środa, 15 lutego 2012

Zmiana wizerunku Katowic i Śląska

Od pewnego czasu Katowice są wielkim placem budowy i nie mówię tylko o haniebnej demolce, jaką uczyniono dworcowi głównemu, równając go z ziemią (a nawet schodząc kilka pięter niżej).  W okolicach "Spodka", na terenach po kopalni "Katowice" trwa budowa gmachu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia oraz nowej siedziby Muzeum Śląskiego. Niedługo z powierzchni zniknie rzeczywiście paskudny budynek byłego Pałacu Ślubów (już rok temu został przeprowadzony do pięknie wyremontowanej kamienicy - willi Goldsteinów przy pl. Wolności). Niedługo ruszą prace nad przebudową katowickiego Rynku (niestety, projekty nie są powalające). W centrum powstaje Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka. Ma to być jedna z najnowocześniejszych bibliotek w Europie, tzw. biblioteka hybrydowa. Z informacji zaczerpniętych z projektu można dowiedzieć się, że budowa tych obiektów odpowiada polityce rozwoju województwa śląskiego i strategii rozwoju Katowic do 2020 roku, zakładającym przemianę stolicy Górnego Śląska z ośrodka przemysłowego w ośrodek usług wyższego rzędu (cokolwiek to oznacza), w tym świadczonych dla gospodarki opartej na wiedzy. Rok temu Katowice ostro walczyły o prestiżowy tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016... nie udało się. Przegraliśmy z Wrocławiem. Jednak gołym okiem widać, jak znikają z panoramy miasta poszczególne kopalnie i huty. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Na pewno pojawiają się liczne pytania: co z ludźmi, którzy w tych kopalniach i hutach pracowali całe życie, co z terenami i całą infrastrukturą pokopalnianą i pohutową, co w zamian za to i to, co mnie szczególnie interesuje - czy Polska nie potrzebuje już węgla i stali? Zaangażowałam się ostatnio w poruszanie tego typu tematów w moich artykułach, bo Śląsk zmienia się na moich oczach i nie zawsze te zmiany idą w dobrym kierunku. Żeby była jasność, ja lubię zieleń i pewnie nie miałabym nic przeciwko, żeby mieszkać w jakimś urokliwym miejscu. Ale mieszkam od urodzenia na Śląsku. Niepokoi mnie, jak widzę wyludniające się dzielnice, które kiedyś tętniły życiem, bo zawsze jest to pytanie o człowieka. Nie mam nic przeciwko kulturze i bardzo mocno trzymałam kciuki za Katowice w zmaganiach o ESK 2016. Mało tego, uważam, że to niesprawiedliwość, że Katowice nie otrzymały tego tytułu i najbardziej ze wszystkich miast zasłużyły sobie na niego. Jednak wciąż pytam, czy wymordowanie przemysłu i kopalni na Śląsku jest słuszne? Czy musimy się tak uzależniać od energii pochodzącej z różnych dziwnych i niepewnych źródeł, skoro pod Śląskiem kryją się jeszcze miliony ton węgla? Tak, wiem... teraz panuje nowy trend - przestawianie się na źródła odnawialne. Ale po pierwsze, coraz głośniej się mówi, że zmiany w klimacie wcale nie wynikają z działalności człowieka (w przynajmniej nie w takim stopniu, jak się powszechnie jeszcze do niedawna uważało), a po drugie - po co budować nową infrastrukturę dla tak niepewnych źródeł energii, skoro kopalnie stoją, a pod nimi leżą tony węgla? Zresztą chyba nie tylko ja sobie zadaję to pytanie i mam wątpliwości, bo jak się okazuje, w ostatnim czasie przywrócono do życia kopalnię, zamkniętą parę lat temu, a są plany co do kilku innych. Uważam, że obecność kopalń wcale nie przeszkadza obecności instytucji kultury i nauki, więc nie do końca rozumiem to pospolite ruszenie, aby na siłę zmieniać Katowice w ośrodek "usług wyższego rzędu" (tak jakby obecność kopalń w mieście była dla Katowic hańbą!). Bo samą kulturą nikt nie wyżyje, a Śląsk dotąd był bogaty właśnie dzięki węglowi i przemysłowi. Wycięcie w pień przemysłu spowoduje jedynie biedę i bezrobocie, co zresztą właśnie się dokonuje. A kultura i tak jest mało dostępna dla przeciętnego mieszkańca Katowic/Śląska, bo jeśli bilet do teatru kosztuje 45-65 zł, to nie wiem, którą rodzinę stać na to, aby nawet raz na jakiś czasu zafundować sobie taką atrakcję. Ja się ponadto pytam, czy ten "wyższy rząd usług", to ma być wybudowanie w centralnym miejscu Katowic - na pl. Szewczyka (dawny teren dworca autobusowego) - szpetnego hipermarketu ze szkła i metalu wciśniętego między secesyjne kamienice?! Czy może zamknięcie ruchu drogowego na niemal wszystkich ulicach centrum i wyłożenie ich obrzydliwą kostką brukową w stylu podjazdu do garażu (nie mówię już o wyrżnięciu wszystkich drzew i krzewów) ?! Dla mnie to dorabianie filozofii, aby tym co się nie orientują zatkać usta.

 Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka przed otwarciem planowanym na wrzesień/październik 2012

 Te dwa zdjęcia zrobiłam rok temu w maju

   
Zdjęcia poniżej zrobiłam kilkanaście dni temu





5 komentarzy:

Krystyna pisze...

Pytać o to, to właśnie rola was dziennikarzy, ale czy ktoś wam odpowie. Już teraz Francuska jest jak wymarła. Pewnie chodzi o to aby handel, który wyniósł się do Silesii i innych hipermarketów wrócił do centrum. Podobny eksperyment był w samym centrum starego miasta Wrocławia, na Szewskiej pod uniwersytetem wstawiono szkaradną plombę - bar ze szkła i aluminium. Studenci przynajmniej mają stołówkę, a u nas nie ma.

recoleta pisze...

Taka szkaradna plomba jest też na pięknym rynku w Poznaniu.;-(

AsiaB pisze...

Mieszkam w Siemianowicach obok Katowic. W Katowicach bywam prawie codziennie i przez wiele lat na prawdę można było zobaczyć wiele zmian w tym mieście.. Teraz czekam na nowy dworzec - zobaczymy :)

recoleta pisze...

Tak w ogóle to mam poważne wątpliwości, czy coś takiego jak hipermarket może ożywić centrum miasta. Szczególnie jeśli będzie "przedłużeniem" dworca kolejowego. Tak mi się wydaje, że raczej będzie rodzajem filtra i zatrzymywać ludzi z pociągu, ale tu pewności nie mam. Sugeruję się Złotymi Tarasami w Warszawie, które podobnie jak katowicki market znajduje się w pewnym sensie w połączeniu z dworcem centralnym. Wiele osób traktuje Złote Tarasy jako rodzaj poczekalni - ja też.

ania pisze...

czy wiesz kto rządzi w Siemianowicach?
odwiedź http://bogatyprezydent.pl