środa, 7 grudnia 2011

Snuję plany wakacyjne

Za oknami bura jesień, a dużymi krokami nadchodzi zima, a ja snuję plany wakacyjne. Wpadliśmy ostatnio na absolutnie wariacki pomysł, ale może zacznę od tego, że od wielu lat kołacze mi się po głowie inny kierunek moich wakacyjnych peregrynacji, a mianowicie Wschód. Jako że moje korzenie gdzieś tam na Wschodzie są umiejscowione, więc często myślałam o wybraniu się śladami przodków. Bardzo spodobały mi się wakacje w Świętokrzyskim, gdzie też podążałam śladami moich dziadków i pradziadków. A zatem przyszłoroczne wakacje mają przebiegać głównie śladami Trylogii Sienkiewiczowskiej. No więc wszystko już jasne - Ukraina. Nie wiem, co z tych planów jeszcze wyjdzie, ale na razie pomysł jest taki: wyjazd samochodem, niezorganizowany (to znaczy nie przez biuro podróży, tylko samodzielny), namiot. Droga ma przebiegać docelowo do Odessy, być może (jak starczy sił, pieniędzy i czasu) Krym. Po drodze chciałabym odwiedzić takie miejsca jak: Lwów, Kamieniec Podolski, Drohobycz, Truskawiec, Bar, Czortków. Może też "zjazd" do Mołdawii, do Kiszyniowa, ale tu się nie upieram. W drodze powrotnej myślałam o północnej Rumunii i Bukowinie. W dużych miastach planuję noclegi w hostelach, polskich klasztorach lub u ludzi na kwaterach, na "dzikich stepach" w namiocie (niestety, nie ma za bardzo kampingów, ale powszechne jest rozbijanie się w ogródkach u ludzi). Zaczynam przeglądać blogi osób, które w ten sposób podróżowały. Da się. Nie jest tak niebezpiecznie, jak się powszechnie uważa, jedyne co doskwiera to łapówki wymuszane przez milicję. Wiele osób bardzo narzeka na jedzenie, zatem zamierzam zabrać z Polski wszystko, łącznie z własnym gazem i sprzętem do gotowania, czyli garnki i patelnie. Na miejscu można kupować jedynie chleb i jajka. Benzyna na Ukrainie jest znacznie tańsza niż w Polsce, więc mam nadzieję, że uda się dojechać jak najdalej, czyli do Krymu. No i jak Wam się podoba taki pomysł?

 Krym (foto zaczerpnięte z internetu)

7 komentarzy:

Wojtek pisze...

Opowiadając na pytanie - pomysł taki trochę studencki, ale może być pamiętany przez całe życie ;-)
Ja będę na wiosnę kilka dni na Ukrainie, m. in. w Truskawcu, Samoborze i okolicach, to Ci napiszę jak tam jest

Krystyna pisze...

A ja już teraz Ci napiszę - puknij się. Przyjdź do naszego kolegi W.B. to Ci powie dlaczego. Jeździ ciągle do Odessy, do rodziny.

recoleta pisze...

Też mi wszyscy mówili, żebym się puknęła, jak pierwszy raz jechałam do Argentyny. Że dzicz, że mnie zamordują, że mnie okradną, że dzikie zwierzęta itp. Przeżyłam, mało tego wróciłam tam jeszcze kilka razy i do tego bardzo mi się podobało. Chcę zobaczyć Ukrainę, zanim wkroczy tam Europa z całym swoim "dobrodziejstwem".

Monia pisze...

Pomysł ciekawy :)
Sama też siedzę i obmyślam już wakacje. Widać, ta pora roku tak ma :)

Czmiel pisze...

Widzę, że nie tylko my jeździmy często z własnym jedzonkiem ;-) Pomysł ciekawy, a mi się wciąż uparcie marzy odwiedzenie kolegi poznanego na couchsurfing.com w Portugalii!
Powodzenia :-)


Pozdrawiam serdecznie,
Czmiel

marko pisze...

Troche w tym adrenaliny, szalenstwa i ryzyka z miejscem zwiazanego, ale tym bardziej dzieki temu pomysl ciekawie sie zapowiada!!!

abs pisze...

Z mojej strony baaaardzo polecam. Szczególnie Krym, bo tam spędziłam 2 tygodnie. Jechaliśmy pociągiem do Symferopolu, a później marszrutką do Jałty, więc trochę inaczej, ale z jedzeniem nie było najmniejszego problemu, bo babuszki na każdej stacji raczyły nas pierogami, owocami i piciem. A z tego co widziałam, to spokojnie można się zaopatrzyć w przydrożnych straganach w różne owoce i warzywa. I również przy drodze ludzie oferują swoje domy i ogródki jako noclegi :)