sobota, 20 października 2012

Odessa - miasto nad morzem

Motywem przewodnim tego postu jest morze, bo nie można zapominać, że Odessa to przede wszystkim wielki port czarnomorski. Gdziekolwiek się człowiek nie obejrzy, wszędzie dominują morskie elementy architektoniczne, także uliczne kramy uginają się pod ciężarem strojów marynarskich, czapeczek z kotwicą lub kołem sterowym i różnorodnych mniej lub bardziej kiczowatych pamiątek. Rozmiary dostępne - od niemowlaka po XXL. Po całym mieście rozsiane są też wielkie billboardy ze stalinowskim hasłem "Oddessa gorod gieroj" lub "Odessa Mama". 

Jednym z najważniejszych i absolutnie obowiązkowych punktów zwiedzania Odessy jest nadmorski bulwar, po środku którego znajdują się słynne Schody Potiomkinowskie. Mają 200 stopni, zbudowane zostały w 1825 roku i za sprawą radzieckiego filmu Sergieja Eisensteina "Pancernik Potiomkin", nakręconego w 1925 roku, stały się symbolem Odessy. Schody prowadzą do dworca morskiego i na długie molo/betonowy pomost, z końca którego rozciąga się malowniczy widok na port, latarnię Woroncowa i Morze Czarne. Co dziwne, praktycznie nie ma tam turystów. Na naszych molach, np. świeżo w pamięci mam molo w Międzyzdrojach, tłum był taki, że nie można było się minąć. Inna rzecz, że gdy my delektowaliśmy się widokami, to temperatura dokoła zabijała wszystko, co żywe.

Widok ze szczytu Schodów Potiomkinowskich nie jest imponujący, ale to tylko złudzenie. Zapamiętajcie ten czerwony parasol po lewej stronie

Można powiedzieć, że wszystkie drogi w Odessie prowadzą na Schody Potiomkinowskie. My też wielokrotnie tu wracaliśmy. Pewnego wieczoru usiedliśmy sobie na murku i obserwowali ludzi. Jeśli ktoś pamięta film Eisensteina, to tam była taka scena, jak ze schodów zaczyna spadać wózek. Nie mogłam się oprzeć, aby sfotografować scenę w wersji współczesnej, aczkolwiek wózek nie zjechał w dół

Krzysiek kupuje kwas chlebowy na środku schodów. To, że udało nam się przeżyć te nieprawdopodobne upały, to zasługa właśnie zimnego kwasu chlebowego, który wlewaliśmy w siebie niemal przy każdym dystrybutorze (po pół litra na łebka)

Przebywając na Ukrainie szybko zrozumieliśmy, że tu są możliwe rzeczy, które są niemożliwe nie tylko w Europie, ale każdym innym cywilizowanym kraju świata. Widok orła ścisnął mi serce. To taka atrakcja dla turystów. Wiadomo, że turysta to taka istota, która uwielbia robić sobie zdjęcia, po schodach więc z góry na dół i na odwrót kursowali młodzieńcy ze związanymi orłami, pawiami i małpkami. Gdy zobaczyli u mnie przewieszony na szyi aparat od razu podeszli i zaproponowali, żebym zrobiła sobie zdjęcie z orłem - za jedyne 20 chrywien, czyli ok. 8-9 złotych, ale spojrzałam na łebka jak na mocno nieświeże mięso i zrezygnował z dalszego namawiania

Chodzą też różni przebierańcy: piraci z Karaibów, marynarze i marynarki (?). Też można się było sfotografować z takim kosmitą

A oto wspomniany wcześniej czerwony parasol i jeszcze daleko do dołu schodów

 Widok z ulicy biegnącej u dołu schodów. Teraz spróbujcie odnaleźć czerwony parasol

A to już widok w przeciwnym kierunku - na Morze Czarne

Dworzec morski

Za mną port 


 Pomnik żony marynarza


 37-metrowa latarnia Woroncowa


 Odeska marina


 
Na molo wznosi się luksusowy Hotel Odessa

 Widok na Schody Potiomkinowskie z molo
 
A teraz trzeba wejść, jest wprawdzie winda, ale my jesteśmy strongmeni.;-) Nie było zresztą źle

 Innego dnia wybraliśmy się na plażę, która znajdowała się niedaleko naszej dzielnicy

Wszechogarniający beton zniechęcił nas do kąpania

Na betonowym molo stoją wędkarze

Zagadujemy dziadka, który ulokował się koło nas

 Humanitaryzm nie jest cechą tego wędkarza. Nie ma siatki na ryby, a złowione sztuki wyrzuca po prostu na pomost, gdzie te wyziewają ducha

Dziadek dumnie prezentuje swoją zdobycz. Ponoć to byczek

Poprzednie zdjęcia były zrobione z plaży bezpłatnej. Teraz zdjęcia z plaży płatnej, ale jak widać - tłumów nie ma

Plaża całkowicie zastawiona jest wszelakimi meblami plażowymi i innymi ustrojstwami służącymi do zabawy i wypoczynku. Na szczęście nie słyszycie koszmarnej i ogłuszającej wszelkie stworzenie muzyki dobywającej się z głośników

Niech wam się nie wydaje, że to prawie jak we Włoszech. To tylko tak wygląda z daleka. Z bliska widać, że kamień jest sztuczny, farba odłazi, wszędzie beton, ewentualnie pomalowany farbami olejnymi, wszystko zrobione byle jak, no i jeszcze ta tandeta... Kolejny raz przekonałam się, jak polskie plaże są piękne, niestety, tylko ta woda odmrażająca nawet latem

5 komentarzy:

Wojtek pisze...

Jakoś smutno to wygląda. To nie pierwsza taka uwaga o Ukrainie.

Zofijanna pisze...

Często wyjeżdzam na Ukrainę, ale raczej bywam w miejscach, które przed wojną należały do Polski. Nie patrzę na tandetę, nie widzę jej, patrzę na to co kiedyś było polskie i na piękne zabytki.
Widok biednego orła ściska sercę.
Pisze Pani,że niedopuszczalne w Europie.
Dopuszczalne. Widziałam podobny obazek rok temu, tuż za polską granicą- w Słowacji- przed jedną z jaskiń stał człowiek z orłem, sowa i sokołem.
Gdzie są obrońcy zwierząt?

Wojtek pisze...

Pytanie jest czy Słowacja to już taka Europa o którą tu chodziło. Moim zdaniem jeszcze nie.

Zofijanna pisze...

A czy u nas- w Polsce widział Pan coś podobnego ?

recoleta pisze...

W czasach PRL tak. W Polsce obrońcy praw zwierząt są bardzo silną grupą. Nie wyobrażam sobie takiego widoku w Polsce.