poniedziałek, 12 września 2011

Pokolenie bezkręgowców

Mimo że wciąż czuję się młodo, rocznik zobowiązuje, więc będę przemawiać jako wapniak. Gdy byłam w szkole (czyt. podstawówka, liceum) podstawą egzystencji mojego pokolenia było buntowanie się. Zachwycałam się poezją romantyczną, bo tyle było w niej buntu, negacji zastanej rzeczywistości, walki z tym, co moje pokolenie uznawało za zło i wyśmiewania postaw konformistycznych. Czułam się dumna, że jestem indywidualistką, jak wielu z mojego pokolenia i gdy czytałam o Japończykach, którzy uznawali indywidualizm za postawę niepożądaną, to uważałam ich za kosmitów. Jak można nie mieć własnego zdania?! Nie bronić go?! To pozornie głupie pytania, ale tymczasem, niepozornie, kuchennymi drzwiami, na scenę wkroczyło pokolenie, które uznaje indywidualizm i posiadanie własnego zdania za przeżytek. Skrajny materializm doprowadził młodych ludzi do wyzbycia się poczucia własnej wartości. Tak, wbrew pozorom, tak właśnie jest. Bo jeśli ktoś nie potrafi być sobą, nie chce być sobą i dla pieniędzy (zresztą marnych) chętnie wyzbywa się własnego zdania, to jest dla mnie moralnie nie do przyjęcia. Zdecydowanie bardziej wolę ludzi mających nawet odmienne zdanie, ale mających je, niż tych, którzy są jak gluty na ścianie – płyną tam, gdzie ich wyplują. Od pewnego czasu bardzo dotkliwie odczuwam natężającą masę takich ludzi, których na potrzeby tego tekstu nazwałam bezkręgowcami. Ta masa mnie obezwładnia, że czasami odechciewa mi się żyć. Manekiny bez twarzy, z pustką w oczach, bezwolni, glutowaci. Ktoś mógłby się zapytać, dlaczego mi to przeszkadza. Odsyłam zatem do „Sklepów cynamonowych” Brunona Szulca. Dla tych, którzy nie czytali, manekiny to nie ludzie, to puste kukły, które można ustawić tam, gdzie się chce, zrobić z nimi, co się chce. Nie mają duszy, własnego zdania, nie są nic warte. Można nimi manipulować, rządzić, wykręcać ręce, wydłubać oczy, włożyć śmieszny kapelusz na głowę, albo… ją w ogóle urwać. Gdybym kogoś zapytała: czy chciałbyś, żeby wydłubali ci oczy albo urwali głowę, to pewnie ten ktoś uznałby mnie za szurniętą, a przecież codziennie pokolenie 20- i 30-latków godzi się na to bez szemrania. Łykają papkę laną przez telewizor, chłoną substytuty wolności, które oferuje im internet i portale społecznościowe, a każdy z nich ma kaganiec na twarzy. Poruszam się pomiędzy nimi i mam wrażenie, że żyję w matriksie. Każdorazowo, gdy mówię własny głosem, gdy okazuję, że nie boję się mówić tego, co myślę, reagują na mnie alergicznie: od złośliwego prychnięcia po agresywną wściekłość. Jestem postrzegana jako nienaprawialna wariatka, bardzo szkodliwa, którą trzeba odciąć od wpływu na rzeczywistość bezkręgowców (bo przecież bezkręgowców nie wolno budzić z letargu). To jest poniekąd trudne, bo jak się pracuje w mediach, to trudno taką osobę całkowicie obezwładnić. Może i w świecie bezkręgowców żyje się beznadziejnie, ale mimo wszystko czuję się wolna i chodzę z podniesioną głową. Nie zazdroszczę im niczego, bo ja nigdy nie sprzedałabym się za milczenie i udawanie, że czarne jest białe. Oczywiście boli, że człowiek jest niedoceniany, ale… zawsze mogę zamknąć oczy i wtedy widzę moją Patagonię.:-)

14 komentarzy:

Wojtek pisze...

No nieźle Cię ktoś wkurzył.

Nomad pisze...

Popieram. Gdzie te punki i popersy czy jak ich tam zwał? W mojej szkole każdy kimś był. Należał do jakiejś nieformalnej grupy. A teraz nic - wszyscy na facebooku! Czego komunizm nie dokonał, udało się komercjalizacji. A "sklepy cynamonowe" czekają w kolejce, ale teraz przeskoczą parę oczek.

recoleta pisze...

A wyobraźcie sobie, że nikt mnie nie wkurzył. To po prostu efekt ostatnich przemyśleń i obserwacji. Rosło we mnie i w końcu nadałam temu kształt.

recoleta pisze...

To nie chodzi o samego facebooka, czy portale społecznościowe. Po prostu ludzie pozbawili się osobowości. Każdy jest taki sam, ludzie tak samo się ubierają, wszyscy jeżdżą na wakacje do Egiptu albo Tunezji, czytają Paulo Coelho'ego - tak samo myślą. Jest to męczące. Wszystko, co oferują sklepy i media jest skierowane do mas, nie do indywidualistów. Nie da się czytać prasy, oglądać telewizji, bo wszystko jest strasznie puste i bez treści. Oczywiście jest jakaś nisza - tetry, kina studyjne, ambitna literatura, ale gdy czasami idę na wywiad i spotkam ciekawego, mądrego człowieka, to mam ochotę słuchać go kilka godzin. Bo to rzadkość. Zazwyczaj rozmawiam z ludźmi, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Nomad pisze...

Do pewnego czasu na spotkaniach ze znajomymi czy nawet z rodziną usiłowałem poruszać "jakieś" tematy. Zwykle były kwitowane żartem. To taka obrona jak ktoś nie rozumie. To wcale nie były jakieś trudne tematy. Film, nie serial na "M" Przeczytana książka. Parę lat temu dałem sobie spokój i komentuje pogodę lub przytakuje w rozmowie o polityce - przytakiwać jest bezpieczniej.

Wojtek pisze...

No, ale z tym właśnie bezpiecznym przytakiwaniem Agnieszka tu walczy.

Nomad pisze...

Miałem troszkę co innego na myśli. Chodzi o to, że wdawanie się w dyskusje polityczne kończy się zwykle kłótnią i końcem dyskusji. A ja raczej jestem obojętny politycznie i takie dyskusje mnie kompletnie nie interesują. Po prostu nie mam zdania.

Jerry pisze...

No coz, materializm jaki zapanowal po zmianie ustroju musial zrobic swoje. Pieniadze i to wszystko co mozna za nie kupic, zjesc i zobaczyc oslabily (mysle ze jednak tylko na pewien czas) potrzebe indywidualizmu.
Dajmy sie ludziom nacieszyc zyciem doczesnym, bo tak bardzo im tego brakowalo w minionej epoce, a potem zobaczymy, ze z tych bezkregowcow zaczna sie wylaniac inne gatunki. To tylko kwestia czasu.

Nomad pisze...

To nie tylko nasza przypadłość. Ten robak toczy cały świat. Taki rysuje się obraz przyszłych społeczeństw. Morze jednakowych, karmionych papką z TV. I niewielu indywidualistów. W takim morzu łatwiej się wyróżnić, ale i łatwiej ukryć. Polecam "Numer" Wolskiego a jeszcze lepiej "Limes Inferior" Zajdla. Choć z drugiej strony jak poznać bliżej jakiegokolwiek "jednakowego" okazuje się indywidualistą. Ja mimo wszystko jestem zdania, że tak wewnętrznie każdy jest bardo bogaty, tyko trzeba odpowiedniego klucza aby go otworzyć. Problem w tym, że właśnie klucznicy starają się wszystkie klucze zniszczyć.

marko pisze...

wkurzyl to moze malo powiedziane ale papka o której mowa ma się calkiem niezle, tymczasem uległość mierność ale wiernosc nadal w cenie, czy już czas, jeszcze nie czas, jak w reklamie i wszystko na swoim miejscu!

recoleta pisze...

Ale pokolenie 20- i 30-latów nie pamięta/nie zna czasów słusznie minionych. Oni biorą to, co im się daje. Tak naprawdę pokolenie pamiętające te czasy zachowuje się znacznie bardziej statecznie, a przecież to właśnie ono miałoby największe prawo do cieszenia się wolnością. Zresztą o jakiej my mówimy wolności? Jesteśmy przywiązani do komputerów, komórek, laptopów, kart kredytowych, kart lojalnościowych, itp. Nie mamy wolnego czasu, bo marnujemy go "klepiąc" w klawiaturę komputera, zazwyczaj bez sensu: sprawdzamy pogodę (a przecież można wyjść z domu i zobaczyć), sprawdzamy co, kto napisał (po co, skoro nie rozmawiamy ze sobą). Kultura centrów handlowych też nas zniewoliła. Polujemy na promocje i kupujemy masę niepotrzebnych rzeczy. Obrastamy górami, które zaczynają wypełniać wszystkie zakamarki domu. Rzeczy pozornie zapełniają pustkę w naszym życiu. A przecież jeszcze nie tak dawno temu, tak niewiele było nam potrzebne do życia: szary papier toaletowy, wakacje na Mazurach (zresztą najlepsze, jakie miałam w życiu), magnetofon kasetowy marki Grundig i sobotnie wydanie Listy Przebojów Programu Trzeciego.:-)

Mażena pisze...

Mam 50 i zaczęłam zastanawiać się nad podobnymi obserwacjami. W moich szkołach indywidualność to niepokorność ba niegrzeczność, wobec starszych. To brak szacunku. Komercja, wszech ogarniająca papka, powoduje, że ludzie są nie słowni. Słowo stało się czymś mało ważnym Trudno rozmawia się z człowiekiem, który nie chwyta żartów, analizuje bzdety. Prymitywne testy kreujące zwycięzców, niszczą indywidualność i mądrość. Spryt staje się arogancją. Arogancja porządkiem. infantylność staje się empatią. Pozostaje otwartość na ludzi i dystans do siebie!

oonu pisze...

czytając ten wpis, ubolewam nad tym, że nie urodziłam się te 15-20 lat temu.. Zgodzę się, że większość ludzi się ujednolica, dostosowuje i traci osobowość. Ale jednocześnie, wydaje mi się, że to wcale nie jest reguła. Przecież najważniejsza jest wolność.. Tak było, w większość jest i mam nadzieję, że pozostanie..

Nomad pisze...

Oczywiście, że nie wszyscy. Sam mam szczęście pracować w większości z osobami dwukrotnie młodszymi ode mnie. Są wyjątkowymi osobami. Chodzi o to, że my wapniacy obserwujemy złą tendencje i nad tym ubolewamy. A fakt faktem, że czym lżejsze czasy, to mniej ambitni ludzie.

PS. Ja natomiast ubolewam nad tym, że nie urodziłem się 10-15 lat później :) Czasy które idą, przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Przynajmniej pod względem technologi.