sobota, 19 stycznia 2013

Nowy dworzec PKP w Katowicach

Kilka dni temu miałam okazję do zobaczenia nowego dworca PKP w Katowicach. Chciałam się podzielić nie tylko kilkoma zdjęciami, ale również pierwszymi wrażeniami. Od razu powiem, że należałam do przeciwników rozbiórki starego dworca. Uważam, ze można było zrobić generalny remont, odnowić to i owo, przekształcić, ale burzenie go, aby powstało coś bardzo podobnego, tyle że mniej trwałego to pomyłka. Dla mnie sprawa jest jasna - budowa nowego dworca była pretekstem do wybudowania centrum handlowego w miejscu dworca autobusowego. To bardzo smutne, że zniszczono ten plac. Nie był piękny, ale otaczały go piękne kamienice, w większości odnowione, można go było jakoś dostosować, obsadzić drzewami, postawić ławki... ale co innego w gruncie rzeczy jest ważne - postawienie tak gigantycznego centrum handlowego w sercu i tak już wymierającego centrum miasta, to śmierć dla innych sklepów i wszelkich lokali usytuowanych przy głównych ulicach Katowic. Już teraz za umarłe można uznać wszystkie ulice oddalone 0,5 km od dworca! Za relikty przeszłości zaś takie domy towarowe jak Skarbek czy Zenit. Nawet po remoncie Skarbka i wynajęciu części przestrzeni pod biura firm, większość z nich świeci pustkami. Wynajęcie lokalu pod firmę w Skarbku, czyli w samym centrum Katowic, to koszt mniejszy niż czynsz w moim mieszkaniu! Ale wracając do dworca, jest znacznie mniejszy niż poprzedni. Stary robił wrażenie już samą przestrzenią. Przez wielkie szyby widać było centrum miasta. A pod słynnym zegarem umawiali się wszyscy przyjeżdżający, wyjeżdżający i mieszkańcy. Nowy dworzec różni się tym, że nie ma miejsc do siedzenia, a w ciasnej przestrzeni dominują lokale typu fast food. Nie zwala z nóg niczym, nawet nie jest ładny - skonstruowano go w modnym ostatnio stylu: szare betonowe ściany i szare posadzki. Wszystko jest szare, nudne i brzydkie.  A to że jest czysto, to tylko efekt nowego budynku. Gdyby się stary umyło, też byłby czysty.A i tak pasażerom chodzi przecież tylko o to, aby pociągi jeździły punktualnie, były czyste, w zimie ogrzane i żeby było w nich bezpiecznie. Nowy dworzec tego nie załatwia.

 Widok od strony poczty. Po lewej stronie wjazd/wyjazd z tunelu, gdzie będzie dworzec autobusowy (na razie nieczynny)

Dworzec widziany od strony ulicy Młyńskiej

A to koniec ulicy Młyńskiej. Ten biały budynek to budowane jeszcze centrum handlowe

Na ulicy Młyńskiej wyburzono jedną kamienicę. Byłam zaskoczona tym widokiem, bo nie wyglądała na rozsypującą się 



Widok w stronę ulicy 3 maja i wylot ulicy Stawowej (na końcu nawet załapał się fragment budynku liceum Mickiewicza)

Co ciekawe, nie wszystkie autobusy, które miały przystanki na starym dworcu autobusowym znajdą je w nowym. Okazuje się, że jest tam za mało miejsca. Przystanki będą na placu Wolności, czyli ok. 1 km od dworca. Oczywiście, osoby odpowiedzialne za to twierdzą, że to dlatego, że ludzie "chcą" biec z jednego przystanku na drugi z walichami i są zadowolone z nowej lokalizacji



Jedyne miejsca siedzące  w sali nowego dworca. Nie dość, że niewygodne, to niebezpieczne (jak na nim posadzić małe dziecko albo osobę ponadwymiarową?!)


My na Śląsku mamy swoje własne koleje (to informacje dla czytelników niezorientowanych w sytuacji kolejowej w Polsce)


Kasy biletowe

 No widok na centrum handlowe ze zbiegu ulic 3 maja i Stawowej

6 komentarzy:

Zofijanna pisze...

Dzieki za ciekawy post.
Centra handlowe to modny trend.
Kogo obchodzi,że znikną miejsca pracy, że nie pasuje do starych kamienic.

Wojtek pisze...

To że coś nie pasuje do starych kamienic jeszcze nie stawia krzyżyka na pomyśle. Wszyscy to robią, pomijając oczywiste przykłady, jak Luwr, można się posłużyć Grazem:
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Graz_Kunsthaus_vom_Schlossberg_20061126.jpg
Myślę sobie też, że wiele obecnie podziwianych budowli niegdyś również "nie pasowało", taki barok do gotyku na przykład.

recoleta pisze...

Kwestia tego, czy pasuje, czy nie, to najmniejszy problem. Chociaż smuci mnie, że piękne kamienice katowickie, które zostały wspaniale odnowione, będą całkowicie zasłonięte przez ten szklano-betonowy moloch. Centrum jest ogromne, zajmuje niemalże całą powierzchnię byłego placu Szewczyka. Natomiast o wiele ważniejsze jest to, że położy całkowicie handel w centrum Katowic. Już teraz mnóstwo sklepów ma wywieszki "sklep w likwidacji". Wkurzające jest też to, że nowe obiekty są robione tandetnie, z najgorszych i najtańszych materiałów. Wszystko to za 10 lat się rozsypie. Gdy patrzę na stary dworzec (ten pierwszy, na ul. Dworcowej), który mimo tylu lat i stania bez jakiejkolwiek renowacji - wciąż stoi i wciąż jest piękny. A co śmieszniejsze - jest większy od obecnego.

Wojtek pisze...

Każdy z tych dworców odpowiadał na wyzwania swoich czasów. Drugi dworzec był większy od pierwszego, bo wtedy indywidualna komunikacja była w powijakach. Wszyscy jeździliśmy koleją. W pociągach, które były dużo częstsze niż w obecnym rozkładzie jazdy, było tłoczno. Obecnie jedynie wożą powietrze, po szynach jeżdżą "tramwaje" zamiast pociągów. Dworce stały się niepotrzebne, a taką kubaturę jak w dworcu nr 2 trzeba też było ogrzać i miastu jeszcze zapłacić podatek od nieruchomości. Chcieliśmy kapitalizmu w 1989 roku.....
Ja nie bronię nowoczesnej architektury, bo stary dworzec podobał mi się najbardziej!

recoleta pisze...

Zawsze można było rozwalić dworzec numer 2, wyremontować dworzec numer 1 i do niego wrócić. A w miejscu dworca nr 2 zrobić porządny dworzec autobusowy. Mógłby być podziemny, a na ziemi np. ogromny park. To by było fajne rozwiązanie. Oglądałam zdjęcie, do którego link wysłałeś. Straszne.:-( Nigdy się do czegoś takiego nie przekonam.

Wojtek pisze...

No w sumie tak. Ale jak mamy kapitalizm to mniemam, że niełatwo byłoby inwestorowi zakupić z rąk prywatnych dworzec nr 1. Sądzę, że obecny właściciel tego obiektu wywindowałby cenę do stratosfery, boć to samo centrum metropolii. Nie znam układu peronów w dworcu nr. 1, ale pamiętam z przeszłości, że pociągi z Kędzierzyna-Koźla wjeżdżały na peron bodajże 5, do którego trzeba było iść wzdłuż torów, bo na szerokość się nie mieściły. Może i te uwarunkowania wpłynęły na decyzję. A może po prostu nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
Co do Graz'u też mi się zbytnio nie podoba, ale to taka obrazoburcza budowla ściąga turystów. Tak jak jedyna atrakcja (ok. jestem teraz niesprawiedliwy) Bilbao. Pozostawiam do samodzielnego odnalezienia ;-)