czwartek, 10 stycznia 2013

100 lat kina Rialta w Katowicach

Sporą część swojego młodzieńczego żywota spędziłam w Katowicach. A sporą część wolnego czasu spędziłam w kinie. Najczęściej chadzałam do Rialta lub Kosmosu. Ale to właśnie Rialto darzyłam największą sympatią, a dziś wielkim sentymentem. Te głębokie bordowe fotele, ciężkie kotary, tradycyjny wystrój bardziej przypominający teatr niż kino. To była magia. Gasło światło i człowiek znikał ze świata siermiężnego PRL-u, a pojawiał się w kolorowym świecie niezwykłych przygód. Tu oglądałam Poszukiwaczy zaginionej arki, stojąc wcześniej w kolejce ciągnącej się pod wiaduktem aż do rogu ul. św. Jana i Dworcowej. Szczególnie wspominam cykliczną imprezę odbywającą się w czasach PRL-u  pod nazwą "Konfrontacje". Chodziliśmy na nią rodzinnie, ale zdobycie karnetów wcale nie było łatwe, więc czasami wymienialiśmy się kto, z kim pójdzie na dany film. Nie ukrywam też, że zdarzało mi się wagary spędzić w kinie i to nie z powodu klasówki, ale właśnie z powodu jakiegoś ciekawego filmu, na który ciężko było dostać bilety, a seanse poranne (godz. 8.00) były najmniej obłożone.   


 


7 listopada 1912 roku budowniczy Martin Tichauer zarejestrował spółkę kinematograficzną tzw. teatru świetlnego w Katowicach. W rekordowym czasie, na rogu reprezentacyjnych ulic: Johannesstrasse (dzisiejsza ul. św. Jana) oraz Holteistrasse (dzisiejsza ul. Wojewódzka). W budynku znajdowała się duża sala kinowa początkowo mogąca pomieścić 800 osób, miejsce na dwudziestoosobową orkiestrę, na piętrze znajdowała się restauracja, a także palarnia cygar, winiarnia i piwiarnia. Pierwsza projekcja filmowa odbyła się 15 stycznia 1913 roku. Rialto wyświetlało głównie filmy premierowe, które następnie trafiały do kina Palast (niegdysiejszego kina przy dzisiejszej ul. Mielęckiego) także należącego do spółki Tichauer&Kochmann. Najwcześniejsza dotychczas odnaleziona wzmianka prasowa o Rialcie pochodzi z 17 stycznia 1913 roku. Jest to reklama w gazecie "Górnoślązak". Kino znane było wtedy pod nazwą Kammerlichtspiele (kino kilkakrotnie zmieniało nazwę). W 1928 roku, pod wpływem kampanii nawołującej do usuwania języka niemieckiego z życia publicznego, zmieniło nazwę na Rialto. Zmieniona została także fasada budynku - usunięto płaskorzeźbę przedstawiającą kwadrygę. W 1938 roku na krótko kino otrzymało nazwę Słońce, a rok później na UFA – Theater Rialto. Po wojnie, w 1945 roku, powrócono do nazwy Rialto. Pierwsza przebudowa kina nastąpiła na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych. Zwiększono liczbę miejsc do 1050, a obiekt wyposażono w aparaturę dźwiękową. Dzięki temu w Rialcie mogła odbyć się pierwsza na Śląsku projekcja filmu dźwiękowego "Śpiewający błazen" z Alem Jolsonem. Później były kolejne przebudowy, zmieniano nachylenie widowni, elewację, wprowadzano nowe systemy nagłośnienie i oświetlenia. Kilka lat temu, w erze inwazji miltikin, postanowiono dokonać kolejnej przebudowy, zmierzającej do przywrócenia jego dawnej świetności i podkreślenia wartości zabytkowej elewacji, nawiązującej do klimatu i kształtu Teatru Śląskiego. Powrót do wyglądu elewacji z okresu międzywojennego dokonany został przez usunięcie porcelitowej mozaiki. Widownię na parterze zamieniono w salę kawiarnianą, przebudowano ekran i scenę w ten sposób, aby mogły odbywać się tu zarówno projekcje filmowe, jak i małe formy teatralne, imprezy rozrywkowe i artystyczne. Na frontonie ponownie pojawiła się kwadryga, aczkolwiek odwrócona w druga stronę (ponoć z powodu pomyłki wykonawców). Inauguracja działalności pod nową nazwą – Kinoteatr Rialto – nastąpiła w 2005 roku.

Archiwalne zdjęcie z 1940 roku


Z okazji tego pięknego jubileuszu Rialto oraz Instytucja Filmowa Silesia Film zaprosiły dziennikarzy na premierowy pokaz filmu dokumentalnego Dagmary Drzazgi pt. Teatr Niknących Obrazów. To było bardzo fajne spotkanie, a film bardzo ciekawy. W filmie zaprezentowano nie tylko wiele archiwalnych zdjęć, ale również oryginalne plany budowy kina oraz fantastyczne ogłoszenia prasowe z np. przedwojennych numerów. Swoimi wspomnieniami dzieliły się znane osoby związane z kulturą Katowic i Śląska.


  
Informacje na temat historii kina Rialta wykorzystałam z materiałów Instytucji Filmowej Silesia Film
 

2 komentarze:

Mażena pisze...

Kino to była magia i chyba nadal jest. Moje kina, pamiętam jeszcze twarde siedzenia to Świt, Praha a potem Bajka, Relaks. W Warszawie nie było Rialta ani Kosmosu. Niesamowity taka rocznica. Ile wydarzyło się w kinematografii !

Jerry pisze...

Ja takie wspomnienia mam z kina Wyzwolenie w Prudniku. Pamietam jak chodzilismy tam na rozne filmy podczas ktorych czlowiek przenosil sie jakby w inny swiat. Jeden z pierwszych filmow to byl chyba "Historia zoltej cizemki" z Markiem Kondratem. Ostatni film na jakim bylem w tym kinie to byl "Love Story". Wszyscy plakali. Bylo jeszcze jedno kino w Prudniku ale tam nie chodzilem. Poza tym kino bylo czesto centrum dla innych imprez. Ja bylem na wystepie Trubadurow z Krawczykiem, ktory w pewnym momencie podszedl do pierwszego rzedu, w ktorym siedzial moj brat z zona Marysia i zaczal dla niej spiewac, co Romkowi chyba sie niespecjalnie spodobalo.