piątek, 26 października 2012

Odessa - zabytki, atrakcje turystyczne

Zwiedzanie miasta podczas upału to niezapomniane wrażenie. Trzeba pamiętać, że większości miejsc użyteczności publicznej nie ma klimatyzacji (bądź nie działa), więc bywało, że mieliśmy dość. Ale człowiek przywyknie do wszystkiego i muszę przyznać, że z każdym dniem coraz bardziej przyzwyczajaliśmy się do wysokiej temperatury. Odessa natomiast ma coś, co bardzo ułatwia wakacyjne zwiedzanie (a także przysparza wiele przyjemności), a mianowicie dużo zieleni. Strasznie podobało mi się w Odessie to, że było tyle parków, cienistych alei, ulic wysadzanych wielkimi, rozłożystymi platanami lub innymi drzewami. Do motywu odeskiej ulicy jeszcze wrócę, a teraz kilka zdjęć pokazujących topowe "zabytki" Odessy, czyli miejsca, które trzeba zobaczyć - przynajmniej tak twierdzą wszystkie przewodniki. 

Sobór Przemienienia Pańskiego zbudowany pod koniec XVIII wieku
 
 Tereny przed soborem stały się naszymi ulubionymi (napiszę o tym w innym poście)


Przed soborem stało mnóstwo straganów z pamiątkami,  dewocjonaliami i obrazami 

 Wejście do soboru

Sobór od strony parku 

W parku przed Soborem Przemienienia Pańskiego stoi pomnik generał-gubernatora odeskiego Michaiła Woroncowa 

A to już inny park i inny pomnik "Dwunaste krzesło" (ulica Deribasowska). Ten nietypowy pomnik upamiętnia mebel pojawiający się w satyrycznej powieści Eugeniusza Pietrowa i Ilji Ilfa Dwanaście krzeseł
  
Przy tej samej ulicy znajduje się słynny pasaż handlowy, który zlokalizowany jest w dawnym pałacu Woroncowa. Wejście do niego jest z daleka niepozorne i trochę go szukaliśmy

Pasaż jest piękny, chociaż strasznie zniszczony i niewykorzystany

Z daleka, tradycyjnie zachwyca, z bliska widać odpadającą farbę i kruszące się elementy dekoracyjne


Dlaczego pasaż jest niewykorzystany? Bo, jak sami widzicie, w środku sezonu turystycznego, nie ma ludzi. Dlaczego nie ma? A po co mieliby tu przychodzić, skoro w pasażu znajdują się np. sklepy z AGD (kupić odkurzacz?), z telefonami komórkowymi i jakimiś bliżej nieokreślonymi bzdurami

W bocznej "nawie" znajduje się jedyna w pasażu kawiarnia. Nie ma restauracji, z kórych woń lokalnej kuchni przyciągałaby zawsze głodnych turystów, kolorowych sklepików z pamiątkami, kalendarzami, plakatami, pocztówkami, płytami z odeską muzyką, knajpeczek z muzyką, która ściągałaby turystów do zatrzymania się, posłuchania...

Miejsce piękne, ale turyści wchodzą, robią kilka zdjęć i wychodzą... jak my

 Teatr Opery i Baletu z końca XIX wieku - w stylu eklektycznym

Teatr Opery i Baletu z innej strony
 
Bulwar Primorski wiodący do Schodów Potiomkinowskich

Na szczycie Schodów Potiomkinowskich stoi posąg jednej z największych osobistości Odessy - jej ojca i pierwszego gubernatora - księcia A. E. de Richelieu, zwanego Diukiem. Za jego rządów przez Odessę przewinął się blisko milion emigrantów. Diuk ujarzmił wiele koczowniczych ludów czarnomorskich, zaprosił do osiedlenia tysiące Żydów, Niemców i Szwajcarów. Zbudował meczety dla Tatarów i założył winnice. Pomnik przedstawia go w todze i z wieńcem laurowym 

Niedaleko stoi inny posąg. Pomnik polskiej gnębicielki - carycy Katarzyny II nie stoi w Odessie przypadkowo. To właśnie ona w 1794 roku, na jałowym klifie wśród dzikich stepów, w miejscu wydartej Turkom twierdzy Yeni Dünya, założyła Odessę  
 

To zdjęcie można zatytułować: "Nasi tu byli". Oczywiście - Adam Mickiewicz

Park Tarasa Szewczenki

 Mimo środka wakacji i niemiłosiernego upału, tu była już jesień, co zdumiało nas maksymalnie

Przy wejściach do parku stały wielkie tablice zabraniające wprowadzania psów. Nie bardzo wiedzieliśmy, o co chodzi. Dopiero jak weszliśmy do parku, okazało się, że po całym terenie grasują hordy bezdomnych psów. Jedne wylegują się pod ławkami, inne bandami napadają na inne psie gangi, które weszły w ich terytorium. Byliśmy zszokowani

Przy wejściu/wyjściu z parku pomnik Tarasa Szewczenki

 Kolejny polski akcent - ulica Lecha Kaczyńskiego

poniedziałek, 22 października 2012

Z Wapienicy na Błatnią

Kolejna przerwa w relacji z mojej ukraińskiej odysei. Niedzielę spędziliśmy aktywnie - udaliśmy się w Beskid Śląski. Dojechaliśmy do Wapienicy, gdzie zostawiliśmy samochód i dalej, wzdłuż rzeki, zacienioną, pokrytą dywanem żółtych liści drogą, pomaszerowaliśmy w stronę zapory i jeziora Wielka Łąka. Obszar ten stanowi zespół przyrodniczo-krajobrazowy "Park Ekologiczny Dolina Wapienicy". Niestety, jezioro jest całkowicie zamknięte dla turystów, ogrodzone i bardzo ciężko je sfotografować. Od zapory niebieski szlak skierował się ostro w górę. Pierwszy szczyt, który zaliczyliśmy, to Palenica. Odnaleziono tu ślady grodziska, pochodzącego z ok. 500 r. p.n.e. Po drodze zaliczyliśmy kilka szczytów pośrednich. 

Wojtek pisał na swoim blogu, że w "jego" górach dominował kolor żółty, u nas - z racji przewagi lasów bukowych i wielu klonów - dominował kolor czerwony. Było bajkowo! Jeśli ktoś widział ekranizację pierwszej części Władcy pierścieni, to jest tam taka piękna scena, gdy drużyna pierścienia wchodzi do Rivendell, dookoła żółto-czerowne lasy i deszcz opadających liści. Mieliśmy właśnie takie wrażenie, jakbyśmy trafili do Rivendell. Ponadto całą drogę towarzyszyły nam śpiewy ptaków. 

Wycieczka zajęła nam więcej czasu niż przypuszczaliśmy. Do góry szliśmy dość wolno, zatrzymując się na zdjęcia i odsapnięcie, bo z jednej strony mieliśmy upał, jak latem, z drugiej - kondycja taka sobie. Punktem kulminacyjnym wycieczki było schronisko na Błatnej. Tu opróżnienie plecaka z zapasów i potem powrót w promieniach chylącego się już ku zachodowi październikowego słońca. Na parkingu byliśmy już, gdy słońce schowało się za góry.




Jeszcze poranny chłód

Jezioro Wielka Łąka o poranku

Zapora



 Wkrótce zaczęliśmy ściągać poszczególne warstwy odzieży


 
Widok na Jaworze








 




 


 Schronisko na Błatnej













Jezioro Wielka Łąka pod wieczór