wtorek, 16 października 2012

Kierunek Wschód, czyli przybywamy do Odessy

Z Kamieńca Podolskiego zrobiliśmy duży skok na wschód i jednocześnie południe. Po wytelepaniu się po krajowych drogach (oczywiście jakości dróg polnych) wylecieliśmy na coś w rodzaju autostrady Kijów-Odessa. Droga zdecydowanie bardziej przypominająca drogi europejskie, aczkolwiek pozostaje znowu "ale". Po pierwsze, dość egzotyczne zjawisko dla nas - posterunki milicji, gdzie na wyrywki kontroluje się kierowców i, podejrzewam, wymusza łapówki. Posterunki rozsiane są na całej trasie, co kilkanaście-kilkadziesiąt kilometrów. Oczywiście, w takich miejscach znajduje się znak drogowy ograniczający prędkość do 50 km/h. Jest to irytujące, jak co kilkanaście kilometrów trzeba bez powodu hamować. Ale przynajmniej nie grozi człowiekowi, że zaśnie. Druga rzecz, co jakiś czas na autostradzie pojawiają się skręty (z lewego pasa) umożliwiające zawrócenie - coś nieprawdopodobnego! Szalenie niebezpieczne! Trzecia, co jakiś czas na lewym pasie stoi radiowóz milicji drogowej DAI, która "suszarką" mierzy prędkość przejeżdżających samochodów: raz w jednym kierunku, raz w drugim. Kolejny szok. Samochód jadący szybko lewym pasem może przelecieć na wylot przez taki radiowóz. Czwarta rzecz, praktycznie brak zajazdów, parkingów, miejsc, gdzie można się zatrzymać, odpocząć, coś zjeść, skorzystać z toalety. Przy 2-3 dużych węzłach był owszem kompleks, składający się z 2-3 restauracji, ale raczej ekskluzywnych, dla kierowców lecących z Moskwy. Faktycznie, na tej trasie spotykamy mnóstwo samochodów na ruskich tablicach, wiele bardzo, ale to bardzo luksusowych. Po opanowaniu zasad korzystania z ukraińskiej autostrady szybko i komfortowo dojechaliśmy do Odessy. 

Oto przystanek przy dość dużym węźle. Zajeżdżamy pod wielgachną "stołówkę" vel. jadłodajnię, ale już jej nazwa działa na nas zniechęcająco. Krzysiek stwierdził, że nawet z WC tam nie skorzysta

Pożywiamy się więc arbuzem i jedziemy dalej

Kolejny przystanek. Jak widać, jesteśmy zmuszeni do przerobienia bagażnika na kuchnię polową i  konsumpcji na stojąco pomiędzy jakimiś barakami. Dookoła chodziły kury i gdakały, czasami też zawiewało moczem

  Wieczorem zajeżdżamy do hotelu (który odradzam!)

Mieszkamy w okolicy dworca kolejowego, ok. 20 minut drogi (nogami) od centrum historycznego

 Dworzec robi wrażenie. Jest odnowiony, czysty, nie śmierdzi, aczkolwiek nie sposób znaleźć toalet. Pani w informacji na dole skierowała mnie na piętro, pani na piętrze na parter, a tabliczki w ogóle kierowały w ślepe zaułki. Nie znalazłam





W okolicy naszego hotelu znajdowała się piękna cerkiew 

A to droga, którą codziennie przemierzaliśmy w kierunku centrum. Zapomniałam dodać, że w tej dzielnicy kończyły się linie tramwajowe i autobusowe miejskie i jednocześnie zaczynały podmiejskie. Stąd gwar, chaos, biegający we wszystkich kierunkach ludzie. Te samochody parkujące na torach, to prywatne samochody - nielegalne taksówki. Ktoś kto ma samochód, po prostu staje tam sobie i wozi ludzi. Oczywiście, żaden nie ma oznaczenia, a po okolicy spacerują kierowcy i zachęcają do skorzystania z usług jego "taksówki". Wiele razy nas zaczepiano, ale bardzo grzecznie w stylu "riebiaja, taksi?"

 W okolicy dworca i naszego hotelu jest nieciekawa dzielnica. Nieciekawa, to delikatne określenie

Jest to oczywiście forma poznawania kraju, miejscowy folklor, ja to sobie cenię, chociaż nieustannie wołałam "tu jest jak w Chile", albo "zupełnie jak na marokańskim targu"

Ten syf w głównej mierze spowodowany jest obecnością gigantycznego targowiska

 

Rzeczywiście w wielu miejscach czułam się jak na targu w pewnej wiosce w górach Maroka, którą odwiedziliśmy ,aby zobaczyć, jak wygląda prawdziwy targ, a nie turystyczna atrakcja pod postacią Mediny w Marrakeszu

Muszę przyznać, że wiele zdjęć robiłam z tzw. biodra. Miałam trochę obaw przed eksponowaniem mojego wypasionego aparatu. Ale i tak wzbudzałam zainteresowanie, gdy wymierzałam w ludzi obiektyw. W pewnym sensie na szczęście tu jeszcze nie dotarło prawo o ochronie wizerunku i ludzie nie wiedzą, że mogą powiedzieć "nie"


A to już widok typowy dla całej Odessy. Na niemalże każdy rogu leży taka kupa arbuzów i melonów

 Po wyjściu z dzielnicy dworcowo-targowej wchodzi się już w piękne dzielnice, na urokliwe aleje wysadzane platanami, z wspaniałymi secesyjnymi kamienicami, ogólnie niezwykłą architekturą i po tej serii zdjęć rodem z Iraku, zobaczycie, że Odessa jest przepiękna, niezwykła, chociaż mocno trącona rydwanem czasu

1 komentarz:

Wojtek pisze...

Obrazki jakże podobne do choćby znacznie bliższego Polski Sambora. Odnosi się wrażenie, że targ jest głównym miejscem pracy Ukraińców.