piątek, 14 września 2012

Drohobycz - miasto sklepów cynamonowych

O Lwowie mogłabym długo opowiadać, a zdjęć też mam jeszcze mnóstwo, ale trzeba przyspieszyć te relacje, bo nie skończę przed zimą. A zatem, dziś pora na kolejny punkt naszej wakacyjnej wyprawy - Drohobycz. Położony jest ok. 1,5 godziny jazdy od Lwowa (na południe). Dwupasmowa droga Lwów-Stryj jest bardzo przyzwoita, ale tylko do momentu zjechania z głównej drogi w boczną, prowadzącą do Drohobycza. Przechodzimy chrzest bojowy, wpadając w dziury, a szczególnie uciążliwe są gigantyczne koleiny, samochód o niższym zawieszeniu ma spore szanse, aby na nich zawisnąć. Asfalt fatalnej jakości ma też tendencje do rolowania się w przedziwne kształty - czasami kawał materii sterczy pionowo. Od razu wprowadzamy nowy styl poruszania się po ukraińskich drogach - a mianowicie, jazdy środkiem drogi. Taki sposób zwiększa szanse dotarcia do celu. Oczywiście, zaliczamy też pierwsze pogubienia drogi i poszukiwania tablic drogowych - a na drodze ciężko znaleźć jakiekolwiek oznaczenia. Przejazd przez wioski dostarcza sporo wrażeń - psy, koty, gęsi, konie, krowy, barany, kozy... Wszystko można spotkać na środku drogi. Ukraińcy mają też wyjątkowy dar znajdowania najmniej odpowiednich miejsc do zatrzymywania samochodów i właśnie tam robią sobie parking. Jadąc do Drohobycza poznajemy też ukraińskie zwyczaje drogowe, czyli: wyprzedzanie na podwójnej ciągłej linii, niezatrzymywanie się na znaku stop, wyprzedzanie na trzeciego, wyprzedzanie na środku skrzyżowania, zatrzymywanie się na zakazie zatrzymywania, a przy tym blokowanie wąskiej drogi, itp. Na szczęście, bezszkodowo docieramy do Drohobycza.

Nie ukrywam, Drohobycz umieściłam na trasie naszej wyprawy z powodu Brunona Schulza. Chciałam zobaczyć miasto sklepów cynamonowych i ulicę krokodyli

Cerkiew Przenajświętszej Trójcy z 1690 r. (dawny kościół karmelicki). Jest niedziela, poranek, mieszkańcy Drohobycza tłumnie przybywają na mszę
  
 Ratusz na Rynku

Kamieniczki na Rynku 

Rynek wciąż wygląda jak "wymieciona z kurzu gorącymi wiatrami (...) biblijna pustynia"

 W poszukiwaniu klimatu dawnego Drohobycza schodzimy z Rynku w ulicę Mazepy

Rzeczywiście, na ulicy Mazepy można znaleźć ślady polskości

Miasto wygląda na wymarłe, upał się wzmaga, szukamy cienia i jakiegoś miejsca by się czegoś napić. Dochodzimy do Małego Rynku, gdzie "budki i kramiki, sklecone z pudełek po cukrach, wytapetowane jaskrawo reklamami czekolad, pełne mydełek, wesołej tandety, złoconych błahostek, cynfolii, trąbek, andrutów i kolorowych miętówek". Dziś jednak nie wygląda to atrakcyjnie: góry śmieci, budy z blachy falistej lub z dykty, kramy w których sprzedają bukiety kwiatów i wiązanki pogrzebowe  - nawet nie wyciągam aparatu, żeby zrobić zdjęcie


 Ruiny wielkiej synagogi (zbudowanej w drugiej połowie XIX wieku)

 Jest największą synagogą zachodniej Ukrainy i jedną z największych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Ot, taki plakat wiszący sobie na murze jednej z kamienic przy polskiej farze

Z przewodnikiem w ręku przed polską farą - zbudowaną przez Władysława Jagiełłę - najstarszym gotycki kościele Galicji Wschodniej (napiszę o nim w innym poście)

W poszukiwaniu domu Brunona Schulza


I oto on - na ul. Drohobycza (dawnej Floriańskiej) pod numerem 12

W tym domu rodzina Schulzów mieszkała w latach międzywojennych

4 komentarze:

Wojtek pisze...

Ciekawe że ten plakat o nacjonalnym gieroju Ukrainy wisi tam co najmniej od maja, kiedy go tam fociłem. Sądziłem że to plakat reklamujący film. A może to tak na stałe?

Wojtek pisze...

Acha. Ten kafelek na ścianie domu w Drochobyczu też sfotografowałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy w Krakowie wchodziłem do klatki schodowej domu na Podgórzu na ul. Limanowskiego, a tam taki sam kafel o treści:"Kraków Lwów. L.G. Kaden Tow. Akc."

recoleta pisze...

Widać firma miała szerokie kontakty.;-)

Oleg Stetsiuk pisze...

Witam serdecznie i Zapraszam do Drohobycza i na DROHOBYCZER ZEITUNG - http://www.drohobyczer-zeitung.com/ - tutaj jest tylko Drohobycz

Pozdrawiam