piątek, 29 czerwca 2012

Echa i komentarze po obchodach górnośląskiej rocznicy

Muszę się z Wami podzielić tym tekstem. Wciąż jestem, oczywiście, w klimacie obchodów 90. rocznicy przyłączenia/powrotu/zjednoczenia części Górnego Śląska do Polski. Na Górnym śląski nie cichną komentarze po obchodach i po - przyjętej uchwale. Cały czas czułam jakieś nieokreślony niesmak, że niektóre kwestie kuluarowe mnie drażnią, aż do momentu, gdy przeczytałam tekst Jerzego Gorzelika, szefa Ruchu Autonomii Śląska (czyli po  prostu RAŚ). Poruszył bardzo istotne kwestie, zresztą sami przeczytajcie felieton pt. "Dawnych wspomnień czar", zaczerpnięty ze strony Jerzego Gorzelika:

Powinienem podziękować organizatorom obchodów 90. rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do Polski, których świadkiem byłem na placu Sejmu Śląskiego 22 czerwca Roku Pańskiego 2012. Inscenizacja wkroczenia wojsk polskich na wschodni Górny Śląsk, przetykana przemówieniami i wykonaniem patriotycznych pieśni, była niczym podróż w czasie. Nie, nie do roku 1922, kiedy to generał Szeptycki witany był w Szopienicach przez Rymera i Korfantego, lecz do czasów mojej wczesnej młodości. Wtedy to, jako uczeń najpierw szkoły podstawowej, a następnie liceum bywałem z przymusu biernym uczestnikiem łzawych akademii. Późna PRL specjalizowała się w drętwej sztampie. Minął już dawny rewolucyjny zapał, zostały rutyna i schematy wypracowane w odpowiedzialnych za propagandowy przekaz komórkach partyjnych.
 
W czerwcowe popołudnie na placu Sejmu Śląskiego uraczono mnie podobnie wymuszoną i pretensjonalną szmirą. Szczęście, że świadkami tasiemcowatego spektaklu była, poza oficjelami, garstka widzów, w zdecydowanej większości podobnie jak ja pamiętająca czasy PRL. Jedynym momentem ożywienia zebranych, była próba (na zdj.) odtworzenia sceny skruszenia przez powstańca śląskiego Chowańca symbolicznego łańcucha niemieckiej niewoli w biało-czarnych barwach cesarstwa Hohenzollernów. Metal oparł się wysiłkom zrozpaczonego aktora, grzmocącego z całych sił w ułożone na kowadle ogniwa. Z inscenizacji symbolicznego gestu wyszedł symbol przez organizatorów niepożądany.

Poza wymienionym epizodem na placu panowała wielka smuta, co podkreśliło wykonanie przez orkiestrę Marsza Żałobnego Chopina. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że w ten sposób żegnamy się ze złudzeniami. Złudzeniami, że starsze pokolenie warszawskich polityków jest w stanie w sposób rzeczowy i nowoczesny myśleć o regionie, państwie i Europie.

Prezydent Bronisław Komorowski swym przemówieniem znakomicie wpisał się bowiem w styl uroczystości. Rozpoczął mocnym akcentem – frazesem, jakże mogłoby być inaczej, o „powrocie do Macierzy”, którym raczono nas przez długie dziesięciolecia. Dalej było jeszcze gorzej.

Wypowiedziany twarzą do pomnika Korfantego cytat z jego prześladowcy Piłsudskiego miał swoją symboliczną wymowę. Sugestia, jakoby Śląsk znajdował się pod zaborem (powstańców mieli wspierać „rodacy z innych zaborów”), sprawiała wrażenie wyjętej żywcem z antologii humoru ze szkolnych zeszytów. Po wywodach, które wydawały się świadomie archaizowane w celu dostosowania do konwencji całej uroczystości, nastąpiło clou programu. Bronisław Komorowski najpierw błysnął znajomością antycznej kultury, cytując Heraklitejską myśl o niemożności ponownego wejścia do tej samej rzeki, by dodać już od siebie, że autonomia to …anachronizm. Panie Prezydencie, sprawił Pan, że łuski spadły mi z oczu! Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania to ostoja reakcji i wstecznictwa, zaś Polska dumnie kroczy w awangardzie postępu. Podobnie jak w czasach mej szkolnej nauki, z tą jednak różnicą, że wtedy niemożliwa miała być recydywa kapitalistycznego wyzysku i anarchii wielopartyjnego parlamentaryzmu.

Warto było pomęczyć się trochę na placu nazwanym na cześć głównej instytucji autonomicznego województwa śląskiego, by usłyszeć jak głowa państwa usiłuje wybić z naszych głów autonomię. Tę regionalną myślozbrodnię, która jeszcze dziesięć lat temu postrzegana była nawet przez lokalnych polityków jako folklor, niegodny wzmianki innej niż prześmiewcza. Heraklit miał rację, Panie Prezydencie – panta rhei, wszystko płynie.

 Jak widać, wielu VIP-ów nie było zainteresowanych tą rocznicą, a może inaczej - poza Górnym Śląskiem niewielu obchodzi Górny Śląsk w ogóle

Brak komentarzy: