poniedziałek, 19 września 2011

O północy w Paryżu

Wreszcie udało mi się wyskoczyć na najnowszy film mojego ulubionego reżysera  - Woody’ego Allena O północy w Paryżu (Midnight in Paris). Szłam z duszą na ramieniu, bo słyszałam różne opinie. Ale wyszłam absolutnie zachwycona, kolejne arcydzieło w wykonaniu mistrza! Film rozpoczyna się malowniczą podróżą ulicami Paryża widzianymi oczami człowieka, kochającego to miasto. I aż trudno uwierzyć, że film nakręcił mieszkaniec Nowego Jorku, mało tego, uważający właśnie Nowy Jork za najpiękniejsze miasto na świecie. A tu zaskoczenie, Paryż pokazany przez Woody’ego Allena jest piękny, gustowny, subtelny, tajemniczy, malowniczy, pełen barw jak obrazy Moneta i pełen energii jak artystyczna bohema lat 20. ubiegłego stulecia. Nie jest snobistyczny, nie jest nudny, nie jest kiczowaty. To nowe oblicze Paryża sprawiło, że nagle poczułam ochotę tam znowu pojechać, choć często narzekałam, że Paryż jest brudny i pełen turystów. Jak zwykle, Woody Allen poświęcił swoje dzieło relacjom międzyludzkim. Tym razem pokazał, jak trudno ludziom się dobrać, że czasami nie wystarczą wspólnie spędzone lata. Ludzie tak naprawdę oceniają się zbyt powierzchownie, robiąc sobie tym samym krzywdę. Warto zatem z dystansu spojrzeć na związek, bo może się okazać, że tak naprawdę jesteśmy dla siebie obcy. Innym problemem poruszonym przez reżysera jest sentyment do minionych czasów/epok i niemożność znalezienia się w czasie współczesnym. Według Allena, każdy czas jest dobry, zawsze jest w nim coś pięknego, fenomenalnego, nie warto wyłącznie żyć przeszłością, bo można stracić coś cennego, co niesie teraźniejszość. Jeśli dodać jeszcze, że widzowi towarzyszy przepiękna muzyka, świetna gra aktorska (szczególnie Owena Wilsona) i dowcip w stylu Woody’ego Allena, to można ten film nazwać wydarzeniem co najmniej roku. Absolutnie polecam! I powiem jeszcze jedno… gdy skończył się film i zaczęły lecieć litery ludzie nie wstali z miejsc, tylko jak zaczarowani słuchali muzyki. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Widać publiczność chodząca na filmy Woody’ego Allena też jest wyjątkowa. 

 

4 komentarze:

Mażena pisze...

Idę na ten film /a raczej próbuję/, odkąd się pojawił. Nazwisko reżysera nie zawsze daje gwarancję, miałam wątpliwości
A teraz już wiem! Pozdrawiam

zberek pisze...

Miałam to samo z widownią :) Akurat oglądałam ten film w Poznaniu. Kilka słów na jego temat u mnie:)
http://esy2floresy.wordpress.com/2011/08/28/mistrzyni-w-paryzu/

Zgrane Małżeństwo pisze...

A tu nasza recenzja: http://zgranemalzenstwo.blox.pl/2011/11/O-polnocy-w-Paryzu-Midnight-in-Paris.html
Zgrane Małżeństwo ;)

Anonimowy pisze...

Film na www.chomikuj.pl/meti-FILMY-mega