czwartek, 9 lutego 2012

Nie płakałam po Szymborskiej

Po pierwsze, nie mam w zwyczaju manifestowania moich skłonności - ani politycznych, ani religijnych, ani światopoglądowych. Zazwyczaj zachowuję to dla siebie. Nie oflagowuję się w stylu "jestem z pokolenia JPII", "Nie dla ACTA" czy "Śląsk dla Ślązaków". Jednak od paru dni szarpie mnie w środku. Postanowiłam to wylać z siebie, mimo iż pewnie narażę się wielu osobom. Do napisania tego postu skłoniły mnie następujące przyczyny. Przede wszystkim ogólnopolska żałoba narodowa po śmierci Wisławy Szymborskiej, przejawiająca się w nagminnym wydawaniu specjalnych dodatków do gazet, poświęconych poetce, czytaniu jej wierszy na antenie mojej ulubionej "Trójki", czy tak jak dziś, nadawaniu "żałobnych pieśni" (jako że dzisiaj jej pogrzeb). Ja rozumiem, że wiele osób ją lubi, ja też. Nie mam do niej uczucia nienawiści, tylko dlatego że napisała zgrabny wierszyk o Stalinie. Kompletnie mnie to nie rusza. A to dlatego że Szymborska nie jest dla mnie autorytetem moralnym, który faktem sklecenia takiego wiersza, miałaby mnie głęboko zszokować. Szymborska nie jest też dla mnie bohaterem narodowym, zresztą niby dlaczego miałaby być?! Jej wierszyki są miłe dla uszu, sympatyczne, niektóre zawierają ciekawe metafory, porównania i spostrzeżenia natury życiowej, ale nic poza tym. Dla mnie poezja Szymborskiej nie jest wielka i nie zasłużyła na Nagrodę Nobla. Fantastyczny felieton na ten temat napisał Łukasz Warzecha na swoim blogu, przy okazji gorąco polecam. Doskonale oddaje to, co ja czuję w tej materii. Dla tych, którzy nie mają ochoty go przeczytać... autor nazwał jej postawę jako "męczeństwo na pluszowym krzyżu", "jej wyborem była również ucieczka w przyjemne i bezpieczne regiony absurdu", a w jego odczuciu Szymborska "była w swojej twórczości banalistką". Nic dodać, nic ując tym stwierdzeniom. Łukasz Warzecha przypomina również, że po śmierci Jana Pawła II liderzy lewicowej opinii lansowali się w koszulkach z napisem „Nie płakałem po papieżu”. Zastanawia się, co by było, gdyby ktoś z "celebrytów" pokazał się w koszulce z napisem „Nie płakałem po Szymborskiej”. Według niego, tak się nie stanie, bo powszechnie uznano by, że to "skandal, chamstwo, wyraz braku tolerancji, nacjonalizmu, jeśli nie faszyzmu i czego tam jeszcze". Też tak uważam, w tym dziwnym kraju wolno obrażać papieża, "moherowe berety" czy "obrońców krzyża", ale żeby podnieść rękę na świętość w postaci polskiej noblistki... o co to, to nie! Więc żeby nie było wątpliwości, składam wyrazy współczucia rodzinie i przyjaciołom poetki, ale dla mnie była poetką przez małe "p" i nie zasłużyła na żałobę narodową. To wszystko.



4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dla Pani nie była wielką poetką, a dla wielu była. Oni wyrażają swój żal i mają do tego prawo. Nie ma człowieka po którym wszyscy płaczą, ale jest kwestią wrażliwości i kultury jak się reaguje na czyjąś żałobę. Szczególnie, gdy się jej nie podziela albo nie rozumie.

recoleta pisze...

Ależ ja nikomu nie odbieram prawa do żałoby po Szymborskiej! Szanuję smutek ludzi, którzy podziwiali tę poetkę. Zwróciłam tylko uwagę na fakt, że gdy parę lat temu jedni opłakiwali papieża, inni ostentacyjnie wkładali koszulki z napisem "nie płakałem po papieżu", gdy "moherowe berety" płakały po prezydencie, inni ich wyśmiewali. Zwróciłam uwagę na fakt, że w tym kraju bardzo ostro widać prawdziwość stwierdzenia, że "punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia". Ja dziś nie założyłam koszulki z napisem "nie płakałam po Szymborskiej", ale chciałam zauważyć, że nie cały naród uważał ją za wielką poetkę, chociaż wczoraj dowiedziałam się z TVN, że owszem - cały. Ja też jestem przedstawicielką tego narodu, a ktoś wypowiedział się w moim imieniu.

muzotok pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Ola pisze...

osobiście jestem fanką poezji Szymborskiej i z uwagi na to ,że była laureatką nagrody Nobla, co postawiło ją wysoko biorąc na tapetę cały nasz ziemski glob, nie dziwię się ,że w ten sposób jest to wszystko obchodzone, manifestowane. Sama nie płakałam ani nie stawiałam wirtualnych zniczy na portalach społecznościowych, bo uważam (jako katoliczka) że najodpowiedniejszym czynem w takiej sytuacji jest modlitwa. Nadal lubię ją cytować, jak dawniej. Pierwszy raz spotykam się z opinią taką jak Twoja i w pewnych kwestiach się z nią zgadzam.
Ciekawy blog.
zapraszam na www.muzotok.blogspot.com
pozdrawiam,
Ola