niedziela, 10 czerwca 2012

Nikisz - piękno zaklęte w czerwonej cegle

Ludziom spoza Śląska - Górnego Śląska - często wydaje się, że to region brudny, brzydki, nieciekawy pod względem turystycznym i do tego z przyrodą zmasakrowaną przez przemysł. Wiele w tym prawdy - oczywiście. Ale, jak to z uogólnieniami bywa - w całości są nieprawdziwe. Do mojej kolekcji miejsc niezwykłych na Górnym Śląsku dorzucam katowicką dzielnicę Nikiszowiec. Warto o niej powiedzieć coś więcej, bo to naprawdę niezwykłe miejsce. Poniższą krótką historię oparłam na wiadomościach zaczerpniętych z oficjalnej strony Nikiszowca.





Początek Nikiszowca ściśle związane są z kopalnią Giesche, która w latach 1903-1904 rozpoczęła w okolicy budowę nowych szybów. Do rozpoczęcia wydobycia potrzeba było jednak znacznej siły roboczej. Towarzystwo, aby przyciągnąć nową kadrę musiało najpierw zapewnić jej odpowiednie miejsce zamieszkania. Wpierw powstało osiedle Giszowiec. Można powiedzieć, że jego "ojcem" był Anthon Uthemann, który zatrudnił zawodowych architektów-urbanistów - Emila i Georga Zillmann z Charlottenburga, którzy mieli doświadczenie w projektowaniu osad robotniczych. Stworzyli oni plan osiedla dla 642 rodzin.  W projekcie Giszowca połączyli górnośląskie budownictwo wiejskie i koncepcję "miasta-ogrodu" Howarda. Liczba mieszkań na Giszowcu była jednak niewystarczająca, dlatego Towarzystwo postanowiło wybudować kolejne osiedle - pod nazwą Nikiszowiec (niem. Nikischschacht, Nickischschacht). Jego projekt Uthemann również oddał w ręce Georga i Emila Zillmann, którzy stworzyli osiedle trzykondygnacyjnych bloków, połączonych ze sobą nadwieszkami nad ulicami wewnętrznymi, w typowo miejskim stylu. Nowe osiedle przeznaczone było dla około 1200 rodzin i zaopatrzone w pełną infrastrukturę. Wszystkie bloki posiadały charakterystyczne odmienne fronty, w każdym znajdowały się przechodnie bramy oraz wewnętrzne dziedzińce, w których zlokalizowano pomieszczenia gospodarcze i piece chlebowe (tzw. piekarnioki). W projekcie braci Zillmann znalazły się również: plac zieleni z brodzikami oraz place gier i zabaw dla dzieci (które jednak nie zostały wybudowane), jak również neobarokowy kościół katolicki. Przyjmuje się, że Nikiszowiec w swoich zasadniczych ramach powstał w latach 1908-1912. Z godnie z główną koncepcją architektoniczną Nikiszowiec przybrał kształt widowni amfiteatralnej, widzianej z lotu ptaka, w której na scenie - placu centralnym - zbiegały się wszystkie ulice.







Drogi w osiedlu wybrukowano dopiero w latach 20. XX wieku. Z zaplanowanych przedsięwzięć, mimo cięć finansowych i wojen, sporo udało się zrealizować: liczne sklepy, pralnię z łaźnią, dom noclegowy (dla 450 pracowników, mieszczący kantynę i świetlicę), pocztę, wieżę ciśnień i kotłownię. W osiedlu znalazły się także: posterunek żandarmerii z aresztem, apteka, straż pożarna, stacja ratownicza, a także restauracja z szynkiem i salą widowiskową. W Nikiszowcu wybudowano również 2 szkoły: żeńską i męską. Poza zwartą zabudową osiedla znalazły się działki ogrodowe oraz ochronka dla dzieci i szpital dla zakaźnie chorych. 

 




Na murze okalającym kościół wmurowano tabliczki z nazwiskami wszystkich górników, którzy stracili życie w kopalni Giesche-Janów-Wieczorek
 




To nie wszystko. Nikiszowiec zelektryfikowano oraz wyposażono we własną sieć wodociągową i kanalizacyjną. Wodę doprowadzono do zlewów kuchennych, a na klatkach schodowych umieszczono ubikacje. Reasumując, Nikiszowiec był nowoczesnym, w pełni samowystarczalnym miasteczkiem z przyjazną przestrzenią życiową. Warto dodać na zakończenie, że w styczniu 2011 roku Nikiszowiec został uznany - przez Radę Ochrony Zabytków - za Pomnik Historii.  A tak na marginesie, gdy patrzę na dzisiejsze blokowiska - szpetne do granic możliwości - zastanawiam się, na tym polega rozwój? Bo mam wrażenie, że w porównaniu do tego, co było na Nikiszowcu ponad sto lat temu, dziś jesteśmy - za przeproszeniem - sto lat za Murzynami (nie obrażając Murzynów).

6 komentarzy:

Jerry pisze...

Tak mi te widoki jakos kojarza sie z klimatem angielskim, wlasciwie nie wiem dlaczego.

recoleta pisze...

To efekt czerwonej cegły. Ale faktycznie jest "coś", co kojarzy mi się z filmami Toniego Richardsona, który pokazywał robotnicze osiedla Anglii.

recoleta pisze...

Właśnie się dowiedziałam, że bracia Zillmannowie w projektowaniu Nikiszowca inspirowali się architekturą Oksfordu, więc masz sporo racji w swoich odczuciach.:-)

. pisze...

Nie są to moje klimaty, ale za to miejsce wydaje się być ciekawe. Zapraszam do mnie, dopiero rozkręcam bloga o podróżach i fotografii :)
http://traveler-photography.blogspot.com/

Anita Karpińska pisze...

Kolejne cudowne widoki...

Tymczasem początkująca dziennikarka postanowiła podzielić się swoją "twórczością". Wszelkie opinie mile widziane ;) Pozdrawiam.

Kropa pisze...

Całkiem przyjemnie się wydaje:)