piątek, 20 lipca 2012

Skóra w której żyję (La piel que habito) - najnowszy film Pedra Almodóvara

Serwis Filmweb napisał: "Najnowszy film Pedro Almodóvara, niekwestionowanego mistrza współczesnego kina. Po raz pierwszy w swojej karierze twórca Wszystko o mojej matce sięgnął po materiał literacki i przygotował scenariusz na podstawie powieści Tarantula Thierry'ego Jonqueta. Książka opowiada o chirurgu plastycznym, który trzyma w zamknięciu w swoim mieszkaniu piękną Ewę. Kim jest tajemnicza kobieta? Jakie stosunki łączą ją z lekarzem? Prawda okaże się bardziej szokująca niż najśmielsze przypuszczenia. O Tarantuli krytycy pisali, że to Markiz de Sade i Jean-Paul Sartre w jednym, więc thriller Skóra, w której żyję na jej podstawie, ma szansę stać się jednym z najbardziej szokujących filmów w dorobku Almodóvara". 

Bardzo cenię tego reżysera. A takie filmy, jak: Wszystko o mojej matce (Todo sobre mi madre) - 1999, Porozmawiaj z nią (Habla con ella) - 2002, Drżące ciało (Carne trémula) - 1997, Kwiat mego sekretu (La flor de mi secreto) - 1995, Wysokie obcasy (Tacones lejanos) - 1991 czy Kobiety na skraju załamania nerwowego (Mujeres al borde de un ataque de nervios) - 1988 uważam za wybitne dzieła. Dlatego nastawiłam się bardzo pozytywnie do najnowszej produkcji, chociaż jego premiera była już rok temu - nie miałam jednak okazji do wcześniejszego obejrzenia tego filmu. No i? Wielkie rozczarowanie. Hasło "Prawda okaże się bardziej szokująca niż najśmielsze przypuszczenia" to bzdura - od połowy filmu domyślałam się już o co chodzi. "Szokujący film"? Otóż nie. Mimo zastosowania starego chwytu Almodóvara - żeby złamać jakieś tabu, pokazać coś, czego dotąd nikt nie pokazywał, to okazało się, że film jest mdły, niekonsekwentny, wcale nie szokuje, a raczej nudzi. Może to zmęczenie materiału? Może Almodóvarowi skończyły się pomysły? Ale po takich filmach, jak te wcześniej wymienione, to kolejny film poniżej jego możliwości (już Volver z 2006 i Złe wychowanie z 2004 r. wydały mi się po prostu kiepskie). Ale Skóra w której żyję to zdecydowanie najgorszy film w filmotece Pedra Almodóvara. Nawet Antonio Banderas w roli głównej nie spełnił moich oczekiwań - jego gra była dobra, ale może scenariusz nie dawał możliwości, aby aktor się wykazał. Jedyne co mi się podobało, to muzyka (jak zwykle Alberta Iglesiasa).


2 komentarze:

ajar pisze...

Zmęczenie materiału? Może. Ale pytanie, kogo? Reżysera, czy też widza, bo mam wrażenie, że oczekujesz więcej niż reżyser jest w stanie dać. "Skóra..." nie jest tak ambitnym filmem jak niektóre produkcje tegoż reżysera, to prawda, ale film nie jest taki zły. To dobre hiszpańskie kino na dobrym poziomie. Nic wybitnego, ale ogląda się z zaangażowaniem

recoleta pisze...

Nie wydaje mi się, aby cele Almodóvara było zrobienie średniej jakości filmu, nieambitnego, niewybitnego. Ale z drugiej strony, tak, może widzowie tez już są zmęczeni tym samym chwytem reżysera, bo w końcu jego filmy są zbudowane na tej samej zasadzie - zszokować widza, to zupa do której wrzuca, co mu podleci pod rękę: transwestytów, homoseksualistów, Kościół i trochę znerwicowanych osób nieumiejących radzić sobie w życiu. Wszystko to miesza i za każdym razem na tej bazie tworzy film. Ale nie da się jeść w kółko tej samej zupy, nawet gdyby była najlepsza - w końcu się znudzi. Ja oczekuję czegoś nowego. Almodóvar jest wybitnych reżyserem, wiem, że potrafi. A ten film nie jest dobrym hiszpańskim kinem na dobrym poziomie. I wcale nie chodzi o tematykę, zbyt dużo błędów, niekonsekwencji, dłużyzn i kiepskiej gry aktorskiej. Tak nie wygląda dobre kino.