poniedziałek, 30 lipca 2012

Przygotowania do wyprawy

Mamy już za sobą największe przygotowania do wyjazdu. Na pierwszy rzut poszła akcja "auto", gdyż w ostatniej chwili zmieniliśmy plany związane z tym, którym samochodem jedziemy. Ta decyzja pociągnęła za sobą kilka konsekwencji, pierwsza to - odblokowanie radia w moim autku (było zablokowane od wiosny, gdy mi się rozładował akumulator, potem kod nie chciał wejść), druga - wymiana klocków i tarczy hamulcowych, trzecia - załatwienie zielonej karty. Poszło sprawnie. 

Wczoraj miałam na szybko zainstalować w mojej nawigacji mapę Ukrainy. Cała akcja zajęła mi kilka godzin. Ten kto wymyślił taki sposób instalacji powinien porządnie oberwać. Przypomniałam sobie, jak 2 lata temu instalowałam aktualizację mapy Polski i też wtedy mocno gimnastykowałam się, klnąc na czym świat stoi. Teraz nowa mapa Ukrainy po zainstalowaniu, owszem, działa, ale skasowała mi, w miarę aktualną jeszcze, mapę Polski. Cholery można dostać! Najciekawsze jest to, że firma GPMapa nie produkuje już oprogramowania dla firmy Garmin, czyniąc te urządzenia bezużytecznymi. Udało mi się wgrać mapę Ukrainy firmy Carte Blanche. Jak wspomniałam działa, choć, żeby odnaleźć  np. miasto Lwów, trzeba wpisać: L'viv. Dopiero po ok. 20 minutach zorientowałam się, że musi być ten apostrof. Podobnie jest z innymi miastami. Spróbuję dziś jeszcze powalczyć i zainstalować aktualizację City Navigator Europe (bo to na szczęście uratowało się, ale jest mocno nieaktualne, chyba z roku 2007). Jednak wizja spędzenia kilku godzin przed ekranem mnie mocno zniechęca. W najgorszym wypadku, po powrocie z Ukrainy mapę wywalę i ponownie właduję mapę Polski. 

Dziś też pojechałam do Makro na "drobne" zakupy. Opowieści Wojtka o wstrętnym żarciu podziałały na moją wyobraźnię (przypomniałam sobie ohydne żarcie w Maroku). Poza tym trzeba dzieciom jakieś gotowe dania zostawić. Może nie jest to szczyt smaku, żarcie harcerskie, ale najważniejsze, że da się przeżyć na "dzikich stepach". W dużych miastach wyczaiłam (za pomocą znajomych Ukraińców) sieć tanich restauracji z ukraińską kuchnią. Restauracja nazywa się "Puzata Hata", czytałam opinie w internecie, wszyscy piszą, że bardzo smaczne, ukraińskie jedzenie, duży wybór dań (oczywiście głównie pierogi).  

 
Hmm, a gdzie tu wstawić walizki?;-)

piątek, 27 lipca 2012

Przed urlopem

Zakończyłam rok pełen nieprawdopodobnego wysiłku intelektualno/fizycznego. Praca w dwóch redakcjach (w jednej na stanowisku redaktora naczelnego), zajęcia dydaktyczne na dziennikarstwie, obecność jako fotoreporter na najważniejszych wydarzeniach w regionie (czyli na Śląsku), do tego matura Karoliny i akcja rekrutacyjna tejże.... W minionym roku szkolnym/akademickim popełniłam wszelkie rekordy w liczbie napisanych (i oczywiście opublikowanych) artykułów. Czuję się potwornie zmęczona, bo intensywna praca, na najwyższych obrotach trwała do ostatnich minut mojej bytności w redakcji. Mało tego, mimo urlopu, jeszcze muszę dograć kilka spraw przed wyjazdem na zasłużony urlop. Tymczasem wrzucam moje "jedynki", czyli okładki nr 1 w miesięczniku "Śląsk" - moje, czyli ze zdjęciami mojego autorstwa. W środku oczywiście moje teksty, wywiady, artykuły, fotoreportaże... Już od jakiegoś czasu niemalże w każdym numerze są moje artykuły i fotografie.


piątek, 20 lipca 2012

Skóra w której żyję (La piel que habito) - najnowszy film Pedra Almodóvara

Serwis Filmweb napisał: "Najnowszy film Pedro Almodóvara, niekwestionowanego mistrza współczesnego kina. Po raz pierwszy w swojej karierze twórca Wszystko o mojej matce sięgnął po materiał literacki i przygotował scenariusz na podstawie powieści Tarantula Thierry'ego Jonqueta. Książka opowiada o chirurgu plastycznym, który trzyma w zamknięciu w swoim mieszkaniu piękną Ewę. Kim jest tajemnicza kobieta? Jakie stosunki łączą ją z lekarzem? Prawda okaże się bardziej szokująca niż najśmielsze przypuszczenia. O Tarantuli krytycy pisali, że to Markiz de Sade i Jean-Paul Sartre w jednym, więc thriller Skóra, w której żyję na jej podstawie, ma szansę stać się jednym z najbardziej szokujących filmów w dorobku Almodóvara". 

Bardzo cenię tego reżysera. A takie filmy, jak: Wszystko o mojej matce (Todo sobre mi madre) - 1999, Porozmawiaj z nią (Habla con ella) - 2002, Drżące ciało (Carne trémula) - 1997, Kwiat mego sekretu (La flor de mi secreto) - 1995, Wysokie obcasy (Tacones lejanos) - 1991 czy Kobiety na skraju załamania nerwowego (Mujeres al borde de un ataque de nervios) - 1988 uważam za wybitne dzieła. Dlatego nastawiłam się bardzo pozytywnie do najnowszej produkcji, chociaż jego premiera była już rok temu - nie miałam jednak okazji do wcześniejszego obejrzenia tego filmu. No i? Wielkie rozczarowanie. Hasło "Prawda okaże się bardziej szokująca niż najśmielsze przypuszczenia" to bzdura - od połowy filmu domyślałam się już o co chodzi. "Szokujący film"? Otóż nie. Mimo zastosowania starego chwytu Almodóvara - żeby złamać jakieś tabu, pokazać coś, czego dotąd nikt nie pokazywał, to okazało się, że film jest mdły, niekonsekwentny, wcale nie szokuje, a raczej nudzi. Może to zmęczenie materiału? Może Almodóvarowi skończyły się pomysły? Ale po takich filmach, jak te wcześniej wymienione, to kolejny film poniżej jego możliwości (już Volver z 2006 i Złe wychowanie z 2004 r. wydały mi się po prostu kiepskie). Ale Skóra w której żyję to zdecydowanie najgorszy film w filmotece Pedra Almodóvara. Nawet Antonio Banderas w roli głównej nie spełnił moich oczekiwań - jego gra była dobra, ale może scenariusz nie dawał możliwości, aby aktor się wykazał. Jedyne co mi się podobało, to muzyka (jak zwykle Alberta Iglesiasa).


czwartek, 5 lipca 2012

Na wakacje - Eduardo Mendoza

Może pakujecie (lub w najbliższym czasie będziecie pakować) walizki przed wyjazdem na wakacje. Może będziecie spędzać je w domu. W każdym wypadku polecam, aby do wakacyjnej listy lektur dopisać nazwisko Eduardo Mendoza, a w szczególności jego "trylogię menelską", czyli: "Sekret hiszpańskiej pensjonarki", "Oliwkowy labirynt” i “Przygoda fryzjera damskiego”. Jedna tylko uwaga: ta literatura nie jest dla każdego. Osoba czytająca musi być "nieco inna", trochę zwariowana, lubiąca humor w stylu Monty Pythona i licząca się z tym, że w tej prozie nie zawsze czarne jest czarne, a rzeczy oczywiste takie oczywiste. Bohaterowie postępują czasami irracjonalnie, w tle słychać ironiczny chichot, a główna postać - samozwańczy detektyw-lump ma swój własny pogląd na to, co w życiu jest ważne, a co niekoniecznie. Wszystkie tomy związane z Barceloną - akcja toczy się albo w samym centrum miasta, albo na przedmieściach, albo i tu, i tu. Tylko Barcelona w powieściach Mendozy nie jest taka piękna i magiczna, jak w przewodnikach turystycznych. Często jest brudna i śmierdząca jak ów lump. Ja uwielbiam Eduarda Mendozę, a szczególnie właśnie te trzy książki. Nie są długie, nie można się nimi zmęczyć, czyta się łatwo i szybko. Akcja zawsze toczy się wokół jakiejś zagadki a' la kryminalnej, ale trudno nazwać te książki kryminałami. Wspomniany detektyw (wypuszczony ze szpitala dla obłąkanych, co już samo w sobie powinno być  wskazówką do odczytania jego pobudek działania i obieranych czasami decyzji) jest brudny i śmierdzący, a jednak wzbudza zainteresowanie kobiet (choć ich motywy działania są równie pokręcone). Humor Mendozy bardzo mi odpowiada, potrafi tak zagmatwać historię i wymyślić takie zwroty akcji, że wiele razy wyłam ze śmiechu. Ponadto kwiecisty i rubaszny styl, przeplatający się z absurdalnymi sytuacjami, jak ze snu wariata, czynią z książek Mendozy idealną lekturę na upalne dni i wieczory. Polecam!

Niepospolity lump i pechowy detektyw próbuje rozwikłać tajemnicę zniknięcia hiszpańskiej pensjonarki. Śledztwo prowadzi wyłącznie własnymi, dziwacznymi  metodami. Świadków dobiera według najmniej zrozumiałego klucza. Łamie serca pięknych kobiet, by wyciągnąć od nich stek bezużytecznych informacji. Zwodnicza intuicja doprowadza go ostatecznie centrum afery krymialno-biznesowej. 

Ekscentryczny detektyw o maniakalnych skłonnościach podejmuje ostateczną próbę ucieczki z przytułku dla psychicznie chorych. Klucz do wolności spada mu z nieba, a dokładniej z groźnego światka przestępczej Barcelony. Bohater otrzymuje misję przechwycenia małej walizeczki wypełnionej po brzegi banknotami o wysokim nominale. 

Główny bohater i zarazem narrator powieści postanawia zerwać z dotychczasowym życiem i zacząć uczciwie zarabiać na chleb. Wyrusza do Barcelony, gdzie podejmuje pracę w obskurnym zakładzie fryzjerskim. Pewnego dnia spotyka tam piękną nieznajomą, która proponuje mu duże pieniądze w zamian za drobną przysługę: kradzież dokumentów kompromitujących miejscową elitę. Ta drobna przysługa zamienia się w serie niefortunnych zdarzeń, w centrum których znajduje się... trup.