wtorek, 19 lutego 2013

Wiosna w Arizonie

No, to chłopaki są w Arizonie. Oczywiście, podróż bez przygód to nie podróż, więc musiało się coś zdarzyć. Po pierwsze, nie zdążyli na samolot z Waszyngtonu do Phoenix. Autobus, którym mieli jechać na lotnisko, przyjechał prawie z godzinnym opóźnieniem. Dokładnie nie znam szczegółów, ale w jakiś sposób odprawili się i bagaże poleciały, ale oni nie weszli już do samolotu. Przebukowali bilety na inny lot, ale w wyniku tej zmiany musieli polecieć do Chicago i dopiero stamtąd do Phoenix. Podejrzewam, że walizki wywalili na taśmę, a ponieważ ich nikt nie odbierał, to przejęła je ochrona. No i rozwalili Kubie kłódkę, żeby zobaczyć, co jest w środku. Kłódka była elegancka, nowiusieńka, ale to pryszcz. Zainteresowało mnie, dlaczego dokonali takiego barbarzyńskiego czynu. Otóż, na stronie Lufthansy znalazłam informację, że w USA panują takie zwyczaje, że na bagażach (jeśli ktoś nie chce mieć kipiszu) powinny być zamontowane kłódki typu TSA. Cytuję: "Na rejsach do USA, TSA (Transportation Security Administration – Kontrola Bezpieczeństwa Przewozów) ma prawo do otwarcia budzących podejrzenia, zamkniętych bagaży celem sprawdzenia ich zawartości. W sprzedaży znajdują się specjalne kłódki, które możesz otworzyć nie uszkadzając ich zarówno ty jak i personel TSA". I wszystko jasne.

Takie są prawa podróżowania. Trzeba być przygotowanym na niespodziewane, ale... wszystkiego przewidzieć się i tak nie da. Wiele razy latałam i o tym nie wiedziałam. Ale chłopaki żyją już czymś innym. Mają piękną wiosnę i właśnie wybierają się do jakiegoś parku narodowego, tylko nie wyciągnęłam od Kuby, jakiego.;-)



3 komentarze:

Wojtek pisze...

Rzeczywiście te kłódki funkcjonują w sprzedaży również w Polsce. Gdy ostatnio oglądałem w Krakowie walizki i torby podróżne, to większość miała te kłódeczki. Zostałem przez panią objaśniony, że to dla amerykańskich służb, ja zaś objaśniłem panią, że jeśli służby mają uniwersalny klucz, to i złodzieje na bank też go mają, więc to żadne zabezpieczenie ;-)

recoleta pisze...

No, to jest oczywista oczywistość. Mnie zastanawia jednak coś innego. Przecież te bagaże są po pięćset razy prześwietlane i obwąchiwane. Kuba w bagażu miał same ciuchy, dwie książki, kosmetyczkę i buty. Czy rzeczywiście musieli rozwalać walizkę? Nie wystarczyło rzucić do tej maszyny prześwietlającej? Chyba mniej pracy wymaga prześwietlenie niż rozpruwanie walizki? Coś mi się wydaje, że sporo tu albo złośliwości, albo bezinteresownej głupoty.

Avelina pisze...

Nie ma jak podróż z przygodami. Mnie również zastanawia, dlaczego nie sprawdzili bagażu na maszynie prześwietlającej?
Na jednym z lotnisk, pani prześwietlając moją walizkę spytała gdzie kupiłam miód. Nie zapytała co ma w słoiczku czy coś podobnego. Tak więc mogą bez otwierania wszystko sprawdzić.