niedziela, 15 kwietnia 2012

Nikogo nie interesuje przeszłość

Niedawno przeglądałam "Tygodnik Powszechny" [nr 16 (3275), 15 kwietnia 2012 r.] i zauważyłam coś dziwnego. Już same tytuły powinny mówić za siebie: "Rok 2050: świat stulatków...", "Historia jako piąte koło u wozu"... na każdej stronie autorzy artykułów zastanawiają się, co będzie - w przyszłości z emeryturami, co będzie w przyszłości z paliwami, co będzie w przyszłości z Kościołem... To oczywiście uogólnienia, jednak trudno niezauważyć, że wszyscy są skupieni na przyszłości. Politycy planują budżety, ministerstwa - reformy, my - prości ludzi - jedynie wakacje lub remont domu. A jednak wszyscy planują, zapominając, że przyszłość i tak jest inna niż zaplanowaliśmy. Jest takie dowcipne powiedzenie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach. Wszystkim wydaje się, że klucz do rozwoju i sukcesu leży w przyszłości, a według mnie, to nieprawda. Niczego nowego nie wymyślamy, wszystko już kiedyś zostało wymyślone i jedynie, co robimy, to udoskonalamy np. poprzez użycie lepszych materiałów. Przykładem niech będzie iPad czy tablet (przykład również zaczerpnięty z artykułu ze wspomnianego"Tygodnika Powszechnego"). Autor tekstu, Michał Kuźmiński, pisze: "Czym się różni iPad od mezopotamskiej glinianej tabliczki? To też  była płytka, w której wygniatało się znaki służące do komunikacji. Design pozostał taki sam, zmieniły się materiały i technologia". Czy inny przykład: "Lekkie jak skarpetka buty Nike  Flyknit wykonano techniką dziewiarską. Stara metoda okazała się nowoczesną technologią". Ludziom wydaje się, że to, co było, jest złe, albo przynajmniej gorsze od tego, co jest, a tym bardziej tego, co będzie. Dziś wielu przekonało się, że płyty CD wcale nie są takie idealne, a już na pewno nie są takie trwałe, jak płyty "czarne". Niedawno świat obiegła sensacja, że w zbiorach Edisona odnaleziono cylindry z nagraniami wynalazcy. Na jednym z nich zidentyfikowano głos Ottona von Bismarcka – zmarłego ponad 100 lat temu kanclerza Niemiec. Co prawda jakość nie jest najlepsza, ale i tak robi wrażenie. Naukowcy zadali sobie pytanie,  czy współczesne nagrania też byłyby w stanie przetrwać próbę czasu? Okazuje się, że nie. Aluminium używane zwykle do wyrobu płyt CD dość szybko się utlenia. Pokryte złotem płyty są może nieco trwalsze, za to znacznie droższe. Ale nawet i one, nie przeżyją zwykłej płyty winylowej. Myślę, że takich przykładów, na lepszą jakość tego, co pochodzi z przyszłości, można znaleźć znacznie więcej.

Jestem dziennikarzem, ale sama w sobie widzę przede wszystkim historyka literatury, specjalizującego się w literaturze wieków dawnych (średniowiecze, renesans, barok). Nigdy nie mogłam zgodzić się na określenie średniowiecza jako synonimu zacofania i braku wiedzy. Ci którzy tak twierdzą, nie mają wiedzy i nie są dla mnie ani warci uwagi, ani dyskusji. Mało tego uważam, że to właśnie średniowiecze jest tym okresem, które zbudowało fundamenty, a nawet filary, cywilizacji europejskiej. Dlatego razi mnie bezmyślne zapatrzenie w przyszłość i upatrywanie w niej odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nie sądzę, aby za sto lat ktoś potrafił odpowiedzieć na pytanie "dlaczego żyjemy?", "co jest po śmierci?" albo "czy Bóg istnieje?". W takich kwestiach - a przecież niezwykle istotnych, bo określających nasze człowieczeństwo - zawsze będziemy na równi z naszymi pradziadami z epoki kamienia łupanego. 

Jedna z tabliczek znalezionych w Ebli (Mezopotamia)

5 komentarzy:

Wojtek pisze...

tabliczki gliniane oferowały jedynie jednokierunkową komunikację, w przeciwieństwie do iPada ;-)

Rzeczywiście nie był on wynalazkiem a jedynie unowocześnionym pomysłem nad którym głowili się już wcześniej inni.
Np. czterdzieści lat wcześniej Alan Key na swoim dynabookiem.

recoleta pisze...

Chodzi o sam pomysł. A realizacje, to kwestia możliwości, jakie daje stan nauki w danym etapie dziejów człowieka. Jak na razie, mam wrażenie, że wszystko już dawno wymyślono.

Jerry pisze...

Hm...ale w sredniowieczu to ja bym juz nie zyl, bo wyrostek robaczkowy byl nieoperowalny. Chociaz slyszalem, ze kiedys mniej bylo chyba takich dolegliwosci, moze tez za przyczyna innego odzywiania sie.

Wojtek pisze...

Z tymi zachorowaniami w minionych wiekach, to było tak, że nikt się nimi nie przejmował, bo od wieków ludzie chorowali i umierali, dlatego też nikt nie robił statystyk w tym względzie, no i wygląda tak jakby wtedy nikt nie chorował ;-)
A prawda była brutalna. Umierało się na wszystko, nawet na chory ząb. Radzono sobie różnie np. poprzez rodziny wielodzietne, to był sposób na dochowanie się jakiegokolwiek potomka, bo droga tamtych dzieciaków ku dorosłości była długa i niebezpieczna.

recoleta pisze...

Ale też wydaje mi się, że ludzie mieli silniejsze organizmy. My obecnie jesteśmy strasznie wyjałowieni: antybiotykami, sztucznym jedzeniem, wszechotaczającą chemią, niezahartowani. Niewiele trzeba i zaraz kichamy, nie mówiąc już o alergiach. Może to brzmi brutalnie, ale lecząc się nieustannie, przekazujemy te chorowite geny następnym pokoleniom. Kiedyś, jak ktoś był chory - umierał, a "chory" gen razem z nim. Dziś, poprzez lecznictwo, dopuszczamy do przekazywania takich "chorowitych" genów dalej. Np. kiedyś osoba chora na raka po prostu szybko umierała, dziś leczy się ja, napromieniowuje, wali chemią, a po "wyzdrowieniu" ona np. się rozmnaża i taki skażony gen wędruje do następnego pokolenia. Tylko, żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. Ja nie nawołuję do nieleczenia chorych ludzi, tylko stwierdzam fakt.