środa, 30 stycznia 2013

Katowice w roku 1872

Poszukując ostatnio czegoś w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej, przypadkowo znalazłam  Album von Kattowitz z niezwykłymi fotografiami L. A. Lamchego. Są tu zdjęcia, jakich jeszcze nie widziałam. To wzruszająca, dająca wiele do myślenia podróż w czasie.  Zamieszczam kilka wybranych (trochę nad nimi popracowałam, żeby je nieco odświeżyć).

 Dzisiejsza ul. Młyńska, pośrodku Katolicka Szkoła Ludowa, w głębi młyn parowy Fiedlera i Glasera

 Dzisiejsza ul. Mariacka z widokiem na kościół Mariacki

  Dzisiejsza ul. Starowiejska z widokiem na kościół Mariacki

 Dzisiejsza ul. Warszawska, po prawej willa architekta Ignatza Grünfelda

 Dzisiejsza ul. Warszawska z kościołem ewangelickim

Nieistniejąca dziś willa Grundmanna (róg ulic Warszawskiej i Bankowej)

Dzisiejsza ulica Warszawska 

 Dzisiejsza ulica Warszawska, budynek hotelu Welts (w pobliżu Rynku)

Dzisiejsza ulica Warszawska (widok z placu przed kościołem Mariackim), w głębi dawna kopalnia Ferdinand (później Katowice)

Dzisiejszy rejon skrzyżowania ulic Warszawskiej i Francuskiej, pośrodku willa doktora Richarda Holtzego

Dzisiejsza ul. 3 Maja z widokiem w kierunku Rynku, w głębi pierwszy ratusz miejski 

Budynek na rogu obecnych ulic Stawowej i 3 Maja

 Dzisiejsza ul. Dworcowa, w głębi młyn parowy Fiedlera i Grasera

Dzisiejsza ul. Dworcowa, widok sprzed dworca kolejowego

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Stary dworzec kolejowy w Katowicach

Przy okazji ostatnich przemyśleń towarzyszących robieniu zdjęć na nowym dworcu, zaczęłam przeglądać zdjęcia/pocztówki z czasów pierwszego dworca kolejowego, czyli Banhof Kattowitz. Właściwie, to powinnam niezorientowanym w historii Katowic wyjaśnić, że dotąd jako stary dworzec mieliśmy na myśli pierwszy dworzec. Teraz to już nie wiem, jak będzie się mówiło na nowy-stary dworzec (ten zburzony)... Bo przecież nie jest już nowy. Można ponumerować, pierwszy (zbudowany w 1906 roku), drugi (oddany do użytku w 1972 roku) i obecny - trzeci (prawie skończony na przełomie 2012/2013). Jak tak sobie patrzę na te zdjęcia/pocztówki to żal ściska serce, bo czy tak nie mogło zostać? Przecież np. Wrocław nigdy nie zburzył swojego pięknego dworca, odnowił go i w dalszym ciągu służy ludziom.



 



Ten budynek wciąż stoi, pusty, popadający w ruinę. Dlaczego? Bo PKP sprzedało go prywatnemu właścicielowi, który nie ma pieniędzy na remont i zagospodarowanie. W zasadzie od samego początku, gdy dworzec przeniósł się do nowego budynku, działy się tu rzeczy dziwne. Sama pamiętam halę handlową, sprzedaż dywanów i tapet... na końcu były tu lumpeksy, bo już nic innego się nie dało. Ściany się rozpadają i grozi wypadkiem. To draństwo! I nikt jakoś głośno nie mówi, że ten obiekt jest wpisany na listę zabytków. To nie piramida Cheopsa, to budynek, który ledwo skończył 100 lat. W Katowicach ktoś uważa, że lepiej jest budować nowe szpetoty, a stare piękne budynki skazywać na rozsypkę. Trwa betonowanie Katowic, wyrywanie drzew, chociaż miasto szczyci się, że jest "miastem ogrodów". Gdzie one są? Ja wiem - na starych pocztówkach.

 Dworzec nr 2 (lata 70. XX wieku) - taki go pamiętam. Był ogromny, a jednak szybko okazało się, że przestrzeń była nie tyle niewykorzystana, co niepotrzebna. Ale na pewno robił wrażenie, szczególnie estakada wprowadzająca przyjezdnych w serce Górnego Ślaska

A tak będzie wyglądał dworzec (to ten malutki na końcu) z przylegającym do niego gigantycznym centrum handlowym. Obecny dworzec to 1/5 (na moje oko) dworca nr 2. Jest też na pewno mniejszy od dworca nr 1. Co ciekawe, budowę dworca nr 2 rozpoczęto, bo uznano, że dworzec nr 1 jest za mały

sobota, 19 stycznia 2013

Nowy dworzec PKP w Katowicach

Kilka dni temu miałam okazję do zobaczenia nowego dworca PKP w Katowicach. Chciałam się podzielić nie tylko kilkoma zdjęciami, ale również pierwszymi wrażeniami. Od razu powiem, że należałam do przeciwników rozbiórki starego dworca. Uważam, ze można było zrobić generalny remont, odnowić to i owo, przekształcić, ale burzenie go, aby powstało coś bardzo podobnego, tyle że mniej trwałego to pomyłka. Dla mnie sprawa jest jasna - budowa nowego dworca była pretekstem do wybudowania centrum handlowego w miejscu dworca autobusowego. To bardzo smutne, że zniszczono ten plac. Nie był piękny, ale otaczały go piękne kamienice, w większości odnowione, można go było jakoś dostosować, obsadzić drzewami, postawić ławki... ale co innego w gruncie rzeczy jest ważne - postawienie tak gigantycznego centrum handlowego w sercu i tak już wymierającego centrum miasta, to śmierć dla innych sklepów i wszelkich lokali usytuowanych przy głównych ulicach Katowic. Już teraz za umarłe można uznać wszystkie ulice oddalone 0,5 km od dworca! Za relikty przeszłości zaś takie domy towarowe jak Skarbek czy Zenit. Nawet po remoncie Skarbka i wynajęciu części przestrzeni pod biura firm, większość z nich świeci pustkami. Wynajęcie lokalu pod firmę w Skarbku, czyli w samym centrum Katowic, to koszt mniejszy niż czynsz w moim mieszkaniu! Ale wracając do dworca, jest znacznie mniejszy niż poprzedni. Stary robił wrażenie już samą przestrzenią. Przez wielkie szyby widać było centrum miasta. A pod słynnym zegarem umawiali się wszyscy przyjeżdżający, wyjeżdżający i mieszkańcy. Nowy dworzec różni się tym, że nie ma miejsc do siedzenia, a w ciasnej przestrzeni dominują lokale typu fast food. Nie zwala z nóg niczym, nawet nie jest ładny - skonstruowano go w modnym ostatnio stylu: szare betonowe ściany i szare posadzki. Wszystko jest szare, nudne i brzydkie.  A to że jest czysto, to tylko efekt nowego budynku. Gdyby się stary umyło, też byłby czysty.A i tak pasażerom chodzi przecież tylko o to, aby pociągi jeździły punktualnie, były czyste, w zimie ogrzane i żeby było w nich bezpiecznie. Nowy dworzec tego nie załatwia.

 Widok od strony poczty. Po lewej stronie wjazd/wyjazd z tunelu, gdzie będzie dworzec autobusowy (na razie nieczynny)

Dworzec widziany od strony ulicy Młyńskiej

A to koniec ulicy Młyńskiej. Ten biały budynek to budowane jeszcze centrum handlowe

Na ulicy Młyńskiej wyburzono jedną kamienicę. Byłam zaskoczona tym widokiem, bo nie wyglądała na rozsypującą się 



Widok w stronę ulicy 3 maja i wylot ulicy Stawowej (na końcu nawet załapał się fragment budynku liceum Mickiewicza)

Co ciekawe, nie wszystkie autobusy, które miały przystanki na starym dworcu autobusowym znajdą je w nowym. Okazuje się, że jest tam za mało miejsca. Przystanki będą na placu Wolności, czyli ok. 1 km od dworca. Oczywiście, osoby odpowiedzialne za to twierdzą, że to dlatego, że ludzie "chcą" biec z jednego przystanku na drugi z walichami i są zadowolone z nowej lokalizacji



Jedyne miejsca siedzące  w sali nowego dworca. Nie dość, że niewygodne, to niebezpieczne (jak na nim posadzić małe dziecko albo osobę ponadwymiarową?!)


My na Śląsku mamy swoje własne koleje (to informacje dla czytelników niezorientowanych w sytuacji kolejowej w Polsce)


Kasy biletowe

 No widok na centrum handlowe ze zbiegu ulic 3 maja i Stawowej

czwartek, 10 stycznia 2013

100 lat kina Rialta w Katowicach

Sporą część swojego młodzieńczego żywota spędziłam w Katowicach. A sporą część wolnego czasu spędziłam w kinie. Najczęściej chadzałam do Rialta lub Kosmosu. Ale to właśnie Rialto darzyłam największą sympatią, a dziś wielkim sentymentem. Te głębokie bordowe fotele, ciężkie kotary, tradycyjny wystrój bardziej przypominający teatr niż kino. To była magia. Gasło światło i człowiek znikał ze świata siermiężnego PRL-u, a pojawiał się w kolorowym świecie niezwykłych przygód. Tu oglądałam Poszukiwaczy zaginionej arki, stojąc wcześniej w kolejce ciągnącej się pod wiaduktem aż do rogu ul. św. Jana i Dworcowej. Szczególnie wspominam cykliczną imprezę odbywającą się w czasach PRL-u  pod nazwą "Konfrontacje". Chodziliśmy na nią rodzinnie, ale zdobycie karnetów wcale nie było łatwe, więc czasami wymienialiśmy się kto, z kim pójdzie na dany film. Nie ukrywam też, że zdarzało mi się wagary spędzić w kinie i to nie z powodu klasówki, ale właśnie z powodu jakiegoś ciekawego filmu, na który ciężko było dostać bilety, a seanse poranne (godz. 8.00) były najmniej obłożone.   


 


7 listopada 1912 roku budowniczy Martin Tichauer zarejestrował spółkę kinematograficzną tzw. teatru świetlnego w Katowicach. W rekordowym czasie, na rogu reprezentacyjnych ulic: Johannesstrasse (dzisiejsza ul. św. Jana) oraz Holteistrasse (dzisiejsza ul. Wojewódzka). W budynku znajdowała się duża sala kinowa początkowo mogąca pomieścić 800 osób, miejsce na dwudziestoosobową orkiestrę, na piętrze znajdowała się restauracja, a także palarnia cygar, winiarnia i piwiarnia. Pierwsza projekcja filmowa odbyła się 15 stycznia 1913 roku. Rialto wyświetlało głównie filmy premierowe, które następnie trafiały do kina Palast (niegdysiejszego kina przy dzisiejszej ul. Mielęckiego) także należącego do spółki Tichauer&Kochmann. Najwcześniejsza dotychczas odnaleziona wzmianka prasowa o Rialcie pochodzi z 17 stycznia 1913 roku. Jest to reklama w gazecie "Górnoślązak". Kino znane było wtedy pod nazwą Kammerlichtspiele (kino kilkakrotnie zmieniało nazwę). W 1928 roku, pod wpływem kampanii nawołującej do usuwania języka niemieckiego z życia publicznego, zmieniło nazwę na Rialto. Zmieniona została także fasada budynku - usunięto płaskorzeźbę przedstawiającą kwadrygę. W 1938 roku na krótko kino otrzymało nazwę Słońce, a rok później na UFA – Theater Rialto. Po wojnie, w 1945 roku, powrócono do nazwy Rialto. Pierwsza przebudowa kina nastąpiła na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych. Zwiększono liczbę miejsc do 1050, a obiekt wyposażono w aparaturę dźwiękową. Dzięki temu w Rialcie mogła odbyć się pierwsza na Śląsku projekcja filmu dźwiękowego "Śpiewający błazen" z Alem Jolsonem. Później były kolejne przebudowy, zmieniano nachylenie widowni, elewację, wprowadzano nowe systemy nagłośnienie i oświetlenia. Kilka lat temu, w erze inwazji miltikin, postanowiono dokonać kolejnej przebudowy, zmierzającej do przywrócenia jego dawnej świetności i podkreślenia wartości zabytkowej elewacji, nawiązującej do klimatu i kształtu Teatru Śląskiego. Powrót do wyglądu elewacji z okresu międzywojennego dokonany został przez usunięcie porcelitowej mozaiki. Widownię na parterze zamieniono w salę kawiarnianą, przebudowano ekran i scenę w ten sposób, aby mogły odbywać się tu zarówno projekcje filmowe, jak i małe formy teatralne, imprezy rozrywkowe i artystyczne. Na frontonie ponownie pojawiła się kwadryga, aczkolwiek odwrócona w druga stronę (ponoć z powodu pomyłki wykonawców). Inauguracja działalności pod nową nazwą – Kinoteatr Rialto – nastąpiła w 2005 roku.

Archiwalne zdjęcie z 1940 roku


Z okazji tego pięknego jubileuszu Rialto oraz Instytucja Filmowa Silesia Film zaprosiły dziennikarzy na premierowy pokaz filmu dokumentalnego Dagmary Drzazgi pt. Teatr Niknących Obrazów. To było bardzo fajne spotkanie, a film bardzo ciekawy. W filmie zaprezentowano nie tylko wiele archiwalnych zdjęć, ale również oryginalne plany budowy kina oraz fantastyczne ogłoszenia prasowe z np. przedwojennych numerów. Swoimi wspomnieniami dzieliły się znane osoby związane z kulturą Katowic i Śląska.


  
Informacje na temat historii kina Rialta wykorzystałam z materiałów Instytucji Filmowej Silesia Film