czwartek, 20 grudnia 2012

George Orwell "Rok 1984"

W landrynkowym przedświątecznym klimacie przeczytałam Rok 1984 George'a Orwella. Jakoś do tej pory nie było okazji. Mimo iż nie jest to żadna nowość książkowa - została wydana w 1949 roku, to jednak chciałabym podzielić się moimi wrażeniami. Książka zaskakuje podobieństwami do czasów, które właśnie w latach osiemdziesiątych przeżyliśmy, ale nie tylko. To analogie do komunizmu jako całości, ale także ogólnie wszelkich systemów totalitarnych. Ja także, mimo wszechogarniającego "bębnienia", że obecnie żyjemy w czasach pokoju, miłości i dobrobytu, widzę sporo podobieństw. Pozornie cieszymy się wolnością i żyjemy w tzw. demokratycznym państwie. Ja jednak nie do końca rozumiem, dlaczego rządy większości miałyby być lepsze od rządów jednostki (błędnie i niesprawiedliwie utożsamianych z czymś złym, niekorzystnym dla państwa i jego mieszkańców). Faktycznie jednak coraz bardziej odczuwam odbieranie mi wolności. Jeżeli całe może życie jest zapisane w kartkach bankomatowych, NIP-ach, peselach, PIN-ach itd., wszędzie otaczają nas kamery, a administrator sieci w każdej chwili może sprawdzić, na jakie strony internetowe wchodzę, to o jakiej można mówić wolności? Oczywiście, książka Orwella, pisana w latach 40-tych ubiegłego wieku, nie opisuje takich wynalazków, jak: komputer czy internet, ale pojawiają się tam: wszechobecne oko kamery, śledzące wszystkich obywateli, telewizja "piorąca" nieustannie mózgi ludzi, której na dodatek nigdy nie można wyłączyć czy mikrofony podsłuchujące wszystkich i wszędzie. Jest słynny Wielki Brat, który - można rzec - jest substytutem Boga: jest wszechwiedzący, wszechmocny i nieomylny. A tak naprawdę społeczeństwo w powieści ukazane jest przede wszystkim jako grupa ludzi całkowicie pozbawiona własnej woli. Drogą systematycznych "reform" władza (czyt. partia) pozbawia ludzi kolejnych praw. Dzieci, wysyłane jak najwcześniej do szkoły, są systemowo nastawiane przeciwko rodzicom (Boże, jak to znajomo brzmi!). Ludzie nie znają takich pojęć, jak: honor, godność, współczucie... Władza manipuluje historią, "poprawiając" fakty, które są niezgodne z linią polityczną partii. Wprowadza także nowomowę - bełkot, który służy do ukazywania tej absurdalnej rzeczywistości i faktycznie, normalnym językiem nie dałoby się opisywać wszystkich absurdów tamtego świata. W tym koszmarze pojawiają się osoby, które dochodzą do wniosku, że taki świat im nie odpowiada, że nienawidzą władzy i partii. Starają się znaleźć normalność w nienormalnym świecie, radość i przyjemność z tak przyziemnych rzeczy, jak np. śpiew ptaka. Niestety, maszyna totalitarnego systemu pochłania wszystkich. Jej zadaniem jest "uzdrowić" takie osoby, bo są one uznane za chore. 
 

Szczególnie w pamięć zapadło mi kilka zdań, które chciałam tu zacytować:

- Władza to nie środek do celu; władza to cel.
- Dwójmyślenie oznacza przede wszystkim umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz. 
- Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.
- Może wariat to po prostu członek jednoosobowej mniejszości. 
- Myślozbrodnia nie pociąga za sobą kary śmierci: myślozbrodnia JEST śmiercią.
-
Normalność nie jest kwestią statystyki. 
- Kto rządził przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.
-
Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur są tortury. Celem władzy jest władza.  

Mimo iż Orwell nie miał okazji żyć w systemie totalitarnym, doskonale wychwycił najczęściej stosowane przez system metody. Jest też sporo głupstw, które nieco mnie raziły, ale całościowo oceniam tę książkę za bardzo dobrą, chociaż depresyjną, ale ponieważ co roku przed świętami wpadam w depresję, więc utrafiłam w klimat. W radiu puszczają ckliwe melodie, pocztę bombardują kolorowe kartki z Mikołajami, choinkami, bombkami i słodkimi bałwankami, a wszyscy mówią o jakiejś "magii" - ja w tej atmosferze światowego zwariowania zabrałam się za Proces Kafki.

1 komentarz:

PTYSIA pisze...

Proces jest naprawdę ciekawy i mimo, że po pierwszym przeczytaniu niczego nie rozumiałam, to po jakimś czasie zrozumiałam wiele. Niestety książka Orwella w ogóle mnie nie zachwyca.