środa, 26 września 2012

Kamieniec Podolski - polska parafia

Do Kamieńca Podolskiego z Truskawca jechaliśmy z przygodami. Gdy okazało się, że osoba, która miała nam załatwić nocleg w Truskawcu, mówiąc delikatnie, wykazała się bezmyślnością, zdecydowaliśmy pojechać dalej do Kamieńca Podolskiego. Zerknęliśmy sobie na mapę i stwierdziliśmy - a była godzina ok. 17.00 - że damy radę dojechać przed nocą. Jednak potem przeżyliśmy nawał niefortunnych zdarzeń. Po pierwsze, ledwie wyjechaliśmy z Truskawca, to dogoniliśmy burzę, która wcześnie złomotała Truskawiec. Tą samą burzę doganialiśmy jeszcze cztery razy! Źle wybraliśmy drogę, a mówiąc szczerze przyczyniłam się do tego walnie, bo uznałam, że skoro droga na mapie jest oznaczona jako "czerwona", krajowa, to powinna być jako taka. Nawet nawigacja wybrała nam ją jako najszybszą, ale nawigacja chyba nigdy nie była na Ukrainie, bo jeszcze nigdy i nigdzie tak się nie sprawdzała. Okazało się, że dragą była najgorszą, jaką nie tylko na Ukrainie, ale jaką kiedykolwiek w życiu jechałam. Do tego pioruny, strumienie wody lejące się z nieba, latające gałęzie, łamiące się drzewa, rzeki przepływające przez środek drogi... Jedno jest pewne - teraz możemy wziąć udział w rajdzie Camel Trophy - gorzej być na pewno nie może! Wielokrotnie droga prawie nam się kończyła, przejeżdżaliśmy przez bezludzia, jakieś wioski niczym z filmów o czasach II wojny światowej, do tego zero znaków drogowych, mogliśmy liczyć tylko na fatalnie działającą nawigację. Na drogach spotykaliśmy stada krów, baranów, kóz... Minęliśmy ciekawą pod względem architektonicznym Kołomyję i w końcu dopadła nas noc, w ulewnym deszczu dojechaliśmy do Czerniowców, gdzie totalnie pogubiliśmy się. Zadzwoniliśmy do klasztoru urszulanek w Kamieńcu, że nie damy rady przyjechać tego dnia. Ponad godzinę krążyliśmy po brukowanych ulicach, klnąc na czym świat stoi. Już myślałam, że będziemy spać w samochodzie na stacji benzynowej i tak poczekamy do rana. W końcu jednak, jakimś cudem, wyjechaliśmy z miasta i skierowaliśmy się na Chocim. Między Czerniowcami a Chocimiem przejeżdża się skrajem Bukowiny, dookoła dzikie lasy i stada dzikich zwierząt wyskakujących z lasu wprost na drogę. Niestety, pod koła wpadł nam lis, który tym samym zakończył swój żywot, ale najbardziej przeraziło nas stado wilków koczujących przy drodze. Oczy świeciły im się jak lampy, a potem - z jakiegoś powodu - wilki rzuciły się na samochód z rozwartymi paszczami, w których błyszczały przerażające zębiska. Jeden z wilków dostał nieco w bok, ale chyba nic mu się wielkiego nie stało. Muszę przyznać, że nocą na drogach raczej nie spotyka się samochodów, a ci którzy z jakiegoś powodu jadą, mają tak stare samochody, że wiele im zaszkodzić nie może, używają długich świateł, albo w ogóle żadnych nie używają, do tego dziury jak po wybuchu miny przeciwpiechotnej, więc mało prawdopodobne jest zaśniecie na drodze. Wiele razy tak trzasnęliśmy autem, że myślałam, że coś się urwało. W końcu uznaliśmy, że koniec tych przygód, zajechaliśmy do pierwszego lepszego motelu i tam padliśmy jak nieżywi do łóżek. Rano okazało się, że jesteśmy na rogatkach Kamieńca Podolskiego.

 Rankiem dojechaliśmy do Kamieńca Podolskiego, a nagrodą za trudy poprzedniego dnia był taki widok

Klasztor urszulanek stoi na skarpie, jak całe stare miasto. Tuż za nim znajduje się pionowa, skalista skarpa

Wszystkie te zdjęcia są zrobione z tego samego miejsca, parkingu przy klasztorze urszulanek

Cerkiew św. Grzegorza, jak widać, obecnie w remoncie


Parking przy siedzibie biskupa. Wypakowujemy klamoty

Nasz pokój

Brama prowadząca z włości biskupich do katedry

Z drugiej strony bramy

Polska katedra św. św. Piotra i Pawła z XVI wieku. Ciekawy jest ten element architektoniczny w postaci wieży. W istocie, to po prostu minaret, który zbudowano podczas okupacji tureckiej w II poł. XVI wieku. Katedrę wówczas zamieniono w meczet

 Po odzyskaniu Kamieńca, na minarecie ustawiono, sprowadzoną z Gdańska figurę Matki Boskiej



 
Przy katedrze jest pompa z bardzo smaczną wodą. Widzieliśmy jak ludzie z miasta przyjeżdżają z pojemnikami i napełniają je tu. My też przed wyjazdem w dalszą część Ukrainy napełniliśmy wszystkie butelki. Tu Krzysiek dokonuje profanacji i chłodzi się, bo to kolejny dzień z temperaturą oscylującą w okolicach 40 stopni

 
Cmentarz przy katedrze


Ogród przy katedrze, na niego wychodziło okno naszego pokoju

Pomnik pamięci pułkownika Jerzego Wołodyjowskiego, hektora kamienieckiego. Z tyłu okno naszego pokoju

Bardzo serdecznie przyjęły nas nie tylko siostry urszulanki, ale również ksiądz proboszcz Roman Twaróg, który opowiadał nam o losach tego miasta, parafii i różnych problemach, z jakimi muszą się borykać na tym skrawku polskiej ziemi 

 
Zabudowania polskiej parafii widziane (teleobiektywem, bez teleobiektywu poniżej) od strony mostu prowadzącego na zamek. My mieszkaliśmy w żółtym budynku, pierwszym z lewej strony

 Kamieniec Podolski to zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc na zachodniej Ukrainie. Czuliśmy się tu bardzo dobrze, mieliśmy też komfortowe warunki. Bardzo chcielibyśmy tu wrócić

3 komentarze:

Wypad na WEEKEND pisze...

Kamieniec Podolski jest od dawna na mojej liście miejsc wartych zwiedzenia. Jednak swoim samochodem raczej się tam nie wybiorę, a zorganizowane wycieczki autokarem jakoś mnie nie kręcą. Dziki kraj. Wilki przy drodze... ;) Pozdrawiam gorąco :)

recoleta pisze...

Spokojnie można jechać własnym samochodem, ale inną drogą - od Lwowa na Tarnopol, Chmielnicki i Vinnicę. To jest w miarę dobra droga. Wracaliśmy nią, więc mogę za nią ręczyć. Natomiast my jechaliśmy dołem: Od Truskawca na Stryj i potem na Iwanofrankowsk, Kołomyję i Czerniowce.

Wiersze i piosenki z dawnych lat. Józef Jeżowski pisze...

Piękna stronka i ładna galeria. Pozdrawiam Polskie społeczeństwo w Kamieńcu Podolskim

http://poezja120.pl.tl/%26%23346%3BWI%26%23280%3BTY-JAN-PAWE%26%23321%3B-II.htm