piątek, 30 marca 2012

Sesja fotograficzna z autorem "Korzeńca"

W zeszłym tygodniu pisałam o nowym trendzie literackim - powieści retro. Niedługo w mojej gazecie ukaże się wywiad z autorem Korzeńca, którą to książkę niektórzy już uważają za epopeję sosnowiecką. Na tę okoliczność spotkałam się ze Zbigniewem Białasem na sesji fotograficznej. Autor pokazał mi słynny kafelek, który był zaczynem powieści. Pan Białas przemierzał często ul. Żytnią w Sosnowcu i pewnego dnia zobaczył go w progu wejścia do kamienicy. Jego uwagę zwróciła nazwa "Sosnowice" (ale mieszkańcy Sosnowca doskonale wiedzą, że miasto kiedyś miało taką nazwę). Tak się zastanawiam, ile jeszcze takich ciekawostek, małych lub większych tajemnic kryje się w sosnowieckich podwórkach i korytarzach kamienic (zresztą nie tylko sosnowieckich). Warto dodać, że Korzeniec trafi w maju na deski Teatru Zagłębia, o czym można przeczytać na stronie internetowej: sosnowiec.naszemiasto.pl. Mam zamiar uczestniczyć w premierze.





sobota, 24 marca 2012

Po prostu Sławomir Mrożek

Dziś (a właściwie wczoraj, bo jest już po północy) do Katowic przyjechał człowiek-legenda. Przynajmniej dla mnie. Idol. Od czasów licealnych darzyłam go wielkim szacunkiem, a jego Tango zawsze było, jest i będzie jednym z moich ulubionych utworów, ale także - moim zdaniem - jednym z najważniejszych dzieł XX wieku. Dziś miałam zatem nie tylko ucztę fotograficzną, ale przede wszystkim ogromny zaszczyt. Po dzisiejszym dniu mogę jeszcze dodać, że to niezwykle skromny, pokorny i cierpliwy człowiek. Przyjechał z kilku powodów. Po pierwsze, Sławomir Mrożek otrzymał dziś tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Uroczystość odbyła się w Teatrze Śląskim im. St. Wyspiańskiego. Po drugie, po południu w jednej z katowickich księgarń podpisywał swoją najnowszą książkę - drugi tom Dzienników. I po trzecie, jutro w Teatrze Śląskim (Scena w Malarni) odbędzie się premiera sztuki Mrożka pt. Kontrakt, z jego udziałem oczywiście. Poniżej skromny wybór z ponad 900 zdjęć, jakie dziś wykonałam panu Sławomirowi Mrożkowi.
















niedziela, 18 marca 2012

Nowy trend - powieści retro

Mam wrażenie, że ostatnio pojawia się na rynku dużo powieści w stylu retro. To moda czy zmęczenie materiału? Pisząc "zmęczenie materiału", mam na myśli powieści, które zdominowały księgarskie półki na przełomie wieków (XX i XXI) oraz w pierwsze dekadzie XXI wieku. Cechą tych książek były: sensacyjne odkrycia, ale bardziej w stylu sci-fiction niż literatura faktu, wybuchy, pościgi w najnowszych modelach samochodów u boku pięknych kobiet. Zero prawdy, za to dużo nadmuchanej atrakcji a'la cyrk pcheł. Taka literatura nie przypadła mi do gustu. Mam tu przede wszystkim na myśli książki spod znaku "kodu czegoś tam", czyli pierwowzór - książki Dana Browna i hordy naśladowców (lepszych lub gorszych). Moim zdaniem motyw już się wyeksploatował. Ileż w końcu można wymyślić niesamowitych odkryć? Tymczasem na półki wolno, cicho i można powiedzieć, tylnymi drzwiami, zaczęły napływać książki, charakteryzujące się stylem z minionych epok, powieści (w tym kryminały) w stylu retro. Na naszym, polskim rynku chyba zapoczątkował ten rodzaj Marek Krajewski cyklem "Breslau" (Śmierć w Breslau, 1999; Koniec świata w Breslau, 2003; Widma w mieście Breslau, 2005; Festung Breslau, 2006; Dżuma w Breslau, 2007). Akcja toczy się w przedwojennym Wrocławiu, a głównym bohaterem jest policjant kryminalny Eberhard Mock. Jest zaprzeczeniem Jamesa Bonda - widocznie czytelnicy mają już dość nienagannie ubranych przystojniaków, którzy, oprócz licencji na zabijanie, mają licencję na wszystkowiedzenie. Mock jest alkoholikiem, miłośnikiem dobrego jedzenia i częstym gościem lokali o wątpliwej reputacji, w których korzysta z usług prostytutek. Jednak tłem ponurych zbrodni jest przedwojenny Wrocław, z całym swoim przedwojennym anturażem. Dla tych, którzy tęsknią za okresem rozkwitu polskich miast, to gratka. Kolejny cykl tego pisarza zaczyna się od książki Głowa Minotaura, 2009 (tam występuje zarówno "stary" bohater - Eberhard Mock, jak i nowy - Edward Popielski), a akcja toczy się we Lwowie i Katowicach oraz epizodycznie we Wrocławiu. A zatem bohaterem nowego cyklu z nowym detektywem jest piękny, polski, przedwojenny Lwów (Erynie, 2010; Liczby Charona, 2011; Rzeki Hadesu, maj 2012). 


Ciekawym przykładem  kryminału retro, osadzonego w historycznych realiach konkretnego miasta jest książka, która ostatnio robi furorę w mojej okolicy - Korzeniec Zbigniewa Białasa. Powieść została wydana całkiem niedawno - w 2011 roku. Jej akcja toczy się w latach 1913-14, w Sosnowcu - mieście, jak napisano w jednej z recenzji - będącym społecznym i obyczajowym tyglem rozwijającego się zagłębia przemysłowego i najdalej na zachód wysuniętym mieście rosyjskiego imperium naznaczonego zbliżającym się już rozpadem. Na kartach książki pojawiają się postaci znane z nazw ulic i obiektów sosnowieckich - Heinrich Dietel, czy miejsca, które istniały naprawdę: począwszy od dworców, poprzez redakcję „Iskry” przy ulicy Krzywej, pałac fabrykanta Dietla, przejście graniczne do Mysłowic, Trójkąt Trzech Cesarzy, restaurację „Victoria”, domy z kafelkami sygnowanymi „A. Korzeniec” na ulicy Żytniej i Iwangrodzkiej, itd. W powieści Białasa Sosnowiec to dynamicznie rozwijające się miasto, ulokowane na granicy trzech potężnych cesarstw w przededniu pierwszej wojny światowej; miasto, gdzie w związku z jego położeniem dochodziły do głosu różne sprzeczne interesy: Polaków, Niemców, Żydów i Rosjan; miasto mocno podzielone klasowo, a w dodatku tłumaczące istniejące dzisiaj podziały na linii Śląsk – Zagłębie.


Podsumowując, powieści retro wypełniają lukę, która pojawiła się na półkach księgarń. Luka ta powstała w wyniku kryzysu polskiej powieści, powieści historycznej, obyczajowej i kryminalnej. Wszelkie dotychczasowe próby ożywienia tego gatunku spalały na panewce. Być może kluczem do sukcesu jest właśnie zastosowanie nowego klucza - osadzenie akcji w czasach minionych, czasami w czasach pięknych, a czasami burzliwych. Jedno jest pewne - czytelnicy mają dość czasów współczesnych, pełnych niepewności, trudnych, w których głównymi motywami jest bezsensowna walka, czasami wojna na różnych frontach. Chcemy poczuć zapach kawy palonej w przedwojennych kawiarniach, stuku dorożek i detektywa w stylu Herkulesa Poirota. I to jest właśnie to, na co ja czekałam. Dlatego, w miarę wolnego czasu, pochłaniam te książki, bo za niczym tak nie przepadam jak za okresem przełomu XIX i XX wieku oraz międzywojniem (oczywiście moją największą miłością wciąż jest średniowiecze).

niedziela, 4 marca 2012

Pierwsze oznaki wiosny / Los síntomas primeros de la primavera

Sobotnie wczesne popołudnie spędziliśmy w okolicach Jaworzna. Udaliśmy się do centrum chińskiego w Jeleniu - mieliśmy w planach zakup paru drobiazgów. Chińskie centrum handlowe to trzy ogromne hale wypełnione po brzegi ciuchami, butami, torebkami i innymi dobrami. Po horyzont ciągną się stoiska i można dostać oczopląsu. Ceny hurtowe (kilkakrotnie niższe niż w tzw. normalnych sklepach) i zakup raczej też hurtowy, ale jak się ma w planach większe potrzeby, np. wymianę bielizny, to można się obkupić za grosze. Przyjęło się myśleć, że "chińszczyzna" jest marna. Może i jest, ale jest to też duże uogólnienie, bo generalnie wszystko obecnie jest marne. Zdarzyło mi się już niejednokrotnie kupić coś markowego, za duże pieniądze, a i tak rozleciało się w dość szybkim czasie. Tu przynajmniej płacę małe pieniądze. Zresztą jakość wcale nie jest taka marna. W centrum chińskim rzeczy są te same, co w markowych sklepach, tylko ceny niższe i trzeba kupić więcej sztuk, ale nie zawsze. Są takie boxy, gdzie można kupować na sztuki, albo małe opakowania. Zdjęcia robione komórką, więc znowu marne.



W drodze powrotnej zahaczyliśmy o zalew w Dziećkowicach. Pogoda był przepiękna, więc postanowiliśmy  sprawdzić, czy przypadkiem wiosna nie szykuje się do ataku. I faktycznie, są pierwsze oznaki - bazie - choć zalew wciąż zamarznięty, nawet wędkarze jeszcze siedzieli na lodzie i łowili na środku jeziora.




Wystarczyło kilka dni z temperaturą powyżej zera i już strzeliły pierwsze pąki


Te kropki, to wędkarze łowiący na lodzie

 Jednak to wszystko niebieskie, co wygląda na wodę, to gruba warstwa lodu. Po syberyjskich mrozach trochę potrwa, zanim się rozpuści.

sobota, 3 marca 2012

Dworzec PKP w Katowicach - aneks

Jeszcze dwa zdjęcia od ulicy Stawowej. Ta metalowa konstrukcja powstaje na miejscu byłego placu Szewczyka. Zdjęcia również wykonane komórką, w czasie "przelotu" przez centrum.