środa, 12 września 2012

Lwów - Hostel pod Świętym Duchem

Dzisiaj chciałam podzielić się zdjęciami i wrażeniami z hostelu, w którym mieszkaliśmy we Lwowie. Od razu powiem - polecam. Hostel mieści się w pięknej kamienicy, w samym centrum Lwowa, ale na końcu Prospektu Szewczenki (na drugim końcu jest słynny hotel Żorż), więc jest znacznie ciszej i spokojniej - aczkolwiek trzeba pamiętać, że to jednak centrum, po ulicach jeżdżą samochody, a latem gdy ma się otwarte okna, to jednak jakiś gwar z ulicy dobiega. Nasze okna (na ostatnim piętrze) usytuowane były dokładnie nad konsulatem austriackim, więc mieliśmy nie tylko kulturalnych sąsiadów, ale i samochód na parkingu był całkowicie bezpieczny. Dodam, że zaraz obok drzwi wejściowych do hostelu mieści się sklep jubilerski - bardzo wypasiony, więc nieustannie po ulicy krążyła ochrona uzbrojona po zęby. Ochroniarze często stawali na papierosa właśnie przy moim autku, co bardzo mi odpowiadało.

Oto kamienica, w której mieści się Hostel pod Świętym Duchem

I widok z drugiej strony. Plac kończący prospekt Szewczenki (z prawej strony). Jak się ktoś dobrze przyjrzy, to z prawej strony znaku (z nakazem jazdy z prawej strony), z tyłu wystaje fragment niebieskiego fordzika

 A to prospekt Szewczenki. Idąc cały czas prosto (ok. 1 km), dochodzi się do pomnika Mickiewicza

Nasze okna to te na ostatnim piętrze, pierwsze i drugie od wykuszu z prawej strony

Wejście do hostelu

 Klatka schodowa. Wyremontowana tylko do II piętra (po naszemu wysoki parter i I piętro, bo tu inaczej liczy się piętra, a dokładniej - nie ma czegoś takiego jak parter). Hostel został oddany do użytku dopiero na wiosnę 2012 roku, dlatego nie wszystko jeszcze było wykończone - mam tu na myśli głównie klatki schodowe

Im wyżej, tym klatka schodowa w coraz bardziej opłakanym stanie. Jednak trwają wciąż prace remontowe. Wygląda na to, że budynek od kilkudziesięciu lat nie był remontowany i popadał w ruinę. Mimo to można zauważyć ślady dawnej świetności - szczególnie secesyjne dekoracje, piękne kafle na podłodze, drzwi i okna oraz różne detale

To już ostatnie pietro

Trzeba uważać, żeby nie zaplątać się w wiszące i niezabezpieczone kable. Coś zupełnie niespotykanego w tzw. cywilizowanych krajach

Do naszej części przechodzi się przez taki balkonik

Tuż przy drzwiach wejściowych do naszego apartamentu widać przez uchylone drzwiczki chyba dawną klatkę schodową dla służby

A to już nasz pokój. Piękny, duży, czysty, pachnące świeżym malowaniem ściany, przedwojenny, skrzypiący parkiet, na suficie ogromny, secesyjny żyrandol. Duże szafy, do których można wejść razem z walizką w rozmiarze XXL. Do tego każda szafa ma swój klucz


Widok na pokój z innej strony. Niestety, trochę bałaganu. Poranek, dlatego Krzysiek jeszcze w łóżku;-)

A to już kuchnia...


...i łazienka (ponoć we Lwowie wciąż są problemy z ciepłą wodą, my mieliśmy cały czas)

Widok z okien - w lewą stronę...

...na wprost...

 ...w prawo i do tego o zachodzie słońca

W apartamencie, w którym mieszkaliśmy, były trzy pokoje, kuchnia i łazienka. My zajmowaliśmy, oczywiście, jeden pokój. W pierwszą noc ktoś spał w jednym z pokojów, ale z rana wyprowadził się, tak że nawet nie widziałam człowieka na oczy. W drugim pokoju w ogóle nie było nikogo, a zatem w zasadzie cały apartament mieliśmy do własnej dyspozycji. Nasz pokój był trzyosobowy, ale są też dwuosobowe i wieloosobowe. Gdyby się ktoś wybierał do Lwowa, bardzo polecam Hostel pod Świętym Duchem. Na stronie internetowej są ładniejsze zdjęcie wnętrz. Ten sam właściciel w sąsiedniej kamienicy, właśnie podczas naszego pobyt, oddał do użytku bardziej ekskluzywne pokoje pod nazwą Apartamenty pod Świętym Duchem. Na stronie też są zdjęcia.

3 komentarze:

Jerry pisze...

No to pietra liczy sie tak jak w Szwecji. Zatem na Ukrainie jest juz Zachod :-)

recoleta pisze...

A dla mnie to trochę nielogiczne. A mieliśmy trochę z tym zabawy, bo parę razy błądziliśmy gdzieś po piętrach, nie mogąc dojść do tego, na jakie właściwie piętro idziemy.:-)

Jerry pisze...

No wlasciwie to logiczne, bo kazdy poziom ma swoj numer. Pierwszy nazywa sie w Polsce parterem, a gdzie indziej "poziom pierwszy" itd.