środa, 10 października 2012

Zamek w Chocimiu

Nasza wizyta w chocimskiej fortecy przypadła chyba na apogeum ukraińskich upałów. Tego dnia temperatura poszybowała do 48 stopni i tym samym ten dzień awansował na najgorętszy dzień, jaki w życiu przeżyłam. Ostatni taki upał mieliśmy kilka lat temu w Grecji, podczas zwiedzania Olimpii. Jak można zauważyć na niemalże wszystkich naszych zdjęciach, wszędzie poruszaliśmy się z butelką wody i ręczniczkiem do wycierania spoconych buź. Czasami Krzysiek moczył go pod jakąś pompą i kładł sobie na karku.

A teraz do sedna. Trafić do chocimskiej twierdzy nie jest łatwo. Nie ma żadnych tablic informujących o takiej atrakcji turystycznej. Chocim to generalnie wiocha, ale rozległa, ciągnąca się wzdłuż Dniestru. Po przejechaniu całego Chocimia, zajechaliśmy na stację benzynową i tam czystą polszczyzną wytłumaczono nam, jak mamy jechać. Chocimski zamek, to kolejne miejsce, gdzie się wkurzyłam. Nagminnie, przy wejściu, podczas kupowania biletów, mówiono nam, że bilet jest na wszystko, a w środku okazywało się, że przy każdej baszcie siedzi jakaś babuszka i każe sobie osobno płacić. Dyskusja, że już płaciliśmy nie ma sensu, tym bardziej że zazwyczaj nie dostawaliśmy dowodu kupna biletu. Jesteśmy przekonani, że wszędzie nas oszukiwano, bo w aktualnym przewodniku były podane inne ceny wstępów, a nam śpiewano co innego - i to kilkanaście razy więcej. I tak np. bilet miał kosztować 2 hrywny od osoby, a nam kazano zapłacić 20. Plus oczywiście drugie, albo i trzecie w środku, jeśli chcielibyśmy wejść do jakiejś baszty, muzeum, wystawy itp. Wystarczyło, że usłyszeli, że rozmawiamy po polsku. Niemniej zobaczyć twierdzę trzeba. Robi wrażenie.

Pierwszy raz w życiu widziałam tak położony zamek - nie na wzgórzu, ale w jarze. Szukając zamku, rozglądaliśmy się dokoła, a potem okazało się, że zamek z daleka w ogóle nie jest widoczny

Wejścia na teren twierdzy strzeże pomnik Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, hetmana kozaków rejestrowych

 

A w tle leniwie płynący Dniestr

Budowę zamku rozpoczęto w pierwszej połowie XIV wieku, ukończono w drugiej połowie. Jednak Chocim znany jest w historii Polski przede wszystkim dzięki dwóm doniosłym zwycięstwom nad Turkami mającym miejsce w XVII wieku

 Pierwsze miało miejsce w 1621 roku, kiedy to 35-tysięczne wojska koronne, dowodzone przez hetmana Jana Karola Chodkiewicza, wspierane 40-tysięcznymi posiłkami kozackimi hetmana Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, zdołały obronić Rzeczpospolitą przed inwazją 120-tysięcznej armii sułtana Osmana II 

Druga bitwa chocimska odbyła się w 1673 roku, w rok po haniebnym traktacie buczackim, oddającym Podole w ręce tureckie. Wystawiona armia, pod komendą hetmana Jana Sobieskiego, odniosła zwycięstwo nad Turkami

Triumf Sobieskiego otwarł mu drogę do przyszłej intronizacji

Na przestrzeni wieków zamek był wielokrotnie burzony, a także poddawany rekonstrukcjom przez kolejnych właścicieli


Dziedziniec





3 komentarze:

Wojtek pisze...

Wspaniały element polskiej i ukraińskiej historii, sprawia jednak wrażenie, że to nie do końca wykorzystany atut. Widzę że jest zapuszczony, zarośnięty chaszczami gdzieniegdzie. Pewnie ich społeczeństwo jeszcze nie dojrzało do ochrony zabytków i przyjdzie im poczekać na ogólne wzbogacenie się ludzi. W Polsce to zajęło circa 20 lat.

Mażena pisze...

Wspaniały i tylko szkoda, że już nie w Polsce. Tyle historii!

recoleta pisze...

Zamek nie jest aż tak zapuszczony. Chaszcze są, bo teren dokoła jakiś taki podmokły, w tym jarze przy Dniestrze. Chociaż jak myśmy byli, to wszystko było wyschnięte na pieprz. Nawet roślinność (sfotografowałam), to jakieś sukulenty tam rosły, w tym mikołajek nadmorski. Ale mury w niezłym stanie. Tylko że nic poza tym zero infrastruktury turystycznej: hoteli, pensjonatów, restauracji, kafejek, sklepików z pamiątkami.