niedziela, 18 marca 2012

Nowy trend - powieści retro

Mam wrażenie, że ostatnio pojawia się na rynku dużo powieści w stylu retro. To moda czy zmęczenie materiału? Pisząc "zmęczenie materiału", mam na myśli powieści, które zdominowały księgarskie półki na przełomie wieków (XX i XXI) oraz w pierwsze dekadzie XXI wieku. Cechą tych książek były: sensacyjne odkrycia, ale bardziej w stylu sci-fiction niż literatura faktu, wybuchy, pościgi w najnowszych modelach samochodów u boku pięknych kobiet. Zero prawdy, za to dużo nadmuchanej atrakcji a'la cyrk pcheł. Taka literatura nie przypadła mi do gustu. Mam tu przede wszystkim na myśli książki spod znaku "kodu czegoś tam", czyli pierwowzór - książki Dana Browna i hordy naśladowców (lepszych lub gorszych). Moim zdaniem motyw już się wyeksploatował. Ileż w końcu można wymyślić niesamowitych odkryć? Tymczasem na półki wolno, cicho i można powiedzieć, tylnymi drzwiami, zaczęły napływać książki, charakteryzujące się stylem z minionych epok, powieści (w tym kryminały) w stylu retro. Na naszym, polskim rynku chyba zapoczątkował ten rodzaj Marek Krajewski cyklem "Breslau" (Śmierć w Breslau, 1999; Koniec świata w Breslau, 2003; Widma w mieście Breslau, 2005; Festung Breslau, 2006; Dżuma w Breslau, 2007). Akcja toczy się w przedwojennym Wrocławiu, a głównym bohaterem jest policjant kryminalny Eberhard Mock. Jest zaprzeczeniem Jamesa Bonda - widocznie czytelnicy mają już dość nienagannie ubranych przystojniaków, którzy, oprócz licencji na zabijanie, mają licencję na wszystkowiedzenie. Mock jest alkoholikiem, miłośnikiem dobrego jedzenia i częstym gościem lokali o wątpliwej reputacji, w których korzysta z usług prostytutek. Jednak tłem ponurych zbrodni jest przedwojenny Wrocław, z całym swoim przedwojennym anturażem. Dla tych, którzy tęsknią za okresem rozkwitu polskich miast, to gratka. Kolejny cykl tego pisarza zaczyna się od książki Głowa Minotaura, 2009 (tam występuje zarówno "stary" bohater - Eberhard Mock, jak i nowy - Edward Popielski), a akcja toczy się we Lwowie i Katowicach oraz epizodycznie we Wrocławiu. A zatem bohaterem nowego cyklu z nowym detektywem jest piękny, polski, przedwojenny Lwów (Erynie, 2010; Liczby Charona, 2011; Rzeki Hadesu, maj 2012). 


Ciekawym przykładem  kryminału retro, osadzonego w historycznych realiach konkretnego miasta jest książka, która ostatnio robi furorę w mojej okolicy - Korzeniec Zbigniewa Białasa. Powieść została wydana całkiem niedawno - w 2011 roku. Jej akcja toczy się w latach 1913-14, w Sosnowcu - mieście, jak napisano w jednej z recenzji - będącym społecznym i obyczajowym tyglem rozwijającego się zagłębia przemysłowego i najdalej na zachód wysuniętym mieście rosyjskiego imperium naznaczonego zbliżającym się już rozpadem. Na kartach książki pojawiają się postaci znane z nazw ulic i obiektów sosnowieckich - Heinrich Dietel, czy miejsca, które istniały naprawdę: począwszy od dworców, poprzez redakcję „Iskry” przy ulicy Krzywej, pałac fabrykanta Dietla, przejście graniczne do Mysłowic, Trójkąt Trzech Cesarzy, restaurację „Victoria”, domy z kafelkami sygnowanymi „A. Korzeniec” na ulicy Żytniej i Iwangrodzkiej, itd. W powieści Białasa Sosnowiec to dynamicznie rozwijające się miasto, ulokowane na granicy trzech potężnych cesarstw w przededniu pierwszej wojny światowej; miasto, gdzie w związku z jego położeniem dochodziły do głosu różne sprzeczne interesy: Polaków, Niemców, Żydów i Rosjan; miasto mocno podzielone klasowo, a w dodatku tłumaczące istniejące dzisiaj podziały na linii Śląsk – Zagłębie.


Podsumowując, powieści retro wypełniają lukę, która pojawiła się na półkach księgarń. Luka ta powstała w wyniku kryzysu polskiej powieści, powieści historycznej, obyczajowej i kryminalnej. Wszelkie dotychczasowe próby ożywienia tego gatunku spalały na panewce. Być może kluczem do sukcesu jest właśnie zastosowanie nowego klucza - osadzenie akcji w czasach minionych, czasami w czasach pięknych, a czasami burzliwych. Jedno jest pewne - czytelnicy mają dość czasów współczesnych, pełnych niepewności, trudnych, w których głównymi motywami jest bezsensowna walka, czasami wojna na różnych frontach. Chcemy poczuć zapach kawy palonej w przedwojennych kawiarniach, stuku dorożek i detektywa w stylu Herkulesa Poirota. I to jest właśnie to, na co ja czekałam. Dlatego, w miarę wolnego czasu, pochłaniam te książki, bo za niczym tak nie przepadam jak za okresem przełomu XIX i XX wieku oraz międzywojniem (oczywiście moją największą miłością wciąż jest średniowiecze).

2 komentarze:

Mażena pisze...

I co ważne dobrze się czyta tego typu literaturę, watek kryminalny dodaje kolorytu.
Można czytać o czasach, gdy nie było komórek!

Jerry pisze...

Z tego tez wzgledu bardzo dobrze czytalo mi sie ksiazke mojego ulubionego autora John'a Grisham'a - A painted house. http://www.jgrisham.com/a-painted-house/