki nadciągającej jesieni





A to jest dowód na to, że kosmici są wśród nas. Kto oglądał kiedyś "Facetów w czerni" wie, o co chodzi.;-)

A na serio, to psy nowych sąsiadów rodziców


Cysorz to ma klawe życie.;-)







 Solenizant i jego tort. Niestety, zapomnieliśmy o świeczkach

A teraz z utęsknieniem czekamy na front, który ma przyjść jutro i mamy nadzieję na ochłodzenie.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Kocia sesja zdjęciowa / Mis gatas

Dziś efekt sesji zdjęciowej dwóch z trzech moich kotów - a dokładniej kocic. Trzeci - persica - nie pozowała, bo generalnie nie lubi tego, a poza tym kiepsko wygląda. Oto ciekawska Kita i leniwa Mietka.











wtorek, 16 sierpnia 2011

Wanda ma 75 lat / Colonia polaca Wanda festeja sus 75 años

Mas sobre la colonia polaca Wanda en la Republica Argentyna (Misiones) en castellano. Aca solo en polaco.

15 sierpnia Wanda, polska osada w argentyńskiej prowincji Misiones (na północy kraju) obchodziła swoje 75-lecie. Parę lat temu byłam w tym miasteczku, miałam okazję poczuć, co znaczy życie w polskiej osadzie na końcu świata, gdzie na każdym rogu widać ślady polskiej bytności. W związku z tą rocznicą, chciałam nieco opowiedzieć o okolicznościach pojawienia się Polaków w tym odległym zakątku Ameryki Południowej.

Generalnie można powiedzieć, że pojedynczy wychodźcy przybywali na tereny obecnej Argentyny już w pierwszej połowie XIX wieku (nie myląc ich z pierwszymi polskimi podróżnikami, którzy przyjeżdżali tu znacznie wcześniej). To właśnie w połowie XIX wieku zaczynają pojawiać się pierwsze polskie nazwiska, które następnie wielokrotnie przekręcane i zaadaptowane do fonetyki języka hiszpańskiego przetrwały do dzisiaj, nawet w rodzinach, które nie pamiętają swoich polskich korzeni. Emigracja do Argentyny znacznie ożywiła się po upadku powstania styczniowego (1864-1890). Znaczny jej procent stanowiła inteligencja (głównie z Kongresówki), w szeregach której można było spotkać wielu późniejszych żołnierzy wojska argentyńskiego, naukowców, profesorów, inżynierów i lekarzy.

Tropem pierwszych kolonizatorów czerwonej ziemi Misiones

 
Ok. 1890 roku wzmógł się napływ do Argentyny polskiej emigracji rolniczej i robotniczej. Odbywała się ona zarówno wprost z Europy, jak też z Brazylii, w której wcześniej już znaleźli się polscy wygnańcy, a niezadowoleni z warunków, jakie tam ich spotkały, szukali innej ziemi do osiedlenia. Ludność z Brazylii napływała głównie przez Urugwaj, w kierunku Montevideo oraz przez prowincje: Corrientes i Misiones.


Dalsze ożywienie emigracji polskiej do Argentyny nastąpiło po 1897 roku. Tym razem doszło do masowego exodusu rolników ze wschodniej Małopolski. Na wywołanie tego zjawiska wpłynęła z jednej strony tzw. „gorączka parańsko-brazylijska” z lat 1895/6, a z drugiej niezwykle intensywna agitacja niemieckich biur pasażerskich z Hamburga i Bremy. W listach rozsyłanych po całej wschodniej Małopolsce znajdowały się informacje, mające na celu jak najatrakcyjniejsze przedstawienie Argentyny, np. zachęcanie tanią ziemią, darmowym karczowaniem puszcz, darmowymi polowaniami i brakiem podatków. Łatwo się domyślić, że tysiące ludzi z nadzieją na wspaniałą przyszłość ciągnęły do Argentyny. Po przybyciu na miejsce najczęściej rzeczywistość okazywała się zupełnie inna niż ta, którą obiecywały niemieckie agencje. W miarę czasu zaczęły pojawiać się problemy z rozmieszczaniem napływającej ludności. Przybywający rolnicy zazwyczaj byli bez grosza przy duszy, przez co nie mogli zakupić ziemi, ani rozpocząć własnego biznesu. Inną barierą była nieznajomość hiszpańskiego, a na prowincji nie było tłumacza. Duże miasta takie jak Buenos Aires, Cordoba, Mendoza, San Juan czy Santa Fé szybko dosłownie „zatkały się”. Poza tym rozmieszczeni tam Polacy wciąż byli niezadowoleni i często prosili o przesiedlenie. Tymczasowo umieszczano ich z całymi rodzinami w tzw. hotelach imigrantów. Niestety, do portu w Buenos Aires wciąż przypływały nowe kontyngenty.

Podróżując po czerwonej ziemi prowincji Misiones


Na "tierra colorada" wszystko jest czerwone, nawet to co naturalnie nie jest czerwone
 

W takiej sytuacji Generalna Dyrekcja Imigracji wystosowała pismo do gubernatorów poszczególnych terytoriów i prowincji z zapytaniem o możliwości przyjęcia polskich wychodźców. Na prośbę odpowiedział jedynie gubernator terytorium Misiones - Juan José Lanusse. Zdawał sobie sprawę, że „materiał” z północnej Europy nie jest odpowiedni do przesiedlenia się do klimatu subtropikalnego, ale postanowił zaryzykować i przyjąć polskich rolników. W Misiones zajęto się nimi bardzo życzliwie i chyba jedynie dzięki tej życzliwości wszyscy od razu nie uciekli z czerwonej ziemi (zwanej tierra colorada). Polskie osady w Misiones zaczęły wyrastały jak grzyby po deszczu. Na początku XX wieku na całym terytorium pojawiło się wiele miasteczek o polsko brzmiących nazwach. Początki osadnictwa polskiego na tych ziemiach były niezwykle trudne. Przede wszystkim pod ziemię uprawną trzeba było wykarczować sporą część dżungli, która w klimacie subtropikalnym odradzała się w błyskawicznym tempie. Walczono nie tylko z egzotycznymi chorobami i dzikimi zwierzętami, nieznanymi zupełnie przybyszom z Polski, np. kajmany czy jaguary, ale i z wyjątkowo niszczycielskimi mrówkami, które potrafiły 3-4 razy do roku całkowicie zniszczyć pole. Polscy osadnicy byli jednak wytrwali i pracowici. Do dziś zachowały się opisy z wizytacji biskupich, w których Polacy określani byli jako szlachetny, pracowity i skromny naród, który wydarłszy puszczy ziemię na szerokich polach pobudował czyściutkie i malownicze chatki i kapliczki. Działalność Polaków u jednych wzbudzała zdumienie, u innych zazdrość. Jest to jednak dowód na rzeczywiście wielką pracę, jaką nasi rodacy wykonali dla rozwoju tej prowincji. „Polonizacja” Misiones postępowała szybko i pod koniec 1921 roku żyło tu już około 10 tys. Polaków. Jest to duża liczba, biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie w dużych miastach - skupiskach Polonii argentyńskiej (np.: Buenos Aires, Rosario, Santa Cruz, Rio Gallego) żyło 6 tys. Polaków. Ogólnie w całej Argentynie pod koniec 1921 roku mieszkało 32 tys. emigrantów polskich.


Gdy po pierwszej wojnie światowej powstało niepodległe państwo polskie, rząd udzielał pewnej pomocy koloniom w Misiones w zakresie zakładania szkół, a ponadto została powołana do życia „La compania colonisadora del Norte”, która miała zająć się racjonalnym rozdziałem ziemi i założeniem nowych kolonii. Niestety, kompania nie pracowała tak, jak powinna, jej majątek niespodziewanie ulotnił się w nieznanym kierunku i w efekcie powstały tylko dwie kolonie: Wanda i Polana.

 Hala sportowa w Wandzie
 
 Miejsce, gdzie mieszkałam w Wandzie, widok o poranku

Nad dachami Wandy, widok z "mojego" mieszkanka 

Społeczność polonijna na głównym placu - Paseo Republica de Polonia - w Wandzie


Kolonia Wanda powstała w 1936 roku (na fali tzw. drugiej emigracji 1920-1939, trzecia emigracja datowana jest na lata 1946-1950), ale jej historia rozpoczęła się już w 1933 roku, kiedy przybyli tu pierwsi Polacy, uciekający przed drugą wojna światową. Nazwa osady została nadana na cześć starszej córki marszałka Józefa Piłsudskiego. Pierwszym administratorem kolonii był José Orlikowski, a dyrektorem Juan Sikora. Wśród pierwszych polskich osadników znalazły się rodziny: Kotur, Jeleń, Grudniewski, Wiesa i Cieslar. Na początku lat 40. zebrała się pierwsza komisja ds. budowy polskiego kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej. Juan Dzwoner i Francisco Firka przekazali pod budowę kościoła część swoich działek, tzw. chacras. Dzięki ofiarności wielu Polaków z Wandy kościół wybudowano, a pierwsza msza została odprawiona w 1945 roku. Kościół stoi do dziś i wśród potomków polskich osadników nazywany jest „Częstochową”. W Wandzie działa silny ośrodek polonijny, czego sama doświadczyłam (mam na myśli niezwykłą gościnność). Natomiast poza Misiones osada znana jest przede wszystkim jako miejsce wydobycia kamieni szlachetnych, głównie ametystów, znajduje się tu kilka kopalń, których właścicielami są oczywiście potomkowie polskich osadników.

Kościół Matki Boskiej Częstochowskiej w Wandzie



 
Kopalnia kamieni szlachetnych w Wandzie



Na zakończenie tej opowieści chciałam dodać, że całe Misiones to wielki tygiel międzynarodowy. Są tu imigranci z najdalszych rejonów świata. Nie dziwota więc, że imigrantami Misiones żyje i co roku, we wrześniu, przez kilka dni odbywa się tu wielkie święto – Fiesta Nacional del Inmigrante w miejscowości Oberá. Miałam przyjemność wziąć udział swego czasu w tej fieście, ale o tym kiedy indziej.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Słonecznikowy las / El bosque de los girasoles

Na ostatnim grzybobraniu trafiliśmy na wielkie pole słoneczników rozciągające się przy lesie. Te wielkie, soczystożółte łby słonecznikowe robiły wrażenie na tle lazurowego nieba. Jak na pocztówkach. Przypomniała mi się Umbria, gdzie swego czasu byliśmy na wakacjach. Tam też dominowały wzgórza porośnięte słonecznikami, całe hektary, po horyzont.