piątek, 10 sierpnia 2012

Pozdrowienia z Odessy

Tu baza Odessa. Udalo mi sie dorwac do jakiegos komputera i kilka slow relacji z tego, co dotychczas zobaczylismy. Mamy za soba: polski Jaroslaw, Lwow, Drohobycz, Truskawiec, Kamieniec Podolski, Chocim. Jutro wyjezdzamy na Krym. Od pierwszego dnia towarzysza nam afrykanskie upaly: ponad 40 stopni. Najwiekszy zar dopadl nas w Chocimiu 42 stopnie. Bardzo podobal nam sie krotki pobyt w klasztorze benedyktynek w Jaroslawiu. W starych chmurach bylo bardzo przyjemnie. Siostry okazaly sie bardzo zyczliwe, sympatyczne, zrobily nam pyszne sniadanie przed wyjazdem. Miasteczko tez bardzo urokliwe, ciche. Warunki w klasztorze byly naprawde luksusowe. Potem Lwow. Fantastyczny hotel w samym centrum miasta (300 metrow do pomnika Mickiewicza), ale w takim miejscu, ze nie bylo zbyt glosno. Mielismy do dyspozycji caly apartament: 3 pokoje (oczywiscie zajmowalismy jeden, ale nikogo poza nami nie bylo), kuchnie calkowicie wyposazona, lazienke. Mielismy wszedzie blisko, do najwazniejszych zabytkow. Zwiedzilismy chyba wszystko, co najistotniejsze. Bylismy tez na Cmentarzu Lyczakowskim i Orlat Lwowskich. Potem Drohobycz i Truskawiec. Drohobycz dziura nieprzecietna, zrobila na mnie bardzo niekorzystne wrazenie, zero klimatu Brunona Schulza, same rozpadajace sie rudery, za grosz planu zagospodarowania przestrzennego: kazdy dom z innej parafii, jakies budy, w ktorych handluje sie wszystkim, czym popadnie. Jedyne dobre wrazenie zrobila na mnie gotycka fara (oczywiscie polska). Potem Truskawiec (jak Ciechocinek z jak 80-tych). Wody mineralne okropnie niedobre, cuchnace benzyna (no, ale ponoc unikatowe na skale swiatowa). Najlepsze wrazenie zrobil dotad na nas Kamieniec Podolski i pobyt w polskiej parafii, w domu biskupa (prowadzonym przez siostry urszulanki). Duzy, czysty pokoj, ogromna kuchnia do dyspozycji, lazienka. Okna wychodzace na ogrod biskupa (nawet widzielismy biskupa, ale uciekl przed nami, gdy wracalismy wieczorkiem z kawy u proboszcza parafii). Wieczorem w ogrodzie cykaly cykady jak w Grecji. Potezny zamek tez niesamowity. No i kolejne zderzenie z ukrainsko-sowiecka rzeczywistoscia. Zero informacji o Polakach, o polskiej historii w tym miejscu. Zrujnowane polskie koscioly. Przygnebiajace... Duzo rozmawialam z Polakami, siostrami i ksiedzem, robilam wywiady do gazet (bo ten pobyt to tez troche pracy dziennikarskiej), wiekszosc mowila to samo. Teraz zyje sie nieco lepiej niz za sowietow, oddaja im koscioly, ale to kompletna ruina, a historia polska nie istnieje, nie mowi sie nic o tym, co dotyczy Polski. Tak jakby 600-700 lat naszej obecnosci w tych rejonach ktos wymazal gumka. Potem odwiedzilismy Chocim, gdzie o malo nie upieklismy sie zywcem. Tez ogromne wrazenie - poteznej twierdzy wznoszacej sie nad stromym brzegiem Dniestru.

No i Odessa: brudna, smierdzaca, zniszczona. Bardzo niekorzystne wrazenie robia mieszkancy: niezyczliwi, niesympatyczni, nieusmiechajacy sie, wiecznie jakies problemy. Hotel obskurny, malutki, klimatyzacja ciagle wysiada, okna sie nie otwieraja, woda cieknie spod kibelka, w administracji hotelu zalatwienie czegos to katastrofa. No, ale czeka nas tu jeszcze tylko jedna noc i walimy na Krym. Wczoraj zwiedzalismy miasto, port, a dzis idziemy na plaze. Reszte opisze (wraz ze zdjeciami) po powrocie.

3 komentarze:

Jerry pisze...

No to rzeczywiscie goraco jest tam. A jak auto sie sprawuje w takich temperaturach? Teraz musicie sie dobrze schlodzic w Morzu Czarnym.

Anonimowy pisze...

Zle wyrazasz sie o mieszkancach Odessy, moze posluchaj Aloszy Awdiejewa, on tez jest z tego miasta!...

recoleta pisze...

Nie interesuje mnie to, co wyśpiewuje Awdiejew. Istotne jest to, co ja przeżyłam na własnej skórze i dlatego mam prawo tak mówić.