czwartek, 28 lutego 2013

Haruki Murakami "Norwegian Wood"

Parę dni temu "połknęłam" kolejną książkę Harukiego Murakamiego Norwegian Wood. I jest to kolejny przykład wspaniałej literatury na najwyższym poziomie. Książka nieco różni się stylem od dwóch poprzednich, które wcześniej przeczytałam (czyli Kroniki ptaka nakręcacza i Kafki nad morzem). Nie ma tu wydarzeń magicznych, niesamowitych, a nawet nadprzyrodzonych, w stylu: gadające koty czy poruszanie się na granicy świata żywych i umarłych. Jest to zdecydowanie pozycja mocno realistyczna, ale to nie oznacza, że książka jest gorsza. Jest po prostu inna. Akcja toczy się po koniec lat 60. XX wieku (w formie wspomnienia z perspektywy dzisiejszej). Słychać ślady obecnych, w tamtym czasie w Japonii, konfliktów politycznych i społecznych. Słychać sporo muzyki, szczególnie The Beatles (stąd tytuł). Tematem opowieści jest taki moment w życiu młodego chłopaka, gdy poznaje dwie intrygujące dziewczyny. Każda z nich jest inna, różnią się nie tylko temperamentem i wyglądem, ale również zainteresowaniami oraz podejściem do życia. Są całkowicie innejak ogień i woda, a jednak każda na swój sposób pociąga Wanebego. Książka urzeka specyficznym stylem opowiadania - typowym dla Murakamiego: niespiesznym, jest to spacer po ulicach Tokyo, uważne przyglądanie się detalom ulic, domów, mieszkań, ale i ludzi. To także długie rozmowy między przyjaciółmi głównego bohatera. Autor analizuje również detale ludzkiej psychiki, skomplikowane relacje międzyludzkie i konsekwencje podejmowanych decyzji. Znowu pojawiają się pytania, trudne, bo dotyczące najważniejszych sfer człowieczego żywota: życia, śmierci, miłości, strachu, samotności... I, w przeciwieństwie do innych, wspomnianych wcześniej książek Murakamiego, są odpowiedzi. Może nie na wszystkie pytania, ale jednak można odczytać pewne wskazówki lub samemu wydedukować, co, według pisarza, w życiu jest ważne, jak należy postępować. Typowy, dla tego autora, klimat depresyjny nie dominuje, nie przytłacza, daje ostatecznie nadzieję. Jestem zła, bo wcześniej, przeglądając recenzje, niechcąco przeczytałam, jak kończy się powieść i to nieco zepsuło mi lekturę. Zatem, jeśli mogę coś doradzić, nie czytajcie recenzji na blogach, nie są profesjonalne i zdradzają zbyt mocno treść. Reasumując, książka, jak inne powieści tego japońskiego pisarza, wciąga i nie można się oderwać. Ja zauważam już u siebie objawy uzależnienia i zaczęłam czytać kolejną – Koniec świata i hard-boiled wonderland. Już widzę, jak bardzo jest inna od wszystkich dotychczas przeczytanych przeze mnie książek Murakamiego, ale o tym napiszę, gdy dojdę do końca.


3 komentarze:

Wojtek pisze...

Norwegian było moją pierwszą książką z dorobku Murakamiego, a Koniec świata i hard-boiled wonderland ostatnią. Koniec świata bardzo długo zalegał mi jako rozpoczęty. Miałem chyba przesyt Murakamiego. Po wielu miesiąca wróciłem do lektury, pomijając opis podróży windą w nieznane, jako przeczytany, i lektura potoczyła sie wartko do końca. Nie wie czy to efekt odstawienia Murakamiego wcześniej ale rzeczywiście ta powieść jest Jego jedną z najlepszych pozycji dla mnie. Warto przebrnąć przez początek. To bardzo humanistyczna lektura z uniwersalnym przesłaniem. Polecam wszystkim molom książkowym, acha sporo w niej nadnaturalnych artefaktów typowych dla Murakamiego, ale nie przeszkadzając w odczycie treści.

recoleta pisze...

Przebrnęłam już przez wstęp. Ale powiem szczerze, że nie czułam jakoś specjalnie ciągnięcia się motywu windy. Nawet odebrałam go jako interesujący. Może wpadłam w trans Murakamiofilii?;-)

Travelling Milady pisze...

Muszę wreszcie się za niego zabrać.