poniedziałek, 3 grudnia 2012

Jałta i Aj-Petri

Wyjazd w wysokie góry Krymu to była jedna z najbardziej ekscytujących wycieczek, które odbyliśmy podczas naszej wyprawy na Ukrainę. Problem polega na tym - jak we wszystkich rejonach górzystych - że na mapie wszystko wygląda, że jest blisko (bo w linii prostej faktycznie jest), ale w rzeczywistości jedzie się serpentynami, z niewielką prędkością i w sumie wyjazd okazuje się całodzienny. Tak było w tym przypadku. Po drodze utknęliśmy w dwóch korkach: jeden przy wjeździe do Ałuszty, drugi - przy wjeździe do Jałty. Ukształtowanie terenu - wysokie góry schodzące wprost do morza - powoduje, że jest mało miejsca na nowe drogi, obwodnice itp. Wzdłuż linii brzegowej ciągnie się wąski pas jako takiej płaskiej ziemi, gdzie jeden przy drugim wznoszą się domy, apartamentowce, hotele... Mieliśmy początkowo zagłębić się w centrum Jałty, zobaczyć miejsce, gdzie dokonano czwartego rozbioru Polski, ale przerażeni korkami umknęliśmy w góry.

"Ałuszta w dzień", oj zdziwiłby się Mickiewicz, gdyby zobaczył dziś miasto, które go tak oczarowało, że opiewał je i dniem, i nocą
 
 Zbliżamy się do Jałty

Po drodze mijamy słynny obóz pionierski Artek. Ehh, kiedyś marzyłam, aby tu przyjechać
 
Wjeżdżamy do Jałty

Zaraz jednak skręcamy w boczną drogę, wiodącą wysoko w góry. Serpentyny są imponujące, czasami zakręt jest tak ostry i tak pod górę, że trzeba go zrobić na dwa razy. Zjeżdżające z góry samochody piszczą na zakrętach. Często zamykam oczy, bo to, co wyprawiają kierowcy ukraińscy, to szczyt głupoty i bezmyślności. Potrafią, na przykład, w tych warunkach wyprzedzać lub jadą z absurdalną prędkością. A do tego pędzą autami, które są - jak widać na zdjęciu, nie pierwszej młodości.  

Droga jest dość długa - jedziemy nią kilka godzin. Wjedzie przez przepiękny, dziewiczy las sosnowy, który objęty jest ochroną. Znajduje się tu rezerwat sosny krymskiej.  Drzewa rzeczywiście są ogromne

Gdy wyjeżdżamy wyżej, drzewa zaczynają się robić coraz niższe, a naszym oczom ukazują się widoki zapierające dech w piersiach 

Najgorsze są przepaście - nie patrzę w dół, ale już sama "ochrona" robi wrażenie, a szczególnie jej "mocarność". Jak widać, niektórym się nie przydała. Podejrzewam, że skoro jest rozwalona, to chyba ktoś poleciał w dół...

Zdobywamy pierwszy punkt widokowy. W dole Jałta

A to masyw Aj-Petri (czyli Góry Świętego Piotra). Od strony Morza Czarnego to nawet kilometrowej wysokości urwiska lub gigantyczne, szerokie amfiteatry

Chwila na uspokojenie nerwów...

...i oczywiście podziwianie widoków
 
Jedziemy dalej

Wjeżdżamy na przełęcz pod szczytem Aj-Petri. Mam wrażenie, jakbym znalazła się w Ameryce Południowej, gdzieś w Andach. Jest zimno, wieje porywisty wiatr. Odwiedzamy obozowisko Tatarów

  

W tle obserwatorium astronomiczne na szczycie Bebene-Kyr

Te postrzępione zęby, to zasadniczy szczyt Aj-Petri (1233 m n.p.m.). Znajduje się tam górna stacja kolejki linowej

 Na szczęście w samochodzie zawsze wozimy polary
 
 
Barierki (z pięcioramiennymi gwiazdami) obwiązane są białymi tasiemkami, a nawet kawałkami plastikowej folii. To przeniesiony z Syberii zwyczaj "obłaskawiania" duchów  

 W dole Jałta

 

 

 A to droga, którą przyjechaliśmy (oczywiście zdjęcie wykonane przez teleobiektyw)

W obozowisku Tatarzy przygotowują tradycyjne jadło 

  Pilaw - tatarskie danie



W tatarskim namiocie przebywa się bez obuwia, jak to u muzułmanów. Pijemy kawę i...

 ...jemy tatarskie ciasteczka

6 komentarzy:

Wojtek pisze...

Super. Kapitalna wycieczka.

Jerry pisze...

Te tatarskie ciasteczka wygladaja jak ciasto francuskie. Smakuja tak samo?

recoleta pisze...

Te ciasteczka są smażone na głębokim tłuszczu, czyli nie do końca tak samo są przyrządzane jak ciasto francuskie. Bardzo słodkie.

Jerry pisze...

To chyba tak blizej juz smakow arabskich bardziej w kierunku baklawy.

recoleta pisze...

Zgadza się. Zresztą w kuchni tatarskiej jest bardzo dużo cech wspólnych z innymi kuchniami arabskimi. Na Krymie są dwie kuchnie: tatarska i gruzińska. Nie mieliśmy takiej wiedzy, żeby odróżnić, co jest z której kuchni. Zresztą, jak teraz czytam o poszczególnych daniach, które jedliśmy na Krymie, to znajdują się i w opisach kuchni gruzińskiej, i tatarskiej. Chyba tak długo i tak blisko ze sobą były, że trudno dziś dojść do tego, kto pierwszy dane danie ugotował.

Travelling Milady pisze...

Niestety nie dotarłam już do Jałty,choć bardzo chciałam, więc mam nadzieję,ze jeszcze będzie mi dane. Apetycznie to wygląda:)