piątek, 4 maja 2012

Opactwo benedyktynów w Tyńcu / Abadía Benedictina de Tyniec

Święto konstytucji 3 maja spędziliśmy w opactwie benedyktynów w podkrakowskim Tyńcu. Ostatnie upały tak dały mi w kość, że nie chciało mi się wychodzić z domu. Więc, gdy tylko temperatura nieco spadła, wybraliśmy się na małą wycieczkę. Jak się potem okazało, opadająca temperatura wynikała z nadciągającego frontu burzowego i zdjęcia, niestety, są nieco ponure.
Abadía Benedictina de Tyniec esta situado 12 kms desde Cracovia, en las riberas del Vístula . El monasterio es más antiguo en Polonia (proviene de XI siglo).

Opactwo w Tyńcu jest najstarszym z istniejących obecnie klasztorów w Polsce. Pierwsi benedyktyni przybyli tu około połowy XI w.

Badania jednak potwierdzają obecność osadnictwa na wzgórzu klasztornym i w jego okolicach już w I w. p.n.e. Ciekawostką na pewno jest to, że tereny te zamieszkiwała ludność pochodzenia celtyckiego
 
Pierwszym, który podał datę roczną - 1044 rok założenia opactwa był kronikarz Jan Długosz (zm. 1480 r.). Niestety, nie wiadomo, z jakiego źródła zaczerpnął tę datę. Najstarszy dokument tyniecki pochodzi z ok. 1124 roku
 
 Nie wiadomo też, kto założył opactwo tynieckie. Według Jana Długosza był to Kazimierz Odnowiciel. Ale są tez teorie, że dokonał tego Bolesław Szczodry

Centralnym miejscu wzgórza znajduje się kościół wznoszący się na romańskich fundamentach (z II połowy XI wieku). Zabudowania klasztorne pochodzą z przełomu XI i XII wieku. W drugiej połowie XV wieku kościół i klasztor zostały przebudowane i rozbudowane w stylu gotyckim, do czego wykorzystano materiał z zabudowań romańskich

W XVII i XVIII wieku dokonano kolejnej rozbudowy i na gotyckich murach kościoła osadzono barokowe sklepienia


 Poniżej kilka zdjęć z wnętrza kościoła

 
 







W ramach opactwa funkcjonuje tzw. jednostka gospodarcza Benedicite. Jej działalność polega na produkcji i sprzedaży różnorakich rzeczy wytwarzanych w tym i innych klasztorach benedyktyńskich w całej Europie

Są to produkty kosmetyczne: mydła, odżywki do włosów, szampony, kremy czy spożywcze: zioła, przyprawy, wędliny, jajka, miody, pieczywo, ciasta, nalewki i całe mnóstwo innych

Na terenie opactwa znajduje się sklep, w którym można zaopatrzyć się w wiele takich produktów, wytwarzanych, oczywiście, metodami tradycyjnymi
 
Wyroby benedyktyńskie można także zakupić w sklepach firmowych w całej Polsce oraz przez internet (www.benedicite.pl)



 Ze wzgórza tynieckiego rozciąga się widok na wijącą się u jego stóp Wisłę (tzw. przełom tyniecki) oraz starorzecze

Droga powrotna - tuż przed burzą

Więcej o tynieckich benedyktynach na stronie: www.tyniec.benedyktyni.pl
Benedyktyni są również obecni na Facebooku: www.facebook.com/opactwo
 

9 komentarzy:

Mażena pisze...

Piękne miejsce. dawno tam nie byłam, a warto wrócić.

recoleta pisze...

I mimo święta nie było wcale oblegane przez turystów. Owszem, trochę ich było, ale raczej kameralnie.

Jerry pisze...

Jak widac businessen kazdy sie teraz zajmuje :-)

Wojtek pisze...

Nie byłem tam jeszcze, ale ciągle zamierzam. Może mamy za blisko;-)

Jeśłi jednak chodzi o produkty to jest w ich wytwarzaniu trochę "magii" cyt.:

Benedyktyni z Tyńca znaleźli się pod lupą wojewódzkiego oddziału Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Krakowie. Urzędnicy po kontroli zarzucili zakonnikom, że użyte przez nich surowce do produkcji pochodzą z zagranicy np. śledzie z obszarów Atlantyku, a miały być polskie.
Postawiono im też drugi zarzut, bo w czasie kontroli ustalono, że produkty mnichów były robione "przy użyciu zmechanizowanych linii technologicznych według powszechnie stosowanych metod". I jak napisali urzędnicy "nie posiadały jakiegokolwiek związku z tradycyjnymi metodami pozyskiwania stosowanymi od wielu lat przez benedyktynów".

Wojtek pisze...

Sorry, że na dwa razy. Znalazłem jeszcze jeden artykuł o produktach mnichów, który ostatnio ukazał się w Gazecie Krakowskiej:

http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/531839,produkty-benedyktynskie-nie-roznia-sie-od-tych-z-marketu,id,t.html

Tomek Chełkowski pisze...

Rewelacyjne zdjęcia! Wspaniały blog, cieszę się, że tu trafiłem :)

recoleta pisze...

Tak coś czułam, że tej tradycyjności nie jest tu aż tyle... ale magia nalepki "wybory benedyktyńskie" robi swoje. Ludzie jak wariaci kupowali różne produkty. Ja też kupiłam sobie kremik konwaliowy. Właśnie nic więcej, bo zastanawiałam się, czy aby niektóre ingredienty z Chin nie pochodzą.;-) Chociaż z drugiej strony, jeśli kasa uzyskana ze sprzedaży tych produktów idzie na renowacje zabytków, to ja nie mam nic przeciwko temu. Ale fakt... oszustwo w klasztorze... nie godzi się.

Krzysztof pisze...

"Ora et labora" oraz naturalne zdolności organizacyjne są tym dzięki czemu Benedyktyni zawsze byli w awangardzie przedsiębiorców od wczesnego średniowiecza.
Natomiast jeśli chodzi o "made in"
Każdy kto ma trochę oleju w głowie i umie czytać ze zrozumieniem etykietki wie że 10-ciu mnichów w Krakowie nie może wytworzyć 400 produktów, ale oczywiście nigdzie nie ma informacji o tym że to wszystko zostało przez przez krakowskich mnichów zrobione, są produkty wytwarzane przez firmy spożywcze ZGODNIE Z RECEPTURĄ BENEDYKTYŃSKĄ i dlatego przez nich firmowane.
Trzeba dużo złej woli firmy Axel Springer oraz mało sprytu i inteligencji autora,także niewiedzy czytelników by robić tak prostackie manipulacje. Jako ciekawostką jedna z kilkudziesięciu tysięcy jest fakt że, oryginalne piwo rybnickie jest wytwarzane w Jędrzejowie (biedni Hanysi) a Red Bull w małym zakładzie w Andrychowie, Milka we Wrocławiu a Mercedes ML w USA.
A Propos śledzi, gdyby nie limity połowowe nałożone na polskich rybaków przez unię europejską pewnie taniej by było przywieź je z nad Bałtyku. Chyba że Ci wredni mnisi specjalnie omijają Polaków i kupują śledzie z obszarów Atlantyku.

recoleta pisze...

1) To nie mnisi pracują w jednostce gospodarczej, ale jednostka gospodarcza należy do mnichów. To różnica.
2) Benedyktyni nie żyją tylko w Polsce. Na stronie jednostki gospodarczej jest wyraźnie napisane, że produkty pochodzą z różnych zakładów należących do całego zakonu - a jest ich całkiem sporo w całej Europie, więc choćby z tego powodu nie jest to dziesięciu mnichów.
3) Na pewno na początku było "ora et labora". Teraz nie sądzę, że tylko.
4) Etykietki - no właśnie, zwróciłam na nie uwagę. Jest tam napisane "wyprodukowano DLA Benedicte" - Benedicte, przypominam to nazwa jednostki gospodarczej). A zatem nie "PRZEZ". Czyli jest tak jak w Biedronce, dla której różne zakłady coś tam produkują, ale zrzekają się umieszczenia nazwy producenta. Pewnie rekompensują sobie atrakcyjną umową handlową.
5)Może i jest trochę złej woli Axel Springer czy autora, ale nie należy obrażać czytelników. Oni czytają - nie robią prostackich machinacji.
6) Nazwy zakonów piszemy z małej litery - to taka mała złośliwość, ale jestem bardzo czuła na punkcie poprawności językowej, jak wielu wiadomo.;-)