sobota, 23 lutego 2013

Arizona i kaktusy

Kuba napisał dłuuugi mail. Podsunęłam Kubie kilka pomysłów, co ciekawego można zobaczyć w Arizonie, m.in. Kanion Antylopy, bo to podobno jedno z najpiękniejszych miejsc w USA, które koniecznie trzeba zobaczyć. Gdy ja myślę "Arizona", to mam przed oczami płaski krajobraz prerii poprzecinany wystającymi, ogromnymi jak wieżowce, ostańcami, gdzieniegdzie potężne kaktusy, a między nimi Indianie oraz zdobywcy Dzikiego Zachodu ciągnący konno w kierunku zachodzącego słońca. To krajobrazy z westernów, które namiętnie oglądałam w dzieciństwie. Oczywiście, wiele się zmieniło od czasów Dzikiego Zachodu. Nie będę streszczać, co Kuba napisał, po prostu wrzucę całego maila. To chyba najlepiej odda jego wrażenia.

Zobaczymy, czy nam się uda, bo Arizona jest wielkości Polski. Nie jest takie łatwe i tanie wszędzie się dostać. Ogólnie pozwiedzaliśmy dosyć dokładnie okolice metropolii. Jacek z kolegą pojechał do San Francisco w środę i wraca dzisiaj, a my zostaliśmy sami z Dawidem, mamy dom i samochód do dyspozycji, to zwiedzamy. Dzisiaj sprzątamy i jedziemy po nich na lotnisko, potem jedziemy do znajomych Jacka, protestantów. Zaprosili nas na obiad, potem sobie będziemy strzelać i idziemy w góry zdobyć jakiś szczyt w okolicy. Arizona jest niesamowita, bo temperatura jest cały czas wysoka, w lecie nawet 40-50 stopni, ale 2 godz. stąd jest całoroczny kurort narciarski w wysokich górach, na granicy z Nowym Meksykiem. Ceny są jak w Polsce i niższe, a pensje 10-krotnie większe. Ten dom, w którym żyjemy, na zamkniętym osiedlu, z basenem i jacuzzi kosztował w 2009 roku 30 tys. $, a teraz kosztuje około 45 tys., czyli taniej niż mieszkanie w Sosnowcu. 

W mieście są 2 świetne uczelnie, jedna stanowa - Arizona State University i prywatna - University of Phoenix. Oprócz tego, jedna z lepszych uczelni biznesowych prywatna - Thunderbird. Studenci mają własne miasto, pełne akademików, hosteli i knajp studenckich. Będziemy tam jednego wieczoru. 

Do wielkiego kanionu i meteorytu, bo to po drodze, jedziemy w przyszłym tygodniu. A odwiedzamy jeszcze taką starszą babkę 70-letnią, bogaczka, sponsorka Instytutu Goldwatera, ma corvette i lincolna. Zaprosiła nas do siebie, bo lubi Polaków i jest libertarianką. Ogólnie łapiemy mnóstwo kontaktów tutaj, bardzo dobrych i istotnych. 

Wczoraj byliśmy w okolicach Phoenix, na północy. Tam jest pustynia i czerpalnie wody dla całego miasta. Broń się tutaj sprzedaje w supermarketach, obok chleba, mleka i proszku do prania i łatwiej ją kupić niż piwo. A jest niesamowicie bezpiecznie. W Waszyngtonie i Nowym Jorku widzieliśmy dużo dziwnych ludzi i burd parę też, a tutaj spokój i cisza. Każdy jest miły, uprzejmy i wszyscy czują się bezpiecznie.Wszystkie napisy są w dwóch językach - angielskim i hiszpańskim.W supermarketach częściej słychać hiszpański niż angielski. Bardzo dużo tu Meksyków. Ale wszyscy żyją w zgodzie, fajnie, tanio, itd. Tak sobie kapitalizm wyobrażałem zawsze, podatku dochodowego tu nie ma, a VAT jest 8 procent. 

Pod koniec lutego lecimy do Vegas na 1 noc, wracamy samochodem tutaj i jedziemy do Los Angeles, a stamtąd, po zwiedzaniu, lecimy do NY i do Polski. Dla porównania, w Nowym Jorku za parszywy mały hostel płaciliśmy 55 $, a w Vegas płacimy 7,5 $ za osobę w 4-gwiazdkowym sprawdzonym hotelu (sic!)
 
Widok z okolic Superstition Mountain na poranne Phoenix

 


Superstition Mountaint, na górze leży śnieg

 
 Obiad za 3 $ od osoby

6 komentarzy:

Jerry pisze...

Taki obiad kosztuje w Szwecji 3 razy tyle.

Ortodonta warszawa pisze...

nieprzeciętna strona, sprawdź też moją!

Jerry pisze...

To nasze male mieszkanie w Szwecji kosztuje trzy razy tyle, co ten dom z basenem, o ktorym pisze Kuba.

recoleta pisze...

No i mają zdecydowanie więcej słonecznych dni w roku.:-)

recoleta pisze...

Ale nie wiem, czy zauważyłeś, że jedzą sztućcami z IKEA, czyli jest coś wspólnego ze Szwecją.:-)

Jerry pisze...

Wiesz Agnieszka. Szwecja jest bardzo proamerykanskim krajem i otwartym na swiat. Szwedzi jakby im pozwolic, to pewnie zaczeliby do siebie mowic po angielsku, dlatego i ja nauczylem sie angielskiego bo czasami lepiej wyrazic jakis problem w tym wlasnie jezyku. Szwedzi bardzo czesto jezdza do USA, ten kraj stoi na pierwszym miejscu wypadow zagranicznych. My rozniez chcielibysmy sie tam wybrac ale tak na wlasna reke. Moim marzeniem jest przejechac sie Route 66, no i wogole cala Nevade i inne bezludzia zobaczyc. My mamy obywatelstwo szwedzkie wiec w kazdej chwili mozemy sie tam wybrac. Moglismy natomiast mieszkac na stale w Canadzie, ale o tym juz innym razem.